Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
poniedziałek, 26 października 2009
Kamieniczka/ Edyta Szalek

Przezywam ostatnio kryzys ;) (az wstyd, ze w dobie, kiedy slowo to robi taka furrore nie znalazlo sie jeszcze ani razu Pod dachami Paryza ;)) Kryzys wieku sredniego czytelniczego :) Objawia sie on tym, ze... nie mam sily konczyc ksiazek. I nie chodzi tu o przerywanie po kilkunastu poczatkowych stronach, ale... zatrzymywanie na kilkanascie stron przed koncem (jako, ze ksiazki, ktore czytam nie maja na ostatnich kartkach wyjasnienia: kto zabil, mozna sobie pozwolic na takie nieszkodliwe dziwactwo).

Staram sie jednak caly czas godnie nosi odznake: zdyscyplinowany czytelnik... i koncze.

Choc czasem w bolach. Tak, jak to mialo miejsce w przypadku Kamieniczki.

Tomik ten, zawieracy niecale 100 drobnych stronniczek, przez wiekszosc odbiorcow nazywany 'lektura na jeden wieczor' przytrzymal mnie... tydzien!

Ja naprawde darze duza sympatia Edyte Szalek. 'Jedzie ona u mnie na opinii' (uzywajac szkolnej nomenklatury ;)) od czasu napisania garsci niezlych felietonow do Zwierciadla.

Dlatego, jak to w przypadku wzorowego ucznia bywa, przymknelam oko na zaslugujacy jedynie 'na trojke' ;) Sen zielonych powiek i chwycilam za Kamieniczke.

Mialam nadzieje, ze moze powiesc to nie gatunek literacki dla Szalek, i ze powrot do krotkich form bedzie spektakularnym sukcesem. Niestety nie jest.

- Dwoja, dwoja, dwoja, dwoja, dwoja!!!

(przypomina mi sie tutaj rozdrazniony glos mojej matematyczki, kiedy z nonszlancja odchodzilam od tablicy po uprzednim poinformowaniu jej, ze nie znam definicji i nie bede sie jej uczyc, skoro wiem, jak rozwiazac zadanie - alez bylo ze mnie bezczelne dziewczynisko kiedys ;))

Ja z przykroscia, a nie z wsciekloscia, musze Was przestrzec - nie czytajcie! Strata czasu! (nie uzasadniam tutaj mojej opinii, bo zdanie nauczyciela niepodwazalnym jest i swobodnie obywa sie bez argumentacji ;)).

Nawet, jesli to tylko jeden wieczor lepiej go spedzic na lekturze... bloga, na ktorym wlasnie jestescie ;) (no coz - bezczelnosc najwyrazniej jest cecha niezbywalna ;)).

No a kryzys najwyrazniej nie tylko czytelniczy, biorac pod uwage ilosc nawiazan do durnych i chmurnych czasow szkolnych ;)

- Moja droga panno! To nie jest recenzja ksiazki! Cos Ty mi tutaj wysmarowala! Dwojka! Siadaj!

czwartek, 22 października 2009
Ci obcy

Dziejszy ranek. Lazienka. Jeszcze przed zalozeniem szkiel kontaktowych.

Na podlodze przed drzwiami pojawila sie nieduza biala plama watpliwego pochodzenia.

Przez glowe przebiega kilka pomyslow - od mniej do bardziej drastycznych:

- odrobina piany, bedaca efektem ubocznym mycia wlosow,

- pasta do zebow rozbryzgana w szale szczotkowania,

- zuzyta guma do zucia - blerk...

- ... albo inne paskudztwo, ktore ewakuowalo sie z kieszeni P. (no dobra - P. nie nosi w kieszeniach obrzydliwosci, a wrecz przeciwnie - czyt. portfel ;) - ale tak mi pasowalo do tej historyji)

W zasiegu wzroku pojawia sie 'winny' (brak szkiel nie przeszkadza w odpowiednim zidentyfikowaniu jego osoby ;))

- Co to jest? - pytam z mieszanina zaniepokojenia i obrzydzenia.

- Kawalek farby, ktora odpadla z sufitu - informuje rzeczowo.

A nastepnie - z poblazaniem serwowanym malo rozgarnietym przedszkolakom - dodaje:

- Oh... pauvre kochanie qui a failli se faire attaquer par le morceau de peinture... ;)/ Aaa... biedactwo uniknelo ataku ze stony kawalka farby!

***

- Czy moglibysmy jutro wygospodarowac troche miejsca w naszym lozku? - pyta P.

(P. jak poligamista??? ;))

- ???

- Jutro przybywa Kochanie 3* - oznajmia z duma.

:I

*Kochanie 3 - aparat fotograficzny na widok, ktorego duuuuuuuuuuzi chlopcy przebieraja radosnie nogami, stanowi udoskonalona wersje Kochania 2 (pst - nie wspominac przy tym ostatnim, bo moze mu byc przykro - sic! ;)). Kochanie 3 - podobnie, jak jego poprzednik stanie sie zapewne nieodlacznym elementem ubioru, z ktorym kontakt dotykowy moze zostac przerwany jedynie na czas kapieli. W celu uzycia przez osoby trzecie konieczne jest spojenie wlasciciela ;)))

środa, 21 października 2009
Stan umyslu: blondynka

Blond to nie kolor wlosow to un etat d'esprit/ stan umyslu uslyszalam wczoraj od P. Nie dotyczylo to mnie, a... - biorac pod uwage sytuacje z dzisiejszego poranka - powinno.

Oprocz umyslowego blondu na moje zachowanie wplynely zapewne (coz - wiem - probuje sie usprawiedliwic ;)):

- daleko posunieta nieumiejetnosc klamania,

- oraz mordercza dla mozgu pora.

Dzis, godzina 7:53, na jednej ze stacji paryskiego metra.

Stoje. Cala zaczytana (zazwyczaj czytam ksiazki... po polsku, tym razem jednak ambitnie chwycilam za jeden z darmowych paryskich dziennikow - nie zeby lektura byla na tyle wzniosla, ale zawsze mozna sie pozniej popisac znajomoscia tego 'co w trawie piszczy' albo... przynajmniej nie zblaznic ;)).

Podchodzi do mnie mezczyzna zaopatrzony w teczke, dlugopis, formularze... Ankieter.

Wydusza cos spod nosa...

- I'm sorry. I don't speak french - odpowiedzialam ze sztucznym polusmiechem.

Wiem, wiem... mozna po prostu odmowic. Ale... taka odpowiedz daje wiekszy spokoj ducha (uprasza sie psychologow o nie pozostawianie komentarzy dot. mojej umiejetnosci bycia asertywna ;)).

Ankieter z twarza rownie obojetna jak przy pojawieniu sie - znika.

A ja - z przerazeniem! - odkrywam na nowo... FRANCUSKOJEZYCZNA gazetke w swoich rekach.

Argh! :I

Dla pograzenia sie dodam, ze wspomnianie wyzej zaczytanie nie oznacza niezobowiazujacego przerzucania stron, ale wnikliwa lekture jednego z artykulow ...

wtorek, 20 października 2009
Dziewczynka w czerwonym plaszczyku/ Roma Ligocka

Zaczne od wyznania. Nie wiem, czy to wstyd, czy nie ;), ale... zawsze wydawalo mi sie, ze to ksiazka Romy Ligockiej dala Spielbergowi pomysl na dziewczynke w czerwonym plaszczyku. A nie odwrotnie. Chyba nawet sprzedalam te wersje P. podczas wspolnego ogladania Listy Schindlera (choc jestem przekonana, ze on juz o tym nie pamieta).

Dziewczynke... chcialam przeczytac od dluzszego czasu. Ale jakos nam sie nigdy drogi nie skrzyzowaly. Az do teraz. Dzieki mojej przyjaciolce oraz bibliotece w Dopiewie (myslicie, ze panie blibiotekarki z rzeczonej miejscowosci moga czytac mojego bloga? gdyby tylko wiedzialy, ze jedna z ich podopiecznych znajduje sie obecnie 1300 km od miejsca zameldowania...) udalo nam sie zapoznac.

Przyjemne to bylo spotkanie (podobnie, jak w przypadku wczesniej czytanych Tylko ja sama  oraz Kobieta w podrozy). Lubie styl Romy Ligockiej. Prosty. Nieudziwniony. Bez ambicji na wycisniecie lez. Ma sie wrazenie, ze siedzi sie z autorka przy herbacie z cytyna, a ona opowiada spokojnie swoje zycie - holocaust, smierc ojca, flirt z komunizmem, malzenstwo z alkoholikiem, aborcja, uzaleznienie od lekow...

Jesli historia ma tyle tresci nie trzeba przeciez nadawac jej wyszukanej formy...

Po przeczytaniu ksiazki, a przed pisnieciem slowa tutaj lubie dowiedziec sie, co o lekturze sadza inni.

Tym razem natrafilam na mnostwo czolobitnych komentarzy, ktorych autorzy twierdza, ze bestseller Ligockiej zmienil ich zycie. Hmm... moze nalezaloby zaczerpnac troche z dystansu pisarki ;)?

I ze Dziewczynka w czerwonym plaszczyku byla pierwsza ksiazka w ich 17-letnim zyciu, ktora udalo im sie przeczytac do konca! ... Hmm... (tutaj byl komentarz, ale... dokonano na nim bestialskiej cenzury ;)).

Z drugiej zas strony pojawily sie osoby, ktore pietnowaly sie za brak wrazliwosci, czulosci i serca, bo nie udalo im sie uronic zadnej lzy. A przeciez powinny. Bo to ksiazka o wojnie. I ze nie lubia bohaterki. A przeciez powinny. Bo to ofiara wojny.

Ja tez nie uronilam i nie uwazam, ze z moja wrazliwoscia jest jakis problem. A bohaterka - ani przeze mnie lubiana, ani nie - jest niezwykle interesujaca 'kobieta po przejsciach' zyjaca w wieku totalitaryzmow. Po prostu...

piątek, 16 października 2009
P. rzyklad brac!

Czytam blog rozcinam-pomarancze http://rozcinam-pomarancze.blog.pl/

Regularnie.

Bo lubie :)

D. - druga - ta francuska - polowka pomaranczy uczy sie polskiego.

P. oczywiscie na etapie wczesych zalotow zaklinal sie, ze za cztery lata bedzie mowil jezykiem Mickiewicza tak jak ja... Moliera, czyli... jako tako ;) Tymczasem nie ma widokow nawet na taki poziom...

Z zazdroscia i szczypta zlosliwosci donosze P. o wyczynie D.

- Tu lis des blogs de science fiction maintenant? ;)/ A ty czytasz teraz blogi science fiction?

P.rzyklad brac! ;)

wtorek, 13 października 2009
Jak sie nazywa napastnik druzyny Wysp Owczych?

Kiedys zgadalo nam sie z P. na temat ksiazek z dziecinstwa. Przy okazji tej rozmowy wyszlo na jaw, ze moj chlopak ma podstawowe braki w wiedzy ogolnej ;) Nie zna mianowicie Hansa Chrisitana Andersena (ktory stanowil dla mnie lekture podstawowa w chorobie... i zdrowiu tez). Nieznajomosc Jana Brzechwy (ktory stanowil dla mnie lekture podstawowa w chorobie... i zdrowiu tez) bylaby dla mnie do zaakceptowania. Ale Andersen?!

Przechodzimy wlasnie obok afisza informujacego o przedstawieniu Brzydkie kaczatko (czy tez innej basni Hansa Christiana).

- O widzisz to jest wlasnie ten basniopisarz, o ktorym Ci mowilam. Ten, ktorego nie znales. Andersen.

- Ale ja znam Andersena.

- ? - dziwie sie - Mowiles, ze nie znasz.

- Bo wtedy nie znalem. Ale po ostatnim meczu Francji z Wyspami Owczymi juz wiem, ze... Danny Andersen to napastnik druzyny Wysp.

: I

Teraz gdyby mi przyszlo wziac udzial w Milionerach i odpowiedziec na pytanie za milion - Jak sie nazywa napastnik druzyny Wysp Owczych?
a/ Hans Andersen,
b/ Christian Andersen
c/ Danny Andersen
d/ Hans Christian Andersen
nikt by mnie nie zagial. I Was juz tez nie ;)

Za wikipedia: Andersen to piate pod wzgledem popularnosci nazwisko w Danii.

(potem na odczepnego stwierdzil, ze tego 'mojego' Andersena tez zna, ale... kto go tam wie... ;)

poniedziałek, 12 października 2009
Le Petit Nicolas

Zainaugurowalismy z P. nasz jesienno-zimowy sezon kinowy  filmem... Le Petit Nicolas ;)

Niepowazne to takie ze strony jednej, ale z drugiej... toz to sama klasyka francuskiej literatury dzieciecej. Nie tylko zreszta francuskiej. Moja najlepsza przyjaciolka zaczytywala sie Mikolajkiem w dziecinstwie (ja odkrylam go znacznie pozniej - jeszcze na poczatku naszej znajomosci P. przywozil mi tomiska z rozesmianym bonhomme'm/ czlowieczkiem pedzacym do szkoly w rozchelstanej marynarce ;) - na nim szkolilam pewien arcytrudny jezyk romanski ;)).

P. podsluchal gdzies, ze film jest kiepski. O taka opinie nietrudno w przypadku filmu, ktory jest ekranizacja TAKIEJ ksiazki. Pamietacie jak dokonywano u nas ekranizacji Pana Tadeusza albo Ogniem i mieczem? Wszyscy to znaja, wiec kazdy moze sie wymadrzac... Wszyscy czekaja, wiec kazdy moze wyrazic swoja dezaprobate... No i jeszcze te rysunki. W zbiorowej swiadomosc Mikolajek to czlowieczek narysowany fantastyczna kreska Jean-Jacques Sempé. Trudno wiec sie dziwic, ze nielatwo sie przekonac (ale mi konstrukcja tu powstala ;)) do pucolowatej twarzy dziewczeco slicznego Maxime Godart (filmowy Nicolas).

Ale film jest po prostu drolement chouette (to nie ja, to Madame Figaro). Bardzo udana dziecieca obsada (moj ulubieniec to Victor Carles vel Clotaire - celui qui est dernier de la classe/ ten, ktory jest ostatni w klasie - genialna scena, kiedy Clotaire zastanawia sie nad odpowiedzia na pytanie ministra: jaka rzeka przeplywa przez Paryz?), swietna scenografia (akcja toczy sie w latach 60-tych, kiedy stolica Francji byla mniej zaludniona ;) a panie nosily wysokie ;) fryzury i pastelowe opaski) i przede wszystkim naprawde niemalo smiechu (mnie najbardziej rozbawila scena, w ktorej mama Nicolasa podczas kursu prawa jazdy wykonuje... 'koperte' :D).

Dla dzieci malych i duzych. Polecam :)

Wpadka i Padam na twarz/ Rebecca Eckler

Ten wpis dedykuje mojej przyjaciolce - przyszlej mamie Basi :)

Gdzies tam za gorami, za lasami tyka zegar zwany biologicznym, kolezanki poobrastaly w latorosle, a ja?

Zainteresowalam sie tematem w sposob ulubiony, z podstawowki wyniesiony, w tej oto maksymie uwieziony - Ksiazki to najlepsi twoi przyjaciele. Nie wysmieja, nie zdradza, a naucza wiele ;)

Chwycilam po Wpadke i Padam na twarz. Ok - nie sa to moze poradniki, ale sytuacja takowych nie wymaga... :)

Ksiazki Rebecci Eckler moglyby stac sie raczej przedluzeniem Dziennika Brigitte Jones (gdyby nie to, ze autorka-bohaterka nie ma ani wieku slawnej Angielki, ani jej rozmiarow - no moze w osmym miesiacu i owszem ;)).

Poczatek jest zabawny. Nawet bardzo zabawny - zdarzylo mi sie trzy razy wybuchnac glosnym smiechem (co nad ksiazkami udaje mi sie niezwykle rzadko) i musialam pozniej dokonywac kalecznego przekladu na jezyk Moliera zdumionemu P.

Potem jednak zaczely sie schody.

W DOL!

I nie mysle tu o stylu autorki, ale o opisywanych faktach (bez obaw - zadnej patologii - standardowy przypadek kobiety, ktora spodziewa sie, a nastepnie ma potomstwo).

Rebecce rosl brzuch, a moj nastroj sie pogarszal. Kiedy dotarlysmy juz do momentu porodu - ona, a na samo dno - ja, chwycilam za drugi tom i... okazalo sie, ze moze byc JESZCZE GORZEJ! Nie bez przyczyny drugi tom ma tytul Padam na twarz/ Opowiesc o zyciu z malym tyrankiem.

P. obserwowal moje zmagania z tymi ksiazkami i... o malo nie wyrzucil niedoczytanego drugiego tomu do smieci.

Na szczescie historia okazala sie miec ksztalt sinusoidy - odbilysmy sie od dna (depresji poporodowej u Rebecci) i pod koniec znowu zdarzylo mi sie wydac radosne rzenie :D ( male, ale juz mowiace dziecko to swietny material na bloga ;))

Jesli jestescie juz matkami to sadze, ze ta opowiesc bedzie miala dla Was raczej ksztalt linii prostej - i bedziecie sie smiac caly czas :)

A ja?

Przeczytam tom trzeci Dzikie dzieciaki/ Zapiski z zycia ledwo zywej matki, ktory jest w przygotowaniu ;)

czwartek, 08 października 2009
Kocham cie jak Normandie

Pamietacie Kennego z South Parku, z mozgiem scisnietym pomaranczowym kapturkiem?

Dla tych, ktorzy nie kojarza portret pamieciowy ;)

http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/Normandia#5390319496641854690

Tak wlasnie sie ostatnio czuje. W miescie swiatel.

Dlatego sila (oczywiscie argumentow ;)) wyciagnelam P. do krainy:

- pachnacej sola morska,

- wypinajacej sie dumnie bialymi klifami,

- gdzie karmel robi sie ze slonego masla,

- a alkohol z jablek.

Do krainy, w ktorej chce mieszkaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaac... :)!!!!!!!!!!!!!!!!

Parafrazujac Kowalskiego ;)

A Irlandia Normandia podobno jest taka zielona,
jak włosy syreny o świcie...
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje szare - zatrute spalinami ;) oddałabym życie.
A Irlandia Normandia podobno, jest taka szalona,
jak wiatr, co ma czapkę podartą...
Za jej czułe westchnienia i białe ramiona
moje nudne paryskie życie oddać warto.

Wiecej http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/Normandia#

poniedziałek, 05 października 2009
Broken music/ Sting

Broken music dostal P. W prezencie.

A ja? Pomimo przytargania calego stosu z Polski, wsciubilam ciekawie nos i... juz nie wyciagnelam do ostatniej strony ;)

Uwaga! szczegolnie na poczatek!, w ktorym Sting opisuje dziwny rytual picia halucynogennego napoju. Macie ochote dowiedziec sie jedynie  jakie on ma dzialanie i... nie zdazycie sie zorientowac a juz jestescie na angielskiej przemyslowej prowincji na poczatku lat 50-tych. W rodzinie zdecydowanego, ale beznadziejnie zakochanego mleczarza, jego szukajacej romantycznej strony zycia zony oraz ich syna -  pakowacza mrozonek/ przygotowujacego jaselka nauczyciela/ odbierajacego zasilek od skrzywionej urzedniczki bezrobotnego, ale przede wszystkim niezwykle zdeterminowanego muzyka - czyli Stinga.

Ksiazka ma swoich krytykow - tych, ktorzy spodziewali sie przeczytac o dzialaniach The Police (przede wszystkim dowiedziec sie dlaczego sie rozpadl) oraz wokalisty w swiatku muzycznym, oraz zwolennikow - tych, ktorzy mogli przeczytac o zyciu Stinga sprzed sukcesu (i w tym gronie zasiadam ja :)). A przy okazji o Wielkiej Brytanii z czasow, kiedy istnial tam jeszcze przemysl ciezki, o Wielkiej Brytanii sprzed rewolucji seksualnej, o Wielkiej Brytanii z czasow 'Wielkiej Czworki' potem Davida Bowie wreszcie Sex Pistols,...

Znam tworczosc Stinga jedynie pobieznie. Zdazalo mi sie przechadzac z Englishmenem po Nowym Jorku, wrzucac wiadomosc do butelki oraz... szlajac po amsterdamskiej dzielnicy czerwonych swiatel w poszukiwaniu Roxanne. Ale wlasnie... jakiez bylo moje zdumienie, kiedy przeczytalam ze Roxanne zostala 'splodzona' w malym hotelku w poblizu dworca Saint Lazare w Paryzu ;)

Dlatego szczegolowa biografia 'dla fana' raczej nie wzbudzilaby mojego entuzjazmu. A tak bardzo udanie powscibialam nos w nie swoje sprawy ;)