Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
piątek, 22 stycznia 2010
Pokonkursowo, czyli pisac kazdy moze...

Konkurs, konkurs, konkurs ten zimowy na dwa... I juz po... Przynajmniej dla Pod dachami... ;)

Dostalo mu sie... 2 zlote kulki... w leb, czyli miedzy 6 a 50 glosow. Ja tam wierze, ze bylo ich 49, a nawet... 50 ;)

W koncu wiara we wlasne sily moze przenosci gory (choc)...nie zawsze w odpowiednie miejsce (L.Jasinska) ;)

Po raz kolejny okazalo sie, ze zeby zdobyc sukces nie trzeba wstawac wczesnie, ale... w dobrym humorze (M.Archard) (o to u mnie zawsze trudno!, a w ten zimowy czas, kiedy pod paryskimi dachami, czyli na dalekim zachodzie, o osmej rano jeszcze ciemna noc - szczegolnie!!! Biedny P. ;)).

Nie zapominam jednak, ze od odwaznych swiat zalezy (A.Dobrowolski), a porazka jest jedynie szansa na to, zeby zaczac jeszcze raz - inteligetniej (J.Paul).

A przede wszystkim nie zapominam, ze to dzieki Wam Pod dachami... znalazlo sie w pierwszej... trzeciej czesci? (jak sie nazywa fragment wiekszy od polowki a mniejszy od cwiartki? i niedopicie nie jest prawidlowa odpowiedzia ;))

DZIEKUJE WAM MOI DRODZY BARDZO SERDECZNIE :)

(dostalam wiele doniesien o atakach na niewinne komorki ojcow, mezow i kochankow ;))

Sprawiliscie duza radosc mnie oraz dorzuciliscie swoje trzy grosze... a wlasciwie zlotowke z vatem do turnusow rehabilitacyjnych dla niepelnosprawnych.

W koncu jestesmy tu na ziemi po to, by czynic dobro dla innych. Po co sa tu inni, nie wiem (W.H. Auden).

A podsumowaniem konkursowych zmagan oraz tego nafaszerowanego aforyzmami, jak kargulowa ziemia minami, posta niech stanie sie cytat z Pewnego Francuza:

Kiedy czlowiekowi brak szczegolnych talentow, zabiera sie za pisanie (H.Balzac)

(aforyzmy pochodza ze strony http://www.zamyslenie.pl/ , z ktora nic mnie nie laczy, a ich autorstwo nie zostalo sprawdzone)

wtorek, 12 stycznia 2010
Glosowanie czas zaczac...

Drogowcy, Towarzyszki Emigracyjnej Doli, Krewni i Znajomi Krolika! I nie tylko!

Wszyscy, ktorzy czytacie tego bloga z przymusu (wiem, wiem, bywam marudna i natretna ;)) oraz dla przyjemnosci (bardzo mi milo :)).

Od dzis mozecie glosowac na niego w konkursie na Blog Roku.

Glosowanie trwa od 12.01.2010 od godz. 15.00 do 21.01.2010 (przyszly czwartek) do godz. 12.00

Pod dachami Paryza startuje z numerem D00008 (slownie: D jak dach, zero, zero, zero, zero, osiem).

Ten wlasnie kod trzeba wyslac sms-em na numer 7144.

W treści SMS konieczne jest podanie unikalnego numeru bloga, na który chcemy oddać swój głos. (Uwaga! W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga, nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.) Koszt SMSa to 1,22 zł brutto (1 zł + 22% VAT).

(dodatkowe info: http://www.blogroku.pl/zasady.html )

Koszty naszych (co Wam tu bede... - wysle sms-a z kazdego telefonu, ktory w wyniku niedopatrzenia wlasciciela wpadnie w moje rece ;)) sms-ow zasila cel szczytny. Jesli, wiec nie wypstykaliscie sie ostatecznie podczas Wielkiej Orkiestry albo - co gorsza! - nie udalo Wam sie dorzucic dla niej swoich 3 groszy, mozecie teraz zaglosowac na... Pod dachami Paryza :)

Wazne (choc przykre ;))

... z jednego numeru telefonu można oddać jeden głos na dany blog. Ponowne zagłosowanie na ten sam blog nie jest możliwe. Można jednak głosować – z wykorzystaniem tego samego numeru telefonu – na inne blogi biorące udział w Konkursie.

Jesli charytatywna strona przedsiewziecia Was nie przekonuje to...

(uwaga!  wyborcza!!! ;))

... dla wybranych losowo ;) osob, ktore oddadza na ten blog swoj glos przewidziana jest wspaniala wycieczka pod tytulem 'Paryz nieznany, czyli jak skutecznie znienawidzic Miasto Swiatel w jeden dzien' ;).

W programie:

- przejazd RER A w porannych godzinach szczytu (1 mln 200 tys ludzi, pocacych sie codziennie na jego trasie, nie moze sie mylic ;)),

- rundka wokol Place d'Etoile (to, to cudo wokol Luku Tryumfalnego) srebrna strzala, oczywiscie z Wami w roli glownej, czyli za kierownica,

- poludniowy lunch wsrod PRAWDZIWYCH Paryzan (nam usmiechac sie zakazano!) na La Defense,

- wspinaczka po schodach na Wieze Eiffel'a,

- zakupy na Polach Elizejskich z moja karta platnica (buuuuuuuuuuuuchaachaaa :D),

- letnie popoludnie w korku na Peripherique/ obwodnica (koniecznie przy 30 stopniach, bez klimatyzacji),

- wieczorny spacer po Evry (przedmiescia Paryza).

Panie – docenicie dzieki takiej wycieczce urok swojego lokalnego centrum handlowego.

Panowie - juz nigdy Wasze Damy nie beda Was meczyly o walentynkowy wyjazd do Najpiekniejszego Miasta na Swiecie.

A wszystko to za jednego sms-a.

I przypominam - cel jest szczytny.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
Styczen maslem plynacy

Poczatek roku to czas, kiedy na kazdym kroku we Francji pachnie rozgrzanym maslem. Od samej tej woni przybywa w pasie kilka centymetrow. To czas Galette des Rois, czyli francuskiego ciasta przekladanego masa migdalowa (tzw. frangipane). Serwuje sie je 6 stycznia - w Swieto Trzech Kroli. I nie tylko :)

To styczniowe szalenstwo rekompensuje mi odrobine tutejszy brak Tlustego Czwartku i paczkow.

Konsumpcja Galette des Rois spelnia wszystkie podstawowe warunki przyjemnosci:

a/ daje wyzej wymieniona,

b/ okupiona jest powaznymi negatywnymi konsekwencjami takimi, jak: przysadzisty tylek i... ubytki w uzebieniu ;)

Jedzac galette natknac sie  bowiem mozna na mala szklana figurke (maciupenki domek, drobniutki osiolek, lilipucia Matka Boska albo mala zolta korona), czyli tzw. feve (w przeszlosci byl to zdaje sie bob - dlatego tez szkalny gadzet nazywa sie obecnie bobem).

Ten, ktoremu przypadnie kawalek z feve (jak nietrudno sie domyslic 'fasolka' wystepuje w ilosciach sladowych, czyli jedna na cale ciasto) zostaje krolem lub krolowa i ma watpliwa przyjemnosc ;) noszenia - dodawanej do kazdego galette - kartonowej korony.

Krol/ krolowa wybiera swoja druga polowe. I... zyja dlugo i szczesliwie ;)

A dzieci ich ociekaja tluszczykiem, jak cala ta historyjka.

P.S. Dwa dni temu dowiedzialam sie, ze przydzielaniem poszczegolnych kawalkow zajmuje sie najmlodszy w towarzystwie, ktory czyni to... wykrzykujac spod stolu komu nalezy podac kolejna porcje - hmm... do teraz zastanawiam sie na ile wkrecono biednego Georga na tej imprezie ;)

czwartek, 07 stycznia 2010
Niedzielno-spacerowe impresje

Paryz. Pomnik zakochanych. Ich usta dzieli zaledwie kilka centymetrow od pocalunku. I tak juz od kilku wiekow!

Obok pomnika przechodzi dobra wrozka i mysli: dlaczego nie dac im tej chwili przyjemnej namietnosci (namietnej przyjemnosci :))? Dotyka kamienia swoja czarodziejska rozdzka i obdarza kochankow kilkoma godzinami zycia.

Ona: ;>

On: ;>

Ona: Myslisz o tym samym co ja?

On: (kiwa glowa)

Ona: Dobra. To najpierw ty lapiesz golebie et moi - je fais caca dessus/ a ja na nie narobie. A potem sie zmienimy.

***

Mnie ten obrazek zachwycil. Sacre Coeur w wersji 'biala plastikowa Matka Boska Fatimska, ktora swieci w ciemnosciach'.

***

Nas dwoje, nas-troje

poniedziałek, 04 stycznia 2010
Ciastek kontratakuje

Slowo sie rzeklo...

Oto wynik naszego wczorajszego fotograficznego najazdu na swiateczne witryny w pewnej europejskiej stolicy ;) (w przypadku watpliwosci, co do jej nazwy odsylam do tytulu bloga :)).

Tegoroczne bozonarodzeniowe wystawy zdominowaaaaaaaaaaal...

TU-DU-DU-DUM!!!

CIASTEEEEEK!!!

Przyczyn nie nalezy doszukiwac sie w gwiazdkowej piernikowej tradycji. Podejrzewalabym raczej Ciastka o ZEMSTE na... Swietym Mikolaju (bowiem, jak mozna wyczytac w Wikipedii ten ostatni... ZZARL TEMU PIERWSZEMU NARZECZONA!!! http://pl.wikipedia.org/wiki/Ciastek ;)

Oto wiec Ciastek - Noel 2009 - w kilku odslonach:

 

jako Bawidamek (szybko sie pocieszyl... ;)),

 

Szef Kuchni,

Pogromca Bialych Niedzwiedzi,

Wirtuoz Batuty (stary piernik z laska/ -kami? ;)),

Heavy-metalowiec,

Turysta w Egipcie ;),

spedzajacy Lato z...

... z langustami ;) Lato...

... swedzace bez przerwy ;) (choc tym razem nie Ciastka ;))

Dziennikarska rzetelnosc nakazuje mi doniesc, ze byly tam rowniez...

... pijane zajace (wersja francuska - nie w kapuscie, a na piramidzie z szampana ;))

No i misie, ktore...

nie mogly na to wszystko patrzec.

A Wy? Jesli nie macie jeszcze dosyc to zapraszam tutaj: http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/WitrynyGwiazdka2009#

sobota, 02 stycznia 2010
Bieguni/ Olga Tokarczuk

Jaki Nowy Rok, taki caly rok. Calkiem niezle mi to wrozy poniewaz ten pierwszy spedzilam w podrozy ;) Wyimaginowanej. Prowadzona przez Biegunow Olgi Tokarczuk. Poganiana ich maksyma: Ruszaj sie, ruszaj. Blogoslawiony, ktory idzie. I checia poznania dalszej tresci...

Przy okazji lektury nagrodzonej ksiazki przyszlo mi do glowy, ze moze zamiast eksperymentowac powinno sie po prostu czytac to, co sprawdzone... chwytasz za liste Nike i czytasz od gory do dolu... satysfakcja gwarantowana :)

Tak, jak w tym przypadku.

A z drugiej strony jesli jest literatura (i to dobra), I jesli jest o podrozach (i to m.in. do XVII-wiecznej Holandii) to i bez Nike satysfakcja gwarantowana. Przynajmniej dla mnie ;)

Czytajac Biegunow czulam sie, jak w podrozy dookola swiata z kilkoma przypadkowymi spakowanymi ksiazkami w walizce (najbardziej przypadkowe bylo ‘Wprowadzenie do psychologii podrozy’ ;)), poczytywanymi to tu, to tam.

Chorwacja, kraje Maghrebu, Moskwa (moje ulubione opowiadanie o uciekajacej Annuszce) – podrozujemy w przestrzeni.

XVII Niderlandy, XIX Wieden – podrozujemy w czasie.

Bole fantomowe, ludzkie zarodki zrosniete glowami w sloju z formalina – podrozujemy w glab czlowieka.

Poteznym atutem wiekszosci opowadan skladajacych sie na te powiesc o ruchu (Bezruch jest zly) sa puenty.

Jak ta we fragmencie o Ruth. Kobiecie, po ktorej smierci, maz zwiedza wszystkie miejsca na swiecie nazwane jej imieniem. Strumienie, wzgorza, jeziora, osady... Odbywa te podroz pamieci za pieniadze... z jej ubezpieczenia.

Bieguni miejscami ciut gorsi, miejscami duuuzo lepsi. Niewatpliwie ZMUSZAJACY do... ( i tu oblewa mnie rumieniec wstydu ;)) siegniecia po inne ksiazki Tokarczuk.

piątek, 25 grudnia 2009
Spokojnych Swiat

Ta kartonowa szopka znajduje sie pod rodzinna choinka od kiedy pamietam...

Zakupiona w latach 70-tych za:

stanowi nieodzowny Gwiazdkowy rekwizyt.

Wspominienie z dziecinstwa: BEZCENNE!

Smakowitego WSPOLNEGO biesiadowania zycze...

czwartek, 17 grudnia 2009
Zima zaskoczyla drogowcow...

... we Francji. I kierowcow zreszta tez...

Ten tekst dedykuje Mojej Mamie :)

Przecietny paryski kierowca to mistrz klaksonu, pan wszystko-wiem-najlepiej, a ty zjezdzaj z drogi connard!!!/ palancie!!! (opis stosuje sie takze do plci pieknej).

Jego FAKTYCZNE umiejetnosci mozna zauwazyc, kiedy tylko warunki pogodowe nieco odbiegna od przecietnej. Wystarczy 30 stopni w cieniu lub sredniej jakosci deszcz a Peripherique/ paryska obwodnica zaczyna swiecic wypadkami i dusic sie w korkach. A co dopiero, kiedy - tak, jak dzisiaj! - snieg pada przez caly ranek. Czas pokonywania dziesieciokilometrowego odcinka praca-dom wsrod moich kolegow wynosil dzis... 3 godziny ;)

Pamietam, jak w ubieglym roku wybralam sie do biura moja srebrna zaba przy ogloszonym czerwonym alarmie (ostrzezenie o stanie drog). Slizgalam sie, jak para, ktora odpadla jako pierwsza w Tancu na lodzie. Wzniesienie na tyle niewielkie, ze nawet ja zjechalabym z niego na rolkach (!!!) stalo sie dla mnie nie do pokonania. A w innym miejscu gdyby nie kraweznik (drobne wyjasnienie dla mieszkancow Wloclawka i okolic - kraweznik = burtnik ;)) srebrna zaba 'zarechotalaby' w rowie. Od tamtej 'jazdy bez trzymanki' stalam sie zdeklarowana uzytkowniczka metra.

Podczas tamtego czarnego (bialego? ;)) czwartku wsrod moich kolegow pojawialy sie pomysly koczowania w biurze przez cala noc. Byle nie byc zmuszonym do jazdy. Mistrzowie klaksonu, panowie wszystko-wiem-naj... itd. ;)

A tymczasem sluzby drogowe...

... oglaszaja tecze alarmow (pomaranczowe, czerwone, ...), wprowadzaja zakazy ruchu ciezarowek w calych regionach, a bardziej strome ulice osiedlowe po prostu... barykaduja ;)

Drogi Czytelniku przystan wiec prosze nad tym tekstem na chwile zanim wyrzucisz z siebie te nudna coroczna mantre o zimie i polskich drogowcach ;)

I Ty Mlody Dziennikarzu (choc nie sadze, zebys w swoim zadufaniu i samouwielbieniu dotarl az tutaj ;)) zanim kaza Ci zapelnic nadmiar wolnego miejsca na szpaltach malo oryginalnym tekstem o spoznionej rekacji na padajacy snieg.

Artykul ten nie jest sponsorowany przez polskie sluzby drogowe,
i nie ma nic wspolnego z wiezami rodzinnymi pomiedzy jego autorka, a ich pracownikami ;)!
oraz z tym, ze - mam nadzieje - beda one stanowic elektorat wyborczy tego bloga w glosowaniu na Bloga Roku 2009 :D

(kod D00008, D jak... Drogowcy) ;)

(lojalnie informuje, ze wszelkie komentarze niezgodne z pogladami autora i niekorzystnie oceniajace stan polskich drog zima beda bezpardonowo i autorytarnie kasowane ;))

środa, 16 grudnia 2009
Kusicielki Swietego Mikolaja 2008

Coraz blizej swieta, coraz blizej swieta...

Mikolaje, Gwiazdory i Dziadki Mrozy wyruszaja na polow prezentow...

W Paryzu kusi sie ich do zakupow za pomoca takich Pan...

A przynajmniej tak kusilo sie w ubieglym roku...

W tym, z powodu:

a/ zblazowania,

b/ zabiegania

c/ zziebniecia

(wybor nalezy do Ciebie Drogi Czytelniku;))

... nie udalo nam sie jeszcze popodziwiac swiatecznych wystaw (i poki co sie nie uda, bo za dwa dni jedziemy zachwycac sie bozonarodzeniowymi dekoracjami ... w Polsce :)!!!).

Potraktujcie wiec te zdjecia, jako wystawe retrospektywna pt: Kusicielki Swietego Mikolaja 2008, a my postaramy sie dostarczyc swiezszy towar tuz po Swietach..

A przed wyprzedazami ;)!

wtorek, 15 grudnia 2009
Poczwarka/ Dorota Terakowska

Dotychczas omijalam ksiazki Doroty Terakowskiej szerokim lukiem. Malo zachecajace tytuly, jeszcze mniej zachecajace okladki... (a od dziecka powtarzali, ze wyglad nie jest najwazniejszy. Z ladnej miski sie nie najesz! ;)).

Kupilam Poczwarke dzieki corce autorki ;) Po obejrzeniu swietnych 33 scen z zycia http://poddachamiparyza.blox.pl/2009/06/33-sceny-z-zycia.html oraz bardzo dobrego Ono Malgosi Szumowskiej postanowilam sprobowac zmierzyc sie z proza jej mamy (mamy, ktora skorzystala na przyklad z pomyslu corki piszac Ono).

Kupilam Poczwarke i...

... nadal omijalam ksiazke szerokim lukiem. Tym razem nie ze wzgledu na to, co na zewnatrz, ale na to, co wewnatrz. Temat bowiem czail sie tam nielatwy. Mlode szczesliwe malzenstwo, ktore realizuje jak burza wszystkie zyciowe plany i ambicje z niecierpliwym podnieceniem czeka na spelnienie sie kolejnego marzenia – narodziny corki. Corki, ktora ma juz zaplanowane cale zycie, od anglojezycznego przedszkola, poprzez szkole muzyczna, narty w Alpach i tenisa, az po studia na Oxfordzie. Corki, ktora... rodzi sie z charakterystyczna mongloska falda na powiekach. Corki z Zespolem Downa.

Obawialam sie, ze bedzie przygnebiajaco, z wyrokiem, nie do zniesienia w te dlugie ponure jesienne wieczory. Ale wcale tak nie jest. Ksiazka wprowadza zmeczony, ale ze spokojnym sumieniem swiat matki, sfrustrowany, ale po cichu kochajacy swiat ojca, ale przede wszystkim kolorowy i soczysty swiat wyobrazni dziecka.

Nie ma fajerwerkow, nie ma katastrofy. Ladnie napisana ksiazka z nielatwym tematem.

Przy kolejnej bytnosci w ksiegarni skusze sie jednak, zeby zagladac pod mniej atrakcyjne okladki. Z ladnej miski.. itd! ;)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17