Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
piątek, 06 lutego 2009
Zycie w czwartek malo warte

Thursday, Jeudi, Jueves… Nie lubie czwartkow. Poniedzialek jest zlosliwy, wtorek – beznamietny, sroda – minie tydzien zginie, piatek weekendu poczatek, sobota + niedziela – wiadomo, sam luck’ier J  

A czwartek? Jest gupi i... bez sensu!!! :P 

Ostatnio w czwartki odnosze wrazenie, ze to piatek juz i weekend tuz, tuz. A potem przychodzi wieczor i P. nastawia budzik, co niezaprzeczalnie oznacza, ze jutro trzeba isc do pracy. Mince! 

Ale najbardziej... tak najbardziej... tak naprawde naaaj, naaaaaaaaaaaaaaaaajbardziej to nie cierpie czwartkow za to... ze P. nie idzie do pracy. A ja tak. Skubany – korzystajac z rozleglych polaci urlopu, na ktorych pasa sie francuscy pracownicy ;) – wzial wolne we wszystkie czwartki az do maja.  I co robi? No co robi? Spi do dwunastej, na sniadanie zjada kebab, a potem... FOTOGRAFUJE OBCE PANNY!!!!!!!!!!!!...

... na Pere-Lachaise ;)

* * * 

Z uwagi na to, ze spedzam cale wieczory w sypialni przed komputerem rozkoszujac sie moim nowym blogowym hobby ;) ciagle slysze jednoznaczne przypomnienie:

- Kochanie, nie wiem, czy jestes au courant, ale placimy co miesiac czynsz za wynajem rowniez drugiego pokoju. Mozesz z niego swobodnie korzystac.

Jak znakomita wiekszosc kobiet cechuje mnie galopujaca domyslnosc. Wiem, ze ta uwaga ma na celu delikatne oderwanie mnie od komputera i przywrocenie na lono blogiego zwiazkowego zycia.

Zeby zadoscuczynic wysilkom P. postanowilam przeniesc moj maly blogowy warsztacik do pracy. Zegnajcie polskie znaki. Mam nadzieje - moi czytelnicy (alez to zabrzmialo ;)) - ze odszyfrowanie tekstu nie bedzie dla Was zbyt uciazliwe.  

- Teraz to bedzie blog low quality – stwierdzil P.  

Mezczyzni sa jednak niewdzieczni ;)

czwartek, 05 lutego 2009
Rozgrzani lodowymi rzeźbami

P. dziwi się, że nie opisałam naszej wycieczki na Wieżę Eiffel’a odbytej celem oglądania rzeźb z lodu (pewnie chce, żeby zamieścić jego zdjęcia, cwaniaczek ;)). Hmmm... czemu nie...


 
Zacznę od drobnego wyjaśnienia. Szybko przyjęłam zwyczaje codziennego użytkownika środków masowego transportu, czyli... w metrze pod żadnym pozorem nie wychylam nosa poza lekturę. Rano jest to bezpłatna prasa. Przejrzałam wszystkie dostępne w paryskich podziemiach Metra, 20 minutes, DirectMatin... i ogłosiłam się oddaną fanką tego pierwszego. Spełnia ono wszystkie wymogi prasy do kartkowania o absurdalnej 8 rano, czyt. wielkie tytuły, jeszcze większe zdjęcia, tekst w ilościach śladowych.
P. patrzy na mnie niechętnym okiem, kiedy sięgam rano po gazetkę. I to nawet nie dlatego, że przychyla się do opinii, którą wyraził w Grze anioła Carlos Ruiz Zafon, że w dniu, w którym pozwoli się kobietom czytać i pisać, świat wymknie się spod kontroli. ( Metro to nie czytanie, a przeglądanie ;))
 
Wie, ze lektura dziennika oznacza kłopoty. Jego kłopoty ;)

Każdego popołudnia zostawiam mu journal otwarty na wysoce interesującym – według mnie - artykule: o miejscach, w których można zjeść w Istambule, o wystawie zdjęć Warhola, którą trzeba zobaczyć, o najświeższym filmie z Kate i Leo: Revolutionary Road (na marginesie: świetny), ...
 
Właśnie z codziennej bezpłatnej gazetki dowiedziałam się o wystawie rzeźb lodowych na pierwszym poziomie Wieży Eiffel’a. Widziałam już taką zamrożoną twórczość w holenderskim Madurodamie. Wtedy bajkowe pałace, Królewny Śnieżki z siedmioma krasnalami, i inne powozy zaprzężone w pędzące konie wywarły na mnie wrażenie.
Zdjęcie w Metrze było jakości... zdjęcia w Metrze... światełka, zamrożone choinki i gwiazdy... po prostu trzeba samemu zobaczyć...
Wybraliśmy się w niedzielne popołudnie. Zimnooooooooooo byłoooooooooo... jak cholera. Kto też wybiera się w taki hebel na takie wysokości? Taternicy, narciarze i... my – amatorzy sztuki niskiej... Dozowaliśmy napięcie... najpierw... wjechaliśmy na drugie piętro, potem... na pierwsze (fakt, w dozowaniu napięcia nie jestem mistrzem świata ;))... i zobaczyliśmy je...
Całe szczęście, że nie wspinałam się po schodach – jak początkowo planowałam – bo poniedziałkowe Metro na tytułowej stronie musiałoby zamieścić informację: ROZWŚCIECZONA POLKA PODPALIŁA LODOWE RZEZBY NA FRANCUSKIM SYMBOLU DUMY NARODOWEJ.

        

                                         

 

wtorek, 03 lutego 2009
Jej Wysokość Gwiazda ;)

Mój blog kończy dziś tydzień. Jestem podekscytowana, jak pies kością ;). Co 2.37 minuty sprawdzam kto mnie odwiedzał, czy mnie skomentował, czy zdjęcia nie wyblakły lub się nie przesunęły... ;)
 
Jak na razie najwięcej wejść na mojego bloga odnotowano z... mojego bloga ;)
 
Dziś o godzinie 14.46 moje bystre oko zlokalizowało ślad odwiedzin autorki bloga
www.francaise.blox.pl. Co więcej... aaaaaaaaaaaaa!!!!!!!!! (pierwotny okrzyk radości)... francaise umieściła mnie na swojej liście ‘francuskich’ blogów.
 
Dzielę się niezwłocznie tą wiadomością z P.
 
- Tu es une star maintenant.... :) (co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że przyjmuje już zapisy po autografy ;))

* * *

Dziś rano w metrze uzyskałam wreszcie odpowiedź  na nurtujące mnie od 30 lat pytanie: dlaczego Bozia obdarzyła mnie 183 cm wzrostu?

– Żebym się nie udusiła w drodze do pracy :)

poniedziałek, 02 lutego 2009
Paris comme Barbie

- Ca pue !, ca pue ! (śmierdzi !, śmierdzi ! ;)) – tak dopingowali swoich rugby’stów kibice Perpignan. Faktycznie krzyczeli: - U-SAP!, U-SAP!, ale sylaby układały się w śmierdzący okrzyk ;). Też mi nazwa dla drużyny. To tak, jakby nazwać Kolejorza PADU: - PA-DU-PA-DU-PA... .


 
Byłam na pierwszym w życiu meczu rugby na Stade de France (perełce, stadionowej dumie Francuzów). Razem z ponad 70 tysiącami innych plebejuszy spragnionych igrzysk. Uraczono nas kawałem kiczowatej różowej zabawy.

Najpierw orszak z kopciuszkową karocą w kształcie dyni, panienki odziane jedynie w złote wężowe sploty (teraz zapewne dogorywające z grypą w łóżku – było niewiele ponad 0 st.), kilogramy złotych tasiemek spadających na boisko. Brakowało jedynie lwów i Cezara ;)


W przerwie różowe pompom-girls, różowa limuzyna, jadąca po różowym chodniku, różowy... . Kolor ten, w odcieniu odzieży Barbie jest, wraz z niebieskim, oficjalnym kolorem drużyny rugby Stade Français. Prezes tego klubu musi być:
 
a) bez pamięci zakochany w swojej wnuczce,
b) ma nader młodziutką kochankę
c) jest fanem Paris Hilton ;)

     
 
W każdym razie słoniowi zawodnicy w różach wyglądają wyjątkowo zabawnie i zapewne padają ofiarą kpin rywali ( - Paris comme Barbie ;) ).
 
Mecz zakończył spektakularny, szczególnie jak na spotkanie ligowe, pokaz sztucznych ogni.


 
A mecz? Mecz nul – tak mówią Francuzi na spotkanie zakończone remisem. Ale to był naprawdę mecz nul – nudny, bez polotu, bez ciekawych akcji... Tak przynajmniej powiedzieli moi współtowarzysze, bo ja... nie mam różowego pojęcia o co chodzi w rugby ;)

niedziela, 01 lutego 2009
Fajna(?) babka

Na sprzątanie nam się zebrało. W takich przypadkach związuję włosy, żeby mi nie przeszkadzały. Przepaska, opaska, pod... bon, bref... założyłam moją czerwoną bandankę.

Chustka powszechnie znana - przeszła ze mną pielgrzymki, wspinaczki górskie, wyblakła w słońcu Chorwacji, przepłynęła kilka spływów. Sfatygowana, z dziurą, a jednak lubię ją cały czas założyć. P. nie. Nie cierpi wszelkich wynalazków, które instaluję sobie na głowie.

Czerwoną zakładam zawsze na ludową modłę, czyli tak, jak noszą chusty ruskie babuszki ;)

Biegam ze szmatą. On hałasuje odkurzaczem. Skończył i słyszę: - Sto lat, sto lat... I się zaciął. W pierwszym odruchu chcę mu podrzucić następną linkijkę - rozczula mnie ilekroć próbuje wyartukułować coś po polsku. Ale przytomnieję i pytam: pourquoi to śpiewasz?

- To tyle ile ty masz, babka...

;I

piątek, 30 stycznia 2009
Strajk ma wielkie oczy

- Zabieram koc. I termos. I… latarkę też wezmę - biegam nerwowo po mieszkaniu w środku nocy ( 6h15 to przecież jakaś nienaturalna pora na pobudkę ).

- Qu'est-ce que tu fais, toi?

- Jak to co ? Przecież dzis jest GREVE GENERALE. Tłumaczyłeś mi, że strajk generalny oznacza po prostu, że TOUS les Français strajkują. Wszyscy!!! Media trabią, że jest grand bordel, że strajkuje poczta, administracja, mrówki z Renault i Cytryny, pozamykano szkoły, anulowano część lotów, a przede wszystkim będą utrudnienia w transporcie publicznym. Jadę autem, ale może mnie przyblokują gdzieś na przedmieściach – muszę być przygotowana. Na najgorsze.

Na podstawie funkcjonowania komunikacji miejskiej w Paryżu można by opisać efekt motyla. Awaria żarowki na stacji Parmentier może spowodować całkowity paraliż miasta ;) Przedwczoraj poranna awaria w RER A spowodowała exodus 4 000 Paryżan - spragnionych swojej porannej kawy - ciemnymi korytarzami metra. Co dopiero w czasie strajku generalnego.

Wyjechałam do pracy pół godziny wcześniej niz zwykle. Dojazd zajął mi... uwaga!!!... tadadadadaaam...10 minut mniej niż zazwyczaj. Wracając również osiągnęłam jeden ze swoich rekordowych czasów. W ciągu całego dnia nie spotkałam osobiście żadnych ofiar perturbacji w transporcie miejskim. Może z wyjątkiem S. i Ch., które utknęły w linii 8 na skutek... drobnej awarii technicznej. Miałam wrażenie, że wszystko funkcjonowało, jak w zegarku. Szwajcarskim.

Dlaczego? Francuzi są mistrzami strajku. Jego wirtuozami :). Jeśli akurat nie biorą w nim udziału to albo télétravaillent – czyli 'pracują przez telefon w domu' ;) albo biorą dzień RTT – czyli urlopu. W ten sposób garstce śmiałków, która jednak podjęła wyzwanie dotarcia do firmy, udaje się to... łatwiej niż w normalny dzień...

Dzisiaj już bez koca, termosu i suchego prowiantu przebijałam się przez codzienną korkową rzeczywistość. Ponad godzinę.

- Putain, wczoraj był strajk i jazda szła, jak po maśle, a dziś znowu grande galère - wydyszal N. wchodząc do biura.


* * *


Wczoraj zrobiliśmy pierrade :) To taka 'zabawa' z jedzeniem, polegająca na tym, że każdy 'uczestnik' kładzie na podgrzewanej kamiennej tabliczce - stojącej na środku stołu - dowolnie wybrane kawałki jedzenia. Nasza wczorajsza upływała pod znakiem morza. Przypiekaliśmy więc krewetki, ośmiorniczki, łososia, Świete Jacque'i,... Zabawa była wyśmienita :)))).

Niestety  jedzieeeeeeeee teraz u naaaaaaaaaas jak w Centrali Rybnej ;((((

czwartek, 29 stycznia 2009
Nocny pociąg do Lizbony/ Pascal Mercier
Większość opisów tej książki brzmi tak: 50-kilkuletni profesor języków klasycznych z Berna, którego każdy poniedziałek przypomina wtorek, wtorek – środę, środa..., przechodząc przez ten sam od 30 lat most spotyka Portugalkę, chcącą popełnić samobójstwo, odwodzi ją od tego zamiaru i... odmienia się jego życie. Uff... Zachęcające?

Po Portugalce przychodzi fascynacja Portugalią, językiem portugalskim, literaturą portugalską, książką portugalską, portugalskim autorem książki portugalskiej. Zachęcające?

Może dla studentów iberystyki... ;)

Pod wpływem książki jedzie do Lizbony... I chyba to było zdanie, które mnie przekonało do przeczytania Nocnego pociągu. Bo ja mam pociąg do książek w ogóle, a do takich, które traktują o tym, jak bardzo pociągające są książki w szczególe :) Pachniało Cieniem wiatru/ Carlosa Ruiza Zafóna, który wciągnęłam nie śpiac, nie jedząc, nie myjąc się ;) Fani Cienia wiatru nie powinni być rozczarowani – ciekawa historia gwarantowana.

A jednak inna.

Biografia człowieka budowana krok po kroku w oparciu o relacje ludzi, którzy go spotkali. Nie zawsze ZNALI. Spotkali. Dla, których był albo bratem ratującym życie za pomocą tracheotomii; albo ulubionym lekarzem, który pewnego dnia ośmielił się leczyć kata dyktatury Salazara; współtowarzyszem w ruchu oporu; czy też przyjacielem, który sprezentował aptekę. To czytelnikowi - prowadzonemu za rękę przez profesora - udaje się poznać go najlepiej. Układa jego postać, jak z puzzli. To czytelnik - dzięki profesorowi - jako pierwszy dowiaduje się, że tajemniczy Portugalczyk pisał. I to jak PISAŁ.

Fragmenty jego delikatnie filozoficznej książki to jak bonus do Nocnego pociagu do Lizbony. Książka w książce. Dwie książki w cenie jednej ;) Ta dodana nie jest jednak tania broszura, która się nie sprzedaje. Bynajmniej!!! Padają w niej proste ważne pytania, które zapominamy sobie zadawać. Czasem także ważne odpowiedzi. Nie tak proste.


Nie do czytania w metrze. Raczej w dużym miękkim fotelu z małą lampką z boku w ciemny wolny od obowiązków wieczór. Wtedy można się nieprzyzwoicie rozsmakować. Smacznego... :)
 

środa, 28 stycznia 2009
Mon ami iPhone

- Ty wiesz jakie iPhone ma bajery? Możesz pisać palcem po ekranie i słyszeć skrobanie. Kiedy nim poruszasz... o tak – i zaczyna przebierać rękami w powietrzu, jak tonący – to będzie wydawał odgłos jak świetlny miecz rycerzy Jedi. Albo zachowuje się, jak ta zabawka, którą gdy obrócisz do góry nogami to muuuuuuuuuuuuuuuuuczy.
 
Jak zabawka? Co muuuuuuuuuuuuczy? Jasne - przecież muczenie jest cechą, którą powinien posiadać każdy szanujący się telefon. Muczenie jest warunkiem sine qua non. Muczenie jest podstawą, bazą, jedyną prawdą. Zapewne tak samo niepodważalną jak to, że... MEŻCZYŹNI TO WIELKIE DZIECI.
 
Poza tym, do kogo ta mowa? Do kogoś, kto jeszcze do niedawna stanowił obiekt drwin przy każdym niewinnym wyciągnięciu telefonu z torebki. – Ooo... przemieściliśmy się w czasie? Albo - Witamy w XX wieku.
 
Dla mnie telefon sluży do dzwonienia, a nie do...
 
- Ależ kochanie, dzięki iPhone’owi mogę:
 
(uwaga! Tylko dla amatorów mocnych wrażen! Grozi kalectwem lub śmiercią... z wrażenia %#*&#@#!!!#)
 
° sprawdzić pogodę nie wychodząc z łóżka – w ten sposób upadła moja idea zakupu termometru okiennego, a P. pozbył się za jednym zamachem marudnego babska i zaoszczędził w dobie kryzysu ;),
 
° na bieżąco przeglądać pocztę – co dla kogoś uzależnionego towarzysko jest jak pociąganie z piersióweczki w windzie dla alkoholika,
 
° wyszukać, jak dotrzeć do najbliższej piekarni – cholera! w ostatnią sobotę w drodze wyjątku to ja byłam po bagietki. Niby był zmęczony, ale... o mój Boże!... może sie wstydził przyznać, a po prostu... zapomniał drogi,
 
° zapisać listę zakupów – hurrrrrrrrraaaaaaaaa!!! Vivement kwadrans tracony za każdym razem na szukanie długopisu, i dziesięć minut przeznaczone na znalezienie kartki,

° rozpoznawać wykonawców utworów przykładając aparat do głośnika - hmmm... sprawdziłam skubańca - Odkryjemy miłość nieznaną Alicji Majewskiej jest mu obca, jak mi suahili :P
 
° obilczać kiedy będziesz miała okres - ??????????????????
 
Szkoda, że nie miał iPhone’a wcześniej. Może przepowiedziałby kryzys ekonomiczny albo przynajmniej, kiedy administracja francuska upora się z dostarczeniem mojej Carte Vitale.

Biegnę sprawdzić czy prasować potrafi... muuuuuuuuuuuuuuuuj przyjaciel iPhone ;)
 

1 ... 16 , 17