Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
wtorek, 30 marca 2010
Paryz piwem ;) plynacy...

Jest taki narod, ktory opisujac wina uzywa okreslen: aksamitne, dojrzale, korzenno-przydymiony charakter, dobrze zaokraglone, pikantne, z wyrazna nuta owocow egzotycznych... ;)

I moze tak bez konca...

Ten wlasnie narod postanowil tym razem wymyslic podobna poezje na temat pewnego prostego moczopednego napoju slomkowego ;) i zorganizowal cykl spotkan 'okolopiwnych'.

W jedna z ostatnich niedziel na 9 pietrze pewnej kamienicy na Polach Elizejskich...

(z takim oto widokiem - i pomyslec, ze niektorzy - a raczej Niektorzy - to maja z okien swojego mieszkania ;))

...wysluchalismy wykladu: Jak polaczyc piwo z przekaska?

Pozostawiam Wam odpowiedz na pytanie jaki byl faktyczny cel naszego udzialu w tego typu spotkaniu... ;)

Wyklad rozpoczal sie od podstaw, czyli od tego, ze... W SKLAD PIWA WCHODZI:

- woda,

- zboze (slod),

- drozdze i

- chmiel.

Ten ostatni pozwolono nam nawet zasadzic do samodzielnie opisanej doniczki :)

(podobno potrafi rosnac po kilkanascie centymetrow dziennie - nie wiem, czy nie przyczynilismy sie wobec tego do katastrofy ekologicznej w samym sercu Paryza - jesli zobaczycie naglowki: PODSTEPNA DZUNGLA CHMIELOWA ATAKUJE FRANCUSKA STOLICE to... wiecie juz kto za tym stoi ;))

Potem zaczelo sie tworzenie wspomnianej poezji, czyli ubrany elegancko wieszcz roztkliwial sie nad tym do czego pasuje piwo jasne...

... a do czego ciemne...

(przyznam, ze nie jestem zagorzala fanka tego ostatniego - w przeciwienstwie do tego pierwszego ;)) - ale w tej slodko-deserowej wersji... no, no... miuuut, malina... ;)).

No i przede wszystkim PIWO NIE TYLKO DO CHIPSOW!!! ;)

Ale na ten przyklad do...

... alg ;)

A organizatorem tego zamieszania bylo znane wszystkim ;) towarzystwo spod...

... czerwonej gwiazdy ;)...

... ktore jest wlascicielem francuskiej marki...

(nasz Zywiec lepszy, choc ten pelikan moze bardziej rozywkowy niz tanczaca na ludowo para ;))

A oto moje ulubiona fotka z tamtego chmielowego wieczoru...

Teraz juz wiecie dlaczego POLA Elizejskie?!!!

wtorek, 16 marca 2010
Cos optymistycznego... czyli podroz za jeden usmiech ;)

Dzis bedzie odtworczo. Czyli zamiast moich wynurzen beda radosne teksty Zabawnego Motorniczego linii nr 2 paryskiego metra.

Zabawny Motorniczy linii nr 2 (prawdopodobnie ma na imie Vincent) to czlowiek, ktory zyskal popularnosc wsrod Paryzan tym, ze zamiast informowac przez metro-glosniki znuzonym glosem, ze prosi o cierpliwosc, bo postoimy jeszcze 3 minuty albo, ze prosi o odsuniecie sie od drzwi, bo nie mozna ich zamknac mowi raczej z usmiechem:

Nasza kolejka jest chwilowo zatrzymana, ale za chwile ruszy. Jesli nie odjedziemy w ciagu 30 sekund zaspiewam Panstwu piosenke, a jesli za minute ciagle bedziemy stac – opowiem Panstwu swoje zycie.

albo 

Nasza kolejka jest chwilowo zatrzymana miedzy Avron i Nation. Jesli  ten postoj potrwa dluzej niz 5 minut zobowiazuje sie podarowac kazdemu pasazerowi roze.

Lubi stosowac formy wyrazu typowe dla innych srodkow transportu ;) :

Panie i panowie, 'your capitan speaking', witamy na pokladzie linii 2. Temperatura na zewnatrz wynosi 23 stopnie. Dziekujemy za wybor linii lotniczych RATP (francuski odpowiednik MPK lub PKP ;)). Kapitan oraz personel pokladowy zycza Panstwu przyjemnej podrozy.

albo

Panie i Panowie zapnijcie pasy – jedziemy na Ksiezyc.

Zabawny Motorniczy jest Paryzaninem nietypowym, czyt. usmiechnietym (sic!) i za cel obral sobie uczynic innych mieszkancow stolicy na ‘swoj obraz i podobienstwo’ ;)

Szanowni Panstwo, dzien dobry, jak mozecie zauwazyc mamy male dziecko na pokladzie, zechcijcie wiec dac mu dobry przyklad i USMIECHNIJCIE SIE, dziekuje (i 5 minut pozniej) To byl zart. Smiejcie sie troche Paryzanie! Heeej!!!

albo

Teraz kiedy znacie sie juz odrobinke prosze Was o usmiech. Usmiechnijcie sie do Waszych sasiadow. Poszukajcie slonca w ich oczach. Ach tak! Mozna miec slonce w metrze, i im wiecej z Was sie usmiechnie, tym wiecej bedzie tego slonca! Dobra juz Wam daje spokoj mozecie znowu wlaczyc swoje mp3 (czyli ulubiony sprzet, za pomoca ktorego mieszkancy metropolii odgradzaja sie od tej ostatniej)

albo

Hej, dlaczego macie takie miny? Nie dostaliscie swojego RTT (pojedynczy dzien urlopu) zeby pojsc na wyprzedaze?

W podziekowaniu – za to, ze wywolal u nich smiech po ciezkim dniu (albo ciezkiej porannej pobudce) - Paryzanie zalozyli nawet fanclub Zabawnego Motorniczego na facebooku http://www.facebook.com/group.php?gid=37687799930 ;)

Mnie nie udalo sie jeszcze uslyszec glosu domniemanego Vincenta z linii nr 2. Mam nadzieje, ze kiedys to nastapi – czego i sobie, i Wam zycze :)))))

czwartek, 04 marca 2010
Byle do wiosny!!!, czyli post nieco usprawiedliwiajacy z zacisnietymi zebami

Zacisnelam zeby i czekam.... Byle do wiosny!!!

(nawet bloga pisac mi sie nie usmiecha - choc nie wiem, czy to tylko przez zimno i deszcz, czy moze nadszedl wykrakiwany przez starszych blogowyzeraczy czas blogo-znudzenio-lenistwa)

A jak czekam to... czytam (szczesliwe ta czynnosc pozostaje niezachwianie w scislej czolowce moich ulubionych zajec :)).

Tak, jak sie odgrazalam chwycilam za kolejna Picoult. Tym razem byla to Karuzela uczuc. I... juz wiem na czym polega fenomen kursow pisarskich w Stanach ;). Nie wiem co prawda, czy Jodi P. takowy konczyla, ale... czytajac te ksiazke mialam wrazenie, ze autorka wykorzystuje pewien wyuczony schemat (ten sam, ktorego uzyla  przy Swiadectwie prawdy).

Zbrodnia (ucieta w odpowiednim momencie, tak, zebysmy nie wiedzieli KTO?!) - trzymajaca gebe na klodke ofiara - sfrustrowany jej milczeniem blyskotliwy obronca - ktory ostatecznie postanawia miec w nosie prawde i bronic byle wybronic - przeblysk wyrzutow sumienia ofiary przed mowa koncowa i chec ogloszenia swiatu JAK TO BYLO NAPRAWDE - jeszcze bardziej sfrustrowany tym faktem obronca - i HAPPY END!!!

Choc moze wychodzi tu moj brak doswiadczenia w zakresie tego typu literatury i tak jest zawsze?

Zawialo mi tu jednak powielaniem a la Dan Brown i przepisem na pyszne ciasto Cioci Irenki. Nie krytykuje jednak, bo czytalo sie smacznie, czas spedzilam milo i po Picoult jeszcze siegne.

Gorzej z kolejna powiescia, ktora przyprawila mnie o dwutygodniowy czytelniczy zastoj. Kazdy dom potrzebuje balkonu Riny Frank. Jedyne 240 stron a utknelam na czas dluuuuuuuuuuuuuugi. Powiesc byla czytelniczym hitem w Izraelu. Dlaczego? Jesli tamtejsi czytelnicy lubia takie ciepłe historie (...), w których humor łączy się ze smutkiem, a szczęście przeplata ze łzami (cytat z okladki) to proponowalabym raczej siegnac po Rome Ligocka :). Bedzie ciekawiej. I w tresci. I w formie... Bo albo Kazdy dom...  jest tak ‘kanciasto’ napisany albo tlumacz wyrzadzil niedzwiedzia przysluge autorce. Tekst jest malo plynny i czyta sie go z duzym wysilkiem.

Teraz chwycilam za ostatni tom Millenium.

Zacisnelam zeby i czek... czytam. Byle do wiosny!!!

piątek, 26 lutego 2010
Le weekend romantique au bord d Atlantique

Przy okazji pewnych romantycznych swiat przypadajacych w polowie lutego ;), a w wyniku szlachetnego, a trzymanego do konca w tajemmnicy, gestu ze strony mojego P.rywatnego Narzeczonego znalezlismy sie... nad brzegiem jednego z oceanow. A konkretniej Atlantyckiego. A konkretniej w La Rochelle.

La Rochelle to taka mala malownicza miejscowosc, ktora latem ma do zaproponowania tlumom walacych do niej turystow, niezliczone atrakcje...

A zima nedznej garstce wytrwalych odwiedzajacych serwuje atrakcje policzone:

- stary port z trzema wiezami

Kazda inna-kazda zwinna jak mawial Dziadek M. :)

Pierwsza duza - ze swoim mieszkaniem dla kapitana, punktem obserwacyjnym...

(na zdjeciu widok z niej)

... powaznym statusem.

Druga - probujaca dotrzymac kroku swojej rozsadnej sasiadce - ze swoja wystawa poswiecona XVII-wiecznym wyprawom...

majacym na celu zasiedlenie amerykanskiej ziemi.

Wiecie, ze dziewczeta z sierocinca w La Rochelle chowano na ten przyklad na wzorowe panie domu, po to, zeby potem wyslac je jako 'towar' eksportowy do owczesnego Quebecu ku uciesze krzepkich mezczyzn zagospodarowujacych swiezo pozyskane ziemie? :)

No i wreszcie trzecia

strojna i beztroska. Ale w przeszlosci w jej murach urzadzono... wiezienie!!!

- wysmienite owoce morza :),

- przejazdzke w 'lodowatej puszcze na sardynki' (bo przeciez lajba tego nazwac sie nie da ;)) do Fort Boyard - bez garstki zapalencow wylawiajacych klucze z klatek ze szczurami i wezami fort jest moze nieco mniej atrakcyjny, ale i tak jego zawzieta, zacisnieta w sobie sylwetka posrodku oceanu robi wrazenie

- muzeum flakonow perfum (pragne zauwazyc, ze P. zachowal sie w tym miejscu jak rasowy paparazzi i mimo istniejacego zakazu fotografowania, a przy wyraznym naruszeniu swojego napietego kodeksu moralnego, SPECJALNIE DLA BLOGA POD DACHAMI PARYZA!!! pstryknal te unikatowe zdjecia.

(narazil sie tym na oburzony komentarz pewnej Niedopieszczonej Pudernicy vel Stare Pudlo, ktora, jesli nie pochodzila z departamentu 33, to z cala pewnosci z 75 ;))

Ale przede wszystkim mala malownicza miejscowosc La Rochelle w okresie zimowym proponuje...  siekacy deszcz, wsciekly wiatr oraz siekierzasty mroz a la Car Piotr. I wez tu czlowieku sie unos... Romantycznie...

Wiecej zdjec: http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/LaRochelle#

środa, 17 lutego 2010
Avatar

Na wstepie tego posta... chcialabym przeprosic moja blogowa kolezanke chiare76 za... tego posta ;) Tych, ktorzy nie wiedza dlaczego zapraszam tutaj: http://chiara76.blox.pl/2010/01/zagladam-do-lodowki-a-tam.html ;) (chiara76 w ramach przeprosin robie Ci reklame ;))

Mnie Avatar nie przyatakowal ostro. Moze dlatego, ze wyjezdzajac z Polski poltora roku temu odcielam sie radykalnie od mediow (i nie mysle tu o cieplej wodzie i pradzie ;)). Telewizja w formie szczatkowej, prasa w ilosci sladowej... Zobaczylam zajawke Avatara w kinie i... szepnelam P. na ucho, ze chce go zobaczyc.

Skrzywil sie.

O dziwo!

Zazwyczaj to ja wzdrygam sie na mysl o filmach, w ktorym bohaterom zeby wyrastaja z kolana, a na glowie sterczy ogon. Wszelkie fantasy i fiction c'est pas mon truc/ to nie moja rzecz.

Tym razem jednak to, ze postacie maja 3 metry, dlugie ogony, twarze podobne do kotow i sa niebieskie (a moze wlasnie dlatego ;) - przez podobienstwo do Smerfow ;)) nie odstraszylo mnie! Jest w nich cos ladnego (bo ludzkiego?! ;)). Sa bardzo estetycznie zaprojektowane. Jak zreszta caly ten film. Avatar jest po prostu... ladny.

Akcja dosc prosta - glowny bohater wpada przez przypadek w swiat zupelnie rozny od tego ktory zna, nie umie sie odnalezc, reaguje wrogo, nie jest akceptowany, po czym wszystko sie odwraca o 180 stopni - zyskuje akceptacje grupy, staje sie jej zagorzalym obronca... uff...

Tym, co decyduje o niezwyklosci tego obrazu jest... obraz wlasnie. Fantastycznie zielone drzewa, oryginalnie wiszace w powietrzu skalne wysepki polaczone lianami, trawa mieniaca sie w nocy milionami malenkich swiatelek... No i to, ze to wszystko ogladamy w trzech wymiarach.

Prawdopodobnie Avatar na naszym niewielkim domowym telewizorze, tradycyjnie w dwoch wymiarach zrobilby niewielkie plaskie wrazenie ;) Ale ta rozswietlona trawa, po ktorej stapamy...

Chiara76 idz! ;)

wtorek, 09 lutego 2010
Zemsta niemalej cizemki

Nie ulega watpliwosci, ze jak wzrost rozdawali to stalam w pierwszym rzedzie. Zaaferowana, nie zauwazylam tego, co na dole drobnym druczkiem. I w bonusie dostalam rozmiar stopy... 42 (slownie: czterdziesci dwa, czyt. numer wieksze od kajaka).

Efekt - cale lata utrapien.

Czasy mlodziencze przechodzone w butach meskich lub byle jakich (zawsze mnie fascynowala ta szewka zlosliwosc - ze niby, jak ktos wysoki i nie ma delikatnej damskiej stopki to musi od razu nosic obrzydliwe plaskie barachlo?!).

Studniowka spedzona w szpetnych czolenkach z samodzielnie obcietymi niemodnymi obcasami.

Drgawki na mysl o wejsciu do sklepu obuwniczego, z dodatkowymi potami na mysl o zapytaniu o swoj rozmiar.

- Czterdziesci dwa? Nieee - tu poblazliwy usmiech - Mamy tylko buty do rozmiaru czterdziesci jeden.

Wybawienie przyszlo wraz z pojawieniem sie wszelkiej masci sklepow deichmannopodobnych. Nagle w mojej szafie znalazly sie buty w roznych kolorach, na rozna pogode, na rozne nastroje, roznej wysokosci...

Stalam sie... tania wersja Carrie Bradshaw z Seksu w wielkim miescie (jakie miasto taka Carrie ;))!

Prawdziwe katharsis nastapilo jednak w ostatni weekend.

Sobota, okolo 17. Wynaleziony przeze mnie wczesniej w sieci sklep z damskimi butami TYLKO!!! w rozmiarze 41 i powyzej (LOL!).

Przymierzam:

zrodlo: www.sacapuce.fr

Waham sie miedzy rozmiarem 42, a wspaniale wygodnym 43 ;)

Do sklepu wchodzi drobniutka Azjatka. Rozglada sie po polkach... Ekspedientka – wysoka ciemnoskora (marzenie polowy meskiej czesci ludzkosci – tej polowy, ktora nie marzy o ‘duze blondynie’ ;)) informuje grzecznie, ale stanowczo:

- Oferujemy buty jedynie w rozmiarze 41 i powyzej Mademoiselle.

YEEEEEEEEEEEEEES!!! (choc to zlosliwe ;))

Teraz juz wiem, jak czuli sie czarnoskorzy Amerykanie po wyborczym zwyciestwie Baraka Obamy ;)

16:57, karolinabart
Link Komentarze (9) »
wtorek, 02 lutego 2010
Swiadectwo Prawdy/ Jodi Picoult

Niedawno pisalam tu, ze, dzieki czytelniczym blogom, przydarzylo mi sie odkryc (pozno, ale podobno lepiej tak niz wcale ;)) dwie pisarki: Amelie Nothomb i Jodi Picoult.

Skutkiem tego 'wiekopomnego' ;) znaleziska byl maly post o Ni d Eve, ni d Adam - powiesci napisanej przez te pierwsza - francuskojezyczna - autorke.

http://poddachamiparyza.blox.pl/2009/11/Ni-d-Eve-ni-d-Adam-Ani-z-widzenia-ani-ze.html

To tutaj - na blogu.

A poza tym i poza nim - czyli blogiem - przeczytalo mi sie jeszcze najpopularniejszy bestseller Nothomb Stupeur et tremblements i Antychryste. W kolejce czeka jeszcze Le Sabotage amoureux.

Poki co 'obowiazek' wobec Amelie uznalam za spelniony. I poczulam 'koniecznosc' zapoznania sie z proza drugiej – tym razem angielskojezycznej - pani.

Jodi Picoult.

Dosc przypadkowo - wykorzystujac biblioteczki oraz dobre serca przyjaciolek - stalam sie tymczasowa posiadaczka dwoch jej ksiazek: Swiadectwo prawdy i Karuzela uczuc.

Okladki podobnie niezachecajace (na obu przeslodzone zdjecia splecionych dloni), tytuly podobnie malo przekonujace, recenzje umieszczone z tylu... Padlo na Swiadectwo prawdy. Dlaczego? Ze wzgledu na... Amiszow. Akcja powiesci rozgrywa sie w ich - oryginalnym, kiepsko mi znanym - srodowisku. To wlasnie chec wykreslenia slowa 'kiepsko' z poprzedniego zdania zdecydowala o wyborze.

Moja wiedza o Amiszach nie ulegla co prawda po lekturze Swiadectwa... radykalnemu rozszerzeniu, ale... ksiazka 'przeczytala sie' szybko, gladko i z duuuza przyjemnoscia. O tym na ile ta ostatnia byla znaczna swiadczy fakt, ze... zamiast siegnac po czekajaca w kolejce III czesc Millenium (sic!) chwycilam za druga - posiadana przeze mnie powiesc Picoult – Karuzela uczuc.

Jeszcze ja czytam... ale juz wczoraj rozgladalam sie nerwowo po polkach kiosku w metrze w poszukiwaniu kolejnych powiesci ‘soczystej’ Amerykanki.

Czuje, ze szykuje sie wielkie pozeranie.

Az do przejedzenia... ;)

poniedziałek, 01 lutego 2010
Polska Bialo-Czerwoni, czy Allez les Bleus?

Mistrzostwa Europy w Pilce Recznej Mezczyzn. Spotkanie reprezentacji Francji z Islandczykami.

Kamera ‘chwyta’ na trybunach parke szescioletnich francuskich kibicow ubranych na niebiesko z trojkolorowymi flagami na policzkach.

- O zobacz! Tak wlasnie beda wygladac nasze dzieci - wybiega slowami w przyszlosc P.

- A co jesli to bedzie mecz Polska - Francja? - zastanawiam sie - Komu wtedy beda kibicowac?

- Pozwolimy im decydowac - rzuca przesadnie tolerancyjnie P.

- Jak beda takie male? – dziwie sie – Jak mialyby zdecydowac w tym wieku?

- To proste. Pokazemy im flage Francji i flage Polski i powiemy, ze, jak wybiora te pierwsza to gotuje tata, a jak te druga to mama.

:I

Ci, ktorzy znaja mnie osobiscie i Ci, ktorzy wczytuja sie nieco w tego bloga wiedza juz, ze polska reprezentacja... nie zyska raczej kibicow wraz z narodzinami naszych potomkow ;)

środa, 27 stycznia 2010
Marina/ Carlos Ruiz Zafon

Kiedy zaczynalam czytac Marine:

+ w glowie kolatalo mi, ze to dzielo tworcy Cienia wiatru (ktora to powiesc mnie kiedys zachwycila)

- oraz Czasu aniola (ktora nie zachwycila mnie wcale)

+ ze to TA JEDYNA! ksiazka, ktora SAM autor ratowalby w przypadku pozaru (do czego bez zenady przyznaje sie nam na poczatku)

- a jedyna w tworczosci Zafona, ktora nie podobala sie mojej przyjaciolce.

plus/ minus/ plus/ minus... +/-/ +/-

Kiedy konczylam czytac Marine:

- postanowilam... lojalnie ostrzec Was przed strata czasu! ;)

Marina jest... fatalna.

Nie uwazam, zeby usprawiedliwieniem byl fakt ze to ksiazka napisana z mysla o mlodziezy (jak niektorzy probuja z przychylnosci dla pisarza tlumaczyc). Dla mlodziezy nie znaczy przeciez infantylnie, sztampowo, bez pomyslu...

Jedynym drobniutkim usprawiedliwieniem moze byc fakt, ze powstala na poczatku literackiej dzialalnosci - przed swietnym Cieniem wiatru (zanim zwykly pisarz stal sie Autorem Bestsellerow).

Po przeczytaniu Czasu aniola i Mariny zaczynam sobie zadawac pytanie, czy Cien... byl rzeczywiscie taki dokonaly? A moze mialam w trakcie jego lektury spadek czytelniczej formy i wystawilam mu zbyt wysoka note?

A moze po prostu Carlos Luis Zafon jest AUTOREM JEDNEJ POWIESCI?!

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Gulasz z turula/ Krzysztof Varga

Wegry. Moj pierwszy wyjazd za granice.

Pamietam:

- ze Budapeszt przerzucajacy sie pieknymi mostami przez Dunaj wydal mi sie prawdziwa stolica przez duze S (przy ktorym Warszawa stanowila jedynie stoliczke),

- Wzgorze Gellerta,

- statki na Dunaju, na ktorych wieczorem grano Doors'ow (byl to okres w ktorym - od ciaglego odtwarzania - zrywalam tasmy z nagraniami Jima M. & Co.)

- moje pierwsze niezdarnie  klecone zdania po angielsku,

- to, jak bardzo mnie dziwilo, ze sa takie miejsca gdzie wszyscy bez wyjatku porozumiewaja sie innym jezykiem,

- i jaka swobode daje to, ze jest sie nierozumianym (obgadalismy wtedy z tata w centrum pol budy i cwerc Pesztu ;))

- senne nabrzeze Balatonu,

- i to, ze kibice rozbili nam szybe w samochodzie i wracalismy do kraju z prowizoryczna zaslona z koca.

Kiedy ktokolwiek pozniej pytal mnie, czy warto jechac do Budapesztu bez wahania odpowiadalam: WARTO.

Choc sama ciagnelo mnie juz w inne strony...

Teraz wrocilam w towarzystwie Krzysztofa Vargi, ktory opisuje smakowicie to, co ocieka tluszczem i zalatuje palinka ;)

Gulasz z turula moze stanowic wysmienity przewodnik po wegierkich knajpach i po...  wegierskich duszach, historii, tradycji... (tytuly rozdzialow - tak, jak i tytul calej ksiazki - sa zestawieniem potraw ze znanymi postaciami lub symbolami z dziejow Wegier).

Czytamy o tym:

- ze znalezienie prazrodel wegierskosci okazalo sie o wiele trudniejsze niz odkrycie zrodel Amazonki,

- a Wegrzy nie lubia siebie nawzajem, bo jeszcze nie oswoili sie z tym, ze skonczyl sie nomadyzm i zaczal czas, gdy musza zyc obok siebie, bez mozliwosci przemieszczania sie,

- ze to tutaj zbudowano pierwsze w Europie metro,

- i wynaleziono witamine C, zapalki oraz kostke Rubika ;)

I choc czasem w natloku nazw, dat i wydarzen mozna sie nieco zdyszec to fantastyczny styl Vargi rekompensuje wysilek.

Teraz mowie WARTO i sama chetnie bym wrocila.

Czas nalezy przezyc, a nie oszczedzic, bo w pewnym momencie okaze sie, ze wszystkie te czasowe oszczednosci i tak zjadla egzystencjalna inflacja.

I za to wlasnie uwielbiam Krzysztofa V. ;)

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17