Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
Kategorie: Wszystkie | C'est la vie... | Poza czubek Wiezy Eiffel'a | U bukinistów nad Sekwaną | W teatrze na Montmartrze
RSS
niedziela, 18 kwietnia 2010
France Miniature

Jestem turysta lapczywym.

Takim, co to, kiedy pierwszy raz przyjechal do Paryza (blisko na dwa tygodnie) zaliczyl od razu pierwszego dnia: Hotel des Invalides, Wieze Eiffel'a (w ambitnej wersji, czyt. ze wspinaczka po schodach), Pola Marsowe, Luk Tryumfalny, Pola Elizejskie, Place de la Concorde, Ogrody Tuileries i Luwr (uff... szczesliwie bez srodka ;)). Wszystko oczywiscie bez uzycia metra...

Na drugi dzien nawet zapach croissant'ow nie mogl mnie zwlec z lozka (moze dlatego, ze nie jestem ich fanka ;))...

Trudno, wiec sie dziwic, ze przebudzona z zimowego letargu postanowilam ZWIEDZAC FRANCJE! CALA! WSZYSTKO!!!

Jak pomyslalam tak i zrobilam ;)

Niemozliwe? Mala srebrna zaba, kierunek na poludniowy-zachod od Paryza i... juz mamy Francje jak na dloni :)! CALA! WSZYSTKO!!! (pst - no prawie ;)).

To, co juz znamy...

- O Kochanie zobacz! La Rochelle i tam w glebi popatrz... Fort Boyard!!!

- Widziales? Chenonceau. Zamek Dam. Nawet ogrody przy nim takie ladne zrobili.

- O popatrz! Popatrz tutaj! Weeeeeeersal!

- Oooo! Zrobisz mi zdjecie przy luku?

I to, co dopiero poznamy...

- No wiesz! To wstyd, ze nie widzielismy jeszcze paryskiego Wielkiego Meczetu!

- Kochanie, nastepnym razem, jak bedziemy w Tuluzie musimy koniecznie zobaczyc Carcassonne!

- Ooo! Zobacz... To jest Lourdes. Tez kiedys pojedziemy, nie?

- No widzisz Ty juz widziales teatr w Orange. A ja nie!!! :(

- Ten zameczek nazywa sie Chateau d'Olhain i jest calkie blisko. Na polnocy. W Pas-de-Calais. Mozemy tam podskoczyc w jakis weekend.

Jestem turysta lap... marudnym i przesadnie egzaltowanym;)

Jesli masz kogos takiego w swoim otoczeniu to zamiast zjezdzic pol kraju zabierz go do France Miniature (zdanie niesponsorowane ;)).

A jesli Twoj Ktos jest jeszcze gorszy to... pokaz mu po prostu fotki ;)

Zapraszam: http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/FranceMiniature#

piątek, 26 lutego 2010
Le weekend romantique au bord d Atlantique

Przy okazji pewnych romantycznych swiat przypadajacych w polowie lutego ;), a w wyniku szlachetnego, a trzymanego do konca w tajemmnicy, gestu ze strony mojego P.rywatnego Narzeczonego znalezlismy sie... nad brzegiem jednego z oceanow. A konkretniej Atlantyckiego. A konkretniej w La Rochelle.

La Rochelle to taka mala malownicza miejscowosc, ktora latem ma do zaproponowania tlumom walacych do niej turystow, niezliczone atrakcje...

A zima nedznej garstce wytrwalych odwiedzajacych serwuje atrakcje policzone:

- stary port z trzema wiezami

Kazda inna-kazda zwinna jak mawial Dziadek M. :)

Pierwsza duza - ze swoim mieszkaniem dla kapitana, punktem obserwacyjnym...

(na zdjeciu widok z niej)

... powaznym statusem.

Druga - probujaca dotrzymac kroku swojej rozsadnej sasiadce - ze swoja wystawa poswiecona XVII-wiecznym wyprawom...

majacym na celu zasiedlenie amerykanskiej ziemi.

Wiecie, ze dziewczeta z sierocinca w La Rochelle chowano na ten przyklad na wzorowe panie domu, po to, zeby potem wyslac je jako 'towar' eksportowy do owczesnego Quebecu ku uciesze krzepkich mezczyzn zagospodarowujacych swiezo pozyskane ziemie? :)

No i wreszcie trzecia

strojna i beztroska. Ale w przeszlosci w jej murach urzadzono... wiezienie!!!

- wysmienite owoce morza :),

- przejazdzke w 'lodowatej puszcze na sardynki' (bo przeciez lajba tego nazwac sie nie da ;)) do Fort Boyard - bez garstki zapalencow wylawiajacych klucze z klatek ze szczurami i wezami fort jest moze nieco mniej atrakcyjny, ale i tak jego zawzieta, zacisnieta w sobie sylwetka posrodku oceanu robi wrazenie

- muzeum flakonow perfum (pragne zauwazyc, ze P. zachowal sie w tym miejscu jak rasowy paparazzi i mimo istniejacego zakazu fotografowania, a przy wyraznym naruszeniu swojego napietego kodeksu moralnego, SPECJALNIE DLA BLOGA POD DACHAMI PARYZA!!! pstryknal te unikatowe zdjecia.

(narazil sie tym na oburzony komentarz pewnej Niedopieszczonej Pudernicy vel Stare Pudlo, ktora, jesli nie pochodzila z departamentu 33, to z cala pewnosci z 75 ;))

Ale przede wszystkim mala malownicza miejscowosc La Rochelle w okresie zimowym proponuje...  siekacy deszcz, wsciekly wiatr oraz siekierzasty mroz a la Car Piotr. I wez tu czlowieku sie unos... Romantycznie...

Wiecej zdjec: http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/LaRochelle#

środa, 25 listopada 2009
Biale labedzie niechaj plyna, niech plyna...

Ostatni weekend romantycznie spedzilismy w Brugii...

nazywanej tez czesto Mala Wenecja Polnocy.

P. zrobil swoje ulubione zdjecie:

i moje ulubione zdjecie:

Poplywalismy kanalami...

... pospacerowalismy wieczorami

Zobaczylismy kobiety z ptakami... na glowie

... i jak sie bawili Flamandowie ;)

A w drodze powrotnej jeszcze TOTALnie odjechana tecze :)

 Po wiecej wrazen estetycznych zapraszam tutaj

 http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/Brugia#

wtorek, 17 listopada 2009
Goraczka sobotniej nocy, czyli podrozowanie palcem po ekranie...

Co robia bezdzietne trzydziestolatki w sobotnie wieczory?

a/ szaleja w nocnym klubie,

b/ objadaja sie fois gras i upijaja winem z rowiesnikami,

c/ ... ogladaja telewizje.

ad a/ buuuuuuuuuuuuuuchachaaaachaaa...

ad b/ sporadycznie, raczej od swieta ;)

ad c/ ?!!! TAK! ;)

A to za sprawa piorunsko przyjemnego bloku podrozniczego.

W ostatnim weekend wybralismy sie do Czarnogory i Quebecu. A przezylismy juz takie 24 godziny, podczas ktorych rzucalo nas po calym globie: Kopenhaga, Istambul, Brazylia... Potem P. oszolomiony i pijany moim szczesciem zadeklarowal chec zakupu pakietu programow podrozniczych. Czego sie nie robi, zeby nie musiec juz wsiadac do samolotu? ;)

W sobote wieczorem wciskamy piaty bieg na pilocie (kanal TV5) i ruszamy:

- najpierw - o godzinie 20h35 - z wiecznie usmiechnieta, obcieta na zapalke Sophie na piekne eskapady - Echappées Belles http://www.france5.fr/echappees-belles/

- po krotkim miedzyladowaniu w bloku reklamowym - zaopatrzeniu sie w gruszke tudziez dolewce wina - kontytnuujemy reportazem na TV5, ktory nie ma gospodarza (i nie jest to chyba pozycja programowa o stalej nazwie, ot program podrozniczy) – tutaj zaleznie od tematu pozostajemy bardziej lub mnie aktywnymi widzami

- chrrrr... chrrrr... piiiii...

- po przebudzeniu w niedziele rano – na podrozniczego kaca fundujemy sobie ‘klina’, czyli Fourchette & Sac a dos/ Widelec i plecak (nadal TV5 - 10h00) – tym razem szczupla jak bulka paryska ;) Julie smakuje za nas potrawy z roznych stron swiata (zabawnie jest obserwowac jej miny oraz szczere zapewnienia, ze jest wegetarianka, kiedy goscinni mieszkancy Maroka specjalnie dla niej i PRZED NIA ;) zazyna barana) http://www.france5.fr/fourchette-et-sac-a-dos/

- jesli jeszcze mamy sile (i czyste skarpetki ;)) albo nalogowym zwyczajem wpadlismy w ciag przerzucamy sie na opcje plus (Canal plus - niedziela 14h45) i podrozujemy z Nouveaux Explorateurs http://www.canalplus.fr/pid1826.htm&nav=1

(my wybralismy sie dotychczas:

° z szalonym Diego, ktory prosi nas o to, zebysmy nie mowili jego mamie, ze znowu wyjechal – Ne dites pas a ma mere... que je suis reparti - do Johannesburga i Lagos – kiedy widzimy go na dachu pedzacego pociagu lub noca w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy poludnowoafrykanskiej stolicy zastanawiamy sie, czy mu sie zycie czasem nie sprzykrzylo ;))

° oraz z duzo spokojniejsza Delpine na koniec swiata – Loin du monde, czyli wyspy oddalone od Wyspy czyt. angielskie Falklandy)

Jak sie czlowiek przeleci w te i wewte przez weekend to od razu mu sie inaczej w poniedzialek do pracy idzie. Trudniej ;)

środa, 28 października 2009
Le Palais Ideal du Facteur Cheval

Ponad poltora wieku temu wczesna wiosna, w niewielkiej wioseczce w Dolinie Rodanu przyszedl na swiat chlopiec. Nadano mu dwa imiona: Jozek i Ferdynand (Joseph Ferdinand). Po rodzicach chlopiec odziedziczyl nazwisko... Cheval (Kon :)).

Rodzina Jozka Konia nie byla bogata. Dlatego chlopiec mogl chodzic jedynie do pierwszych klas szkoly powszechnej. Potem musial szybko nauczyc sie fachu. Jako 13-latek stal sie piekarzem i przez kilkanascie nastepnych lat zaopatrywal wies w pachnace bagietki. 

Kiedy Jozek Kon przekroczyl trzydziestke otrzymal powazne stanowisko w administracji panstwowej - stal sie listonoszem.

Odtad, ze swoja wielka wypchana listami i gazetami torba, pokonywal codziennie ponad 30 kilometrow.

Pewnego kwietniowego dnia potknal sie o kamien. Przyjrzal sie sprawcy zamieszania, a kawalek skaly wydal mu sie na tyle fascynujacy, ze schowal go do kieszeni. Nastepnego dnia, przechodzac w tym samym miejscu, znalazl jeszcze ciekawszy okaz. Pomyslal, ze skoro natura umie tworzyc tak piekne male rzezby dlaczego nie mialby sprobowac i on. Szczegolnie, ze od dluzszego czasu w jego glowie kolatal sie pomysl zbudowania 'cudownego palacu'.

Od tego momentu przez kolejne 33 lata Listonosz Kon (Facteur Cheval) przy okazji wykonywania swojej pracy bedzie zbieral kamienie, zeby potem tworzyc z nich swoja wymarzona konstrukcje.

Pracowal w nocy przy lampce naftowej, mimo kpin sasiadow uznajacych go za wariata. Przegladal kolorowe pisma przyrodnicze i geograficzne, ktore nosil w swojej torbie listonosza. Z nich czerpal wiedze na temat swiata, budowli, architektury.

  

Mieszal:

- style,
- kraje,
- epoki

i w ciagu:

- 93 tysiecy godzin,
- 10 tysiecy dni,
- 33 lat

stworzyl budowle majaca:

- 23 metry dlugosci,
- 12 szerokosci
- do 11 metrow wysokosci.
600 metrow szesciennych posklejanych kamieni i muszli.

Idealny Palac Listonosza Konia (Le Palais Ideal du Facteur Cheval).

A wszystko to skonstruowane reka jednego czlowieka.

Ludzie to potrafia miec hobby, nie? :)

 Moje ulubione giganty :)

P.S. Mialam wrazenie, ze Antonio Gaudi przejezdal tedy i zwinal pomysl na swoja Sagrada Familia ;)

Zapraszam tu http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/LePalaisIdealDuFacteurCheval#

czwartek, 08 października 2009
Kocham cie jak Normandie

Pamietacie Kennego z South Parku, z mozgiem scisnietym pomaranczowym kapturkiem?

Dla tych, ktorzy nie kojarza portret pamieciowy ;)

http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/Normandia#5390319496641854690

Tak wlasnie sie ostatnio czuje. W miescie swiatel.

Dlatego sila (oczywiscie argumentow ;)) wyciagnelam P. do krainy:

- pachnacej sola morska,

- wypinajacej sie dumnie bialymi klifami,

- gdzie karmel robi sie ze slonego masla,

- a alkohol z jablek.

Do krainy, w ktorej chce mieszkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaac... :)!!!!!!!!!!!!!!!!

Parafrazujac Kowalskiego ;)

A Irlandia Normandia podobno jest taka zielona,
jak włosy syreny o świcie...
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje szare - zatrute spalinami ;) oddałabym życie.
A Irlandia Normandia podobno, jest taka szalona,
jak wiatr, co ma czapkę podartą...
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje nudne paryskie życie oddać warto.

Wiecej http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/Normandia#

niedziela, 27 września 2009
Pod dachami Kaszub

Tak, tak - spod paryskich przenieslismy sie na chwile pod cudownie pachnace sloma i babim latem - kaszubskie.

Dzieki temu P. (i ja tez ;)) mogl zobaczyc, jak sie kiedys w Polsce...

... wroble straszylo...

... dzieci bawilo...

... zdjecia pstrykalo...

... i wino warzylo ;)

Z duma godna 25%-owej Kaszubki prezentuje

http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/SkansenWdzydzeKiszewskie#

piątek, 14 sierpnia 2009
Na balu w Wersalu ;)

Wprosilismy sie z P. na sobotnia imprezke w Wersalu ;)

Les Grandes Eaux Nocturnes de Versailles/ Wielke nocne wody Wersalu

Bylo prawie, jak na balu choc kobiety zamiast nosic dlugie sukinie nosily zasmarkane brzdace (lub plan ogrodow - wiadomo kto ;)), a mezczyzni zamiast dzierzyc wytworne laseczki dzierzyli zlozone spacerowki (lub statywy do aparatow - wiadomo kto ;)).

Ale poza tym wszystko bylo, jak sie nalezy - rozswietlone fontanny, muzyka klasyczna... Moze zabrzmi to pensjonarsko, ale widok byl... urzekajacy :)

 

Wiecej tutaj - naprawde warto zajrzec (niezbyt to skromne, ale przeciez to nie ja jestem autorka zdjec ;))

http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/LesGrandesEauxNocturnesDeVersailles#

poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Only Lyon

Znowu wystawilismy ciekawskie nochale poza czubek Wiezy Eiffel'a. Tym razem odwiedzilismy ojczyste strony Antoine de Saint-Exupery i Malego Ksiecia...

 

... oraz braci Lumière,

czyli... druga pod wzgledem wielkosci aglomeracje Francji - Lyon (celowo nie pisze miasto, bo drugim najwiekszym jest podobno Marsylia ;)).

Jako, ze z przykroscia odkrylam, ze przehulalam pojemnosc mojego kawalka internetu raczac Was wysokiej jakosci fotkami, zapraszam do obejrzenia:

- koronkowo bialej bazyliki Notre-Dame de Fourvière, w ktorej znajduja sie Madonny z roznych stron swiata - rowniez ta nasza z Jasnej Gory - oraz tekst modlitwy Zdrowas Mario we wszelkiej masci jezykach - na zdjeciach jedynie w malo egzotycznej mowie Mickiewicza i Moliera,

- podrobki Wiezy Eiffela, czyli stalowej konstrukcji wybudowanej pod koniec XIX wieku, bedacej swiecka odpowiedzia na stojaca obok swiatynie (myslalam, ze tylko nasze ekswladze stac bylo na takie radosne pomysly ;)), a obecnie wieza nadawczo-odbiorcza,

- sciany kamienicy, na ktorej jaki zywi, choc tylko namalowani znani mieszkancy Lyonu,

- rozpedzonej skapo odzianej dziewoi prowadzacej czterokonny zaprzeg wprost na Le musée des Beaux-Arts/ Muzeum Sztuk Pieknych,

- nowoczesnego gmachu opery, przypominajacego nieco dworzec we Wroclawiu ;),

- oraz skromnych fragmentow najwiekszego we Francji parku miejskiego Parc de la Tête d'Or

tutaj...

 http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/Lyon#

Smacznego :)

sobota, 08 sierpnia 2009
Buszujacy w kukurydzy

Obok nieco surowego P-owego pomyslu obejrzenia Cite Blanche pojawil sie moj radosny, nieco dziecinny pomyslik zwiedzenia labiryntu w kukurydzy. Labirynt w kukurydzy to - wg zblazowanych naplywowych (!) Paryzan - najwieksza atrakcja glebokiej prowincji.

Jest ich we Francji kilka. My bylismy w Ardeche (okolice Valence).

Wycina sie tam pogmatwane sciezki w kukurydzy juz od 2002. Co roku przybieraja one inna forme. Mialy juz ksztalt gitary (w labiryncie poswieconym muzyce) oraz kolek olimpijskich (w labiryncie zadedykowanym igrzyskom).

 

W tym roku 'sponsorem' kukurydzianego szalenstwa byla astronomia ;) Biegalismy wiec z P. po pierscieniach Saturna oraz ramionach pentagramu :)

Zabawa polega na znalezieniu dwunastu punktow, w ktorych umieszczone sa pytania:

- dla dzieci: co robia w dzien gwiazdy? a/ ida spac, b/ gasna, c/sa niewidoczne ze wzgledu na duza ilosc swiatla,

- dla doroslych: ktora z planet, gdyby wrzucono ja do oceanu (coz za pomysl wrzucac planety do oceanu!) plywalaby na powierzchni? a/ Saturn, b/ Merkury, c/ Wenus (jak widac pytanie dla doroslych nie byly z serii audio tele).

Wyposazeni w planik...

...i arkusik na odpowiedzi...

...ruszamy.

Labirynt bywa skomplikowany (szczegolnie cholerny punkt G... tfu! 5, ktorego nie ma!, no nie ma!). Na szczescie jest P., ktory starym indianskim zwyczajem kieruje nas na... sluch ;) (slyszy glosy grupki ludzi zastanawiajacych sie nad odpowiedzia ;)).

Pytanie bywaja trudne. Na szczescie jest... wikipedia w iPhonie P. ;) (ojej, no chcielismy tylko potwierdzic nasza specjalistyczna ;) wiedze astronomiczna, nie trzeba nas od razu wyzywac od tricheurs/ oszustow ;)).

 

 

W koncu, po blisko poltorej godziny kluczenia, dumnie kladziemy przed pania w recepcji niestarannie wypelniony arkusz z odpowiedziami.

- Wszystkie odpowiedzi sa poprawne - usmiecha sie do nas i nalewa po szklance soku gruszkowego domowej roboty. To wlasnie jest nagroda.

Dlaczego nie pop corn? ;)

 
1 , 2 , 3