Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Paryz to ja

Dokladnie raz na miesiac nadchodzi dla mnie czas ograniczonej odpornosci na bodzce. Bodzce, ktore spotykam w metrze, na basenie, na sciezce rowerowej, w sklepie... . Bodzce krotkowzroczne, ktorych promien widzenia rowny jest dlugosci wlasnego nosa. Bodzce, ktore:

- wsiadaja do metra, staja w drzwiach i ani mysla przesunac sie w glab, a w ogole CO JE OBCHODZI klebiacy sie za nimi 15 osobowy tlumek, i ze dzwoni juz sygnal zamkniecia drzwi, bo przeciez ONE JUZ WSIADLY!!!?

- po wyjsciu z basenu rozkoszuja sie goracym prysznicem juz 17 minute (moze to akcja patriotyczna, majaca zaprzeczyc starej tezie, ze Francuzi to narod niehigieniczny), podczas gdy, za nimi kilkanascie osob zaraz wypusci piora z gesiej skory, CO JE TO OBCHODZI, przeciez ONE SIE TERAZ KAPIA!!!,

- pakuja z namaszczeniem zakupione wlasnie produkty, rozdmuchuja reklamoweczke i wrzucaja don szyneczke - potem kolejna - i serek - i jeszcze jedna - i buteleczke wina - spakowane? - to teraz zaplacimy - to moze czekiem - to wyjmujemy dokumencik - drugi sie gdzies zapodzial - no to szukamy - o! jest - no i jeszcze podpisik - zapomnialem jak sie nazywam? (w Polsce nie ma takiej tradycji placenia czekiem, ale wierzcie mi, ze jak widze Madame, ktora wyjmuje ksiazeczke czekowa, to mam ochote wysuplac z niej aorte i pobawic sie w jojo, cala operacja z czekiem trwa cholernie dluuuuuuuuuuuuuuuugo) - a za nimi powstaje gigantyczny ogon (bo nie ogonek), ktory wije sie z wscieklosci, jak piskorz, ale CO JE TO OCHODZI, przeciez one tez swoje odstaly, no i ONE TERAZ KUPUJA!!!,

- suna zblazowane sciezka dla rowerow, bo przeciez to TYLKO dla rowerow (wlasciwie to dlaczego nie suna tak srodkiem jezdni na Polach Elizejskich?), a poza tym CO JE TO OBCHODZI, w koncu ONE TERAZ IDA!!!.

Przyklady mozna mnozyc. Ale ja nie bede. Bo u mnie to mnozenie poteguje zdenerowawanie, dodaje rozczarowanie, odejmuje wiare w ludzka inteligencje, no i... nie bede tu dzielic wlosa na czworo ;)

Zjawisko to jednak nader dziwne, zeby jednostki, ktore zyja na dwunastomilionwej kupie mialy az tak niski poziom umiejetnosci funkcjonowania w grupie.

A moze wlasnie dlatego wytworzyly wokol siebie klosze poza ktore nie wysciubiaja nochala?

Panstwo to ja powiedzial w przeszlosci jeden z ich kroli. Egoista to ten, ktory nie chce dobrze dla mnie powtarzaja jego praprapraprawnukowie. Jestem z Paryza, nie mysle o innych dodalabym zlosliwie.

Kryzys za chwile minie i znowu bede cierpliwie czekac na swoja kolej w kolejkowej rzeczywistosci... az do przyszlego miesiaca ;)

wtorek, 25 sierpnia 2009
Ty @, czyli zloszszszcze sie!!!

- Felicitations/Gratulacje - powiedzial moj rozmowca z przekasem.

Z przekasem oznacza w tym przypadku, ze slowo: felicitations/gratulacje bylo jedynie wysoce zawoalowana forma stwierdzenia: jestes kopnieta, rabnieta i umyslowo niedorozwinieta.

- ... - milczalam do sluchawki.

Zatkalo mnie? A przeciez - ku rozpaczy P. i jego zdaniem - jestem osoba majaca odpowiedz na WSZYSTKO.

No i w tym wypadku tez mialam, ale... po polsku.

Zawsze wydawalo mi sie - i jest to nie tylko moje zdanie - ze swobode jezykowa zyskuje sie wtedy, kiedy umie sie zartowac w obcej mowie. Kiedy Twoja cieta riposta wywoluje smiech u sluchaczy.

Otoz ja jestem PRAWIE na tym etapie (prawie napisane wielkimi literami, zeby pokreslic, ze to jeszcze duuuuuuuuuze prawie ;)). Udaje mi sie czasem zakpic odrobinke kasliwie z P. tak, ze inni sie... usmiechna (nie z poblazaniem, hmm... chyba... ;)).

Ale... oto napotykam nowa przeszkode w nauce obcego jezyka. Umiejetnosc odpowiedzi zlosliwoscia na zlosliwosc - tak, zeby komus w piety poszlo!... Ze ach!

I nie chodzi tu o rzucenie jakims prezydenckim casse toi pauvre con!/ spadaj palancie! Wszak przeklenstw uczymy sie w obcym jezyku najlatwiej (patrz: P ;), ktoremu oszczedam wysoce wulgarnego jezyka – oczywiscie, ze go nie znam kochani rodzice ;) - a ktory po niezbyt grzecznym wynocha dorzuca prosze ;)). Chodzi o zlosliwosc lotow wyzszych, co to nie obraza w sposob bezposredni, a sprawia jedynie, ze ktos czuje sie jak odpad ewolucyjny.

Cos w stylu...

Basen. Nad kazdym z torow tabliczka z wypisanym stylem, ktorym wolno na nim plywac. Coz za poroniony dyktatorski pomysl. Rozumiem, ze plywanie po prawej stronie toru to dla porzadku, ale narzucanie stylu?! Vivement liberte!/ Niech zyje wolnosc!

Oczywiscie starym niepokornym polskim (i francuskim) zwyczajem uskuteczniam bezczelnie zabke na torze do kraula (na torze do zabki tyle cuisses de grenouille/ zabich ud, ze mozna by tym nakarmic pulk ludozercow).

No dobra... zgadzam sie... prowokowalam...

... wiec slysze

- To nie jest tor do zabki – obrazonym glosem Pana Plywaka Podporzadkowanego.

- Przykro mi, ze przeszkadzam Monsieur w przygotowaniach do olimpiady.

Niestety nie odpowiedzialam w ten sposob.

A mialam. A chcialam. Aaaa...le... sie zacielam.

A tak mi sie marzy, zeby jakiejs zlosliwej madrali w piety poszlo po mojej frrrancuskiej riposcie! ;) Ze ach!!!

***

A kiedy juz sie bardzo wsciekne – najczesciej za kierownica – i kiedy mam prosta potrzebe wyplucia z siebie !!””^$ùù:”§§§µµµ...ty@...&&((-„”## (pamietacie komiksowe dymki z przeklenstwami? Tam byly jeszcze czaszki i toporki, ale.. nie moge ich znalezc na klawiaturze ;)) to puszczam sobie wiazaneczke w naszej pieknej, bogatej w zgnile kwiatki mowie ojczystej. Bywa to praktyczne nawet – Tobie ulzy, a delikwent pozostaje nieobrazony ;)

Krysztalowy aniol/ Katarzyna Grochola

A ja wole Grochole

No i co z tego, ze ciagle jest to samo (uwaga! moje ciagle to samo opiera sie na przeczytaniu wszystkich ksiazek Kasi G. z wyjatkiem Trzepotu skrzydel, czyli jesli Grochola to tylko w wersji OPTYMISTYCZNEJ :)),

i ze wciaz:

- znajdujemy naszych mezczyzn miedzy nogami naszych najlepszych przyjaciolek,

- nasze najlepsze przyjaciolki, ktorym zazroscimy dlugich nog (sic!), sa tak naprawde naszymi najwiekszymi wrogami,

- nasi najwieksi wrogowie okazuja sie calkiem sympatycznymi facetami, ktorych pozniej i tak znajdujemy miedzy nogami... ;)

- nasi rodzice wzorem mlodych rozchodza sie, zeby realizowac swoje indywidualne ambicje,

- nasi rowiesnicy maja dosc realizacji swoich indywidualnych ambicji i chca sie zejsc, zeby tworzyc szczesliwe zwiazki,

- szczesliwe zwiazki okazuja sie nieszczesliwymi rozwiazkami...

- a wszystko to w wygodnej formie light, czyli lekkostrawnej emocjonalnej salatki podlanej kilkoma modnymi, nieglupimi haslami: nie uzywaj kosmetykow testowanych na kroliczkach, zakrecaj kran przy szczotkowaniu zebow, badaj sie regularnie...

No i co z tego...

Ja i tak kupie kolejna ksiazke Kasi G. Nawet jesli znowu bedziemy:

- znajdowac naszych mezczyzn miedzy nogami...

A cala ta paplanina, zeby dac znac, ze czytam (choc przez male c ;)) wiec jestem

(snilo mi sie dzis, ze jakies szatanstwo kpilo ze mnie, ze zaniedbuje swojego bloga i ze zamiast pod dachami P. robi sie z niego nad stronami k. ;))

czwartek, 20 sierpnia 2009
Czerwony rower/ Antonina Kozlowska

Chwycilam za te ksiazke ze wzgledu na wyzwanie Kolorowe czytanie (ale Czestochowa polecialam ;)). Tytul wybralam po przeczytaniu kilku entuzjastycznych opinii moich rowiesniczek, ktore dzieki tej ksiazce cofnely sie w epoke naszej glebokiej mlodosci.

W czasy poznej podstawowki z rozpinanymi buntowniczo szkolnymi fartuchami, z tarczami na agrafke, z pastelowymi gumkami-frotkami, z dekatami, dresami z kreszu, plakatami z Limahlem i pirackimi dwukaseciakami ... W kiczowate lata 80-te : )

Bardzo to inteligentne ze strony autorki osadzic akcje w latach chmurnej mlodosci czytelniczej wiekszosci (nie jest to poparte zadnymi badaniami, ale wysune tu smiala teze, ze to my – babeczki troche ponizej i troche powyzej 30-tki stanowimy czolowa klientele ksiegarni i bibliotek). Milo bylo powspominac.

Ale... (zawsze musi jakies byc ;))... przasna PRL-owska epoka nie zostala opisana AZ tak wdziecznie, jak sie tego spodziewalam po przychylnych opiniach. Czytalo sie... ale raczej ze wzgledu na wspomnienia niz na pisarski kunszt Kozlowskiej.

Na odblaskowe tlo – ktore wzbudzilo najwieksze zainteresowanie czytelniczek – autorka nalozyla dwie warstwy: psychologiczna i kryminalna. O ile ta pierwsza - opis zachowan ludzkich w epoce mlodzienczego buntu – nakreslona jest calkiem zgrabnie (bez uproszczen, z pokazaniem przyczyn nastoletniego kontrowersyjnego postepowania), o tyle druga jest... kiepska : ( (a moze po prostu bardziej wystrzalowa historia bylaby niewiarygodna?)

Przeczytane, powspominane, zapomniane.

***

Przejazdzka na czerwonym rowerze po czarnym ogrodzie z pomalowanymi na zielono powiekami zakonczylam moje kolorowe wyzwanie : ) Do nastepnego razu :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Nie bede Francuzem (chocbym nie wiem, jak sie staral)/ Mark Greenside

Pokulalam sie troche po kraju nad Sekwana, Loara i Rodanem w tym roku, nie powiem. Turenia, Lyon, Korsyka, Ardeche, Katalonia...

Ale, ze podrozy nigdy za duzo ;) (nad czym ubolewa P. ;)) A kraj jest piekny i nie bez przyczyny na najwyzszych miejscach w turystycznych rankingach, znowu mnie ponioslo.

Tym razem do... regonu, w ktorym mieszkancy wyciagaja parasole z taka sama latwoscia, z jaka Teksanczycy siegaja po bron (M.Greenside), czyli do... Bretanii.

Choc... nie z P. i nie naprawde :)

Pojechalam na kartkach ksiazki Amerykanina Marka Greenside'a Nie bede Francuzem (chocbym nie wiem, jak sie staral).

To kolejny po Peterze Mayle'u (Rok w Prowansji) oraz Marcu Levy'm (m. in. Merde! Rok w Paryzu, znienawidzony przez P. - korzysta z rozkoszy zycia w naszym wspanialym kraju, a jednoczesnie nabija sie z nas i jeszcze robi na tym kase!) obcokrajowiec opisujacy zycie we Francji. Moze po Anglosasach przyszedl czas na Slowianke? ;)

Bon bref... Zaczelam czytac i... buntowac sie przeciwko niektorym stwierdzeniom autora. W ten sposob powstala ta SUBIEKTYWNA (czyt. dopuszczam inne opinie, a nawet chetnie je poczytam ;)) lista:

NIE! zgadzam sie ze opinia, ze:

- kierowcy autobusow cytuja Rimbauda i Baudelaire’a – nie gloryfikujmy Francuzow - to, ze ktos posluguje sie zdegenerowana wersja jezyka Voltaire’a i Rousseau nie stawia go z nimi w jednym rzedzie ;),

- Francja to kraj katolicki przez duze K - ?!???!!! – szalenie sie zdziwilam, kiedy to przeczytalam – i to ma byc opis grupy ludzi, ktora w europejskiej swiadomosci funkcjonuje jako przyklad prawie doskonaly spoleczenstwa laickiego?!???!!!

 - Francuzi lubia Amerykanow – do tej pory napotkalam na swojej drodze jedynie takich Francuzow, ktorzy traktowali Wuja Sama z poblazaniem, jako – napisze delikatnie, zeby nie wywolac miedzynarodowego skandalu dyplomatycznego - nieuka, czyli... troche tak, jak my; chociaz po konsultacji z P. dowiedzialam sie, ze Francuzi dziela sie na dwie grupy: na tych, co lubia i nie... ale przede wszystkim – z dwojga zlego anglosaskiego zawsze lepiej Amerykanin niz... Anglik ;)

- Francuzi to fatalisci – tu juz maksymalnie subiektywnie stwierdzam, ze mam w domu kompletne zaprzeczenie tej tezy, ktore wszystko widzi w jasnych barwach i cale szczescie : )

- rozsadek to jedna z rzeczy, ktora we Francji przewaza – bez komentarza ;)

TAK zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze:

- zjawic sie punktualnie to blad! – we Francji tylko pociagi i samoloty sa punktualne – dodalabym jeszcze:... i P. (zanim mnie poznal ;))

- w dowolnej sytuacji, w ktorej napiera na mieszkanca Heksagonu wsciekly tlum (np. w kolejce) obiera on zblazowana opcje pt. nie spiesze sie i ignoruje go ;)

- ani Greenside, ani ja nie bedziemy Francuzami (chocbysmy nie wiem, jak sie starali) – i dobrze : )

piątek, 14 sierpnia 2009
Na balu w Wersalu ;)

Wprosilismy sie z P. na sobotnia imprezke w Wersalu ;)

Les Grandes Eaux Nocturnes de Versailles/ Wielke nocne wody Wersalu

Bylo prawie, jak na balu choc kobiety zamiast nosic dlugie sukinie nosily zasmarkane brzdace (lub plan ogrodow - wiadomo kto ;)), a mezczyzni zamiast dzierzyc wytworne laseczki dzierzyli zlozone spacerowki (lub statywy do aparatow - wiadomo kto ;)).

Ale poza tym wszystko bylo, jak sie nalezy - rozswietlone fontanny, muzyka klasyczna... Moze zabrzmi to pensjonarsko, ale widok byl... urzekajacy :)

 

Wiecej tutaj - naprawde warto zajrzec (niezbyt to skromne, ale przeciez to nie ja jestem autorka zdjec ;))

http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/LesGrandesEauxNocturnesDeVersailles#

czwartek, 13 sierpnia 2009
On the beach, czyli Paris Plage w roznych odslonach

Juz za chwileczke, juz za momencik... skonczy sie czas smazenia na rozgrzanych kamieniach nabrzeza Sekwany. Nadciagania kres Paris Plage.

Paris Plage jest troche, jak swinka morska. Ani swinka, ani...

Ani plaza...

... raczej jakas IKE-owska atrapa albo...

... mroczny sen gornika ;)

Ani Paryz...

... a bardziej podrobka nicejskiej Promenady Anglikow ;)

Ale kto by sie przejmowal przeciez i tak prawie wszyscy siedza na prawdziwym Lazurowym Wybrzezu... ;)

środa, 12 sierpnia 2009
Sen zielonych powiek/ Edyta Szalek

Bardzo czekalam na te ksiazke. Bylam okrutnie ciekawa literackiego debiutu Edyty Szalek. Jej felietony w Zwierciadle pilowalam z pilnoscia tepego pilniczka w rekach wieznia. Cenilam je za ladny, ciekawy jezyk oraz za nutke melancholii i smutku.

Najwyrazniej jednostronnicowa nutka raz na miesiac wystarczy, bo...

Sen... zaczal sie... Sylvia Plath. Brrr... Sylvia Plath byla idealna na czasy licealnej mrocznej niezgody na ten zly swiat. Ale nie teraz.

Na szczescie szybko wskoczylismy w bardziej mi bliskie owo teraz – w biurowe szczurze rozgrywki, w zycie singla, w egoizm blokujacy nas w znalezieniu ‘drugiej polowy’ (... typ faceta, ktory kobiete najchetniej kupilby na targu lub w miesnym, bo jest blizej: Dzien dobry, poprosze piecdziesiat kilogramow kobiety. Z mozgiem, czy bez? Bez ).

A potem nagle prosta z pozoru historia zaczela obrastac w kolejne przygnebiajaco-romantyczne koszule niczym cebula.

Sama nie wiem... Z jednej strony to dobrze, ze Szalek nie poszla sladem typowej babskiej literatury i nie sprzedala nam historii – egosityczna singielka przeobraza sie pod wplywem ksiecia z bajki w czula ciepla zonke (Przecież i tak nawet najbardziej zatwardziałe, niezależne i samowystarczalne single lądują pod ciepła pierzynką małżeństwa, wpisane w kalendarz dziecięcych szczepień i wyjazdów do rodziców). Z drugiej... napisze wprost - nie urzekla mnie ta historia.

Za to nie zawiodl mnie jezyk. Znalazlam to, co lubie najbardziej – oryginalne porownania (Niebo jeszcze ciemne, ale czuję przez policzki, że hen, za wieżowcami rodzi się sinoróżowy świt, jak noworodek z pięcioma punktami w skali Apgar) oraz trafne puenty (Zamiast identyfikacji płci, przy wszystkich kontrolach i wpisach do dokumentów, powinno się zapytywać: czy jest pani gruba? Odpowiedź twierdząca dawałaby niepodważalne rozpoznanie: BABA!)

Lubie po lekturze ksiazki poczytac opinie innych na jej temat. Znakomita wiekszosc rozplywala sie w zachwytach. I u tej znakomitej wiekszosci mozna bylo znalezc stwierdzenie: ze przeciez kazdy ma czasem ochote uciec. Ja nie mam. Moze na razie, moze na szczescie...

Moze dlatego nie zrozumialam, a moze dlatego, ze nie mam malego dziecka...

Znalazlam jednak jedna recenzja, ktora toczka w toczke oddaje moje uczucia. Ta doskonala zbieznosc pogladow wydala mi sie na tyle fascynujaca, ze – majac nadzieje – ze autorka sie nie pogniewa podaje linka do jej bloga : )

http://brahdelt-czytelnia.blogspot.com/2009/06/sen-zielonych-powiek.html

poniedziałek, 10 sierpnia 2009
Only Lyon

Znowu wystawilismy ciekawskie nochale poza czubek Wiezy Eiffel'a. Tym razem odwiedzilismy ojczyste strony Antoine de Saint-Exupery i Malego Ksiecia...

 

... oraz braci Lumière,

czyli... druga pod wzgledem wielkosci aglomeracje Francji - Lyon (celowo nie pisze miasto, bo drugim najwiekszym jest podobno Marsylia ;)).

Jako, ze z przykroscia odkrylam, ze przehulalam pojemnosc mojego kawalka internetu raczac Was wysokiej jakosci fotkami, zapraszam do obejrzenia:

- koronkowo bialej bazyliki Notre-Dame de Fourvière, w ktorej znajduja sie Madonny z roznych stron swiata - rowniez ta nasza z Jasnej Gory - oraz tekst modlitwy Zdrowas Mario we wszelkiej masci jezykach - na zdjeciach jedynie w malo egzotycznej mowie Mickiewicza i Moliera,

- podrobki Wiezy Eiffela, czyli stalowej konstrukcji wybudowanej pod koniec XIX wieku, bedacej swiecka odpowiedzia na stojaca obok swiatynie (myslalam, ze tylko nasze ekswladze stac bylo na takie radosne pomysly ;)), a obecnie wieza nadawczo-odbiorcza,

- sciany kamienicy, na ktorej jaki zywi, choc tylko namalowani znani mieszkancy Lyonu,

- rozpedzonej skapo odzianej dziewoi prowadzacej czterokonny zaprzeg wprost na Le musée des Beaux-Arts/ Muzeum Sztuk Pieknych,

- nowoczesnego gmachu opery, przypominajacego nieco dworzec we Wroclawiu ;),

- oraz skromnych fragmentow najwiekszego we Francji parku miejskiego Parc de la Tête d'Or

tutaj...

 http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/Lyon#

Smacznego :)

sobota, 08 sierpnia 2009
Buszujacy w kukurydzy

Obok nieco surowego P-owego pomyslu obejrzenia Cite Blanche pojawil sie moj radosny, nieco dziecinny pomyslik zwiedzenia labiryntu w kukurydzy. Labirynt w kukurydzy to - wg zblazowanych naplywowych (!) Paryzan - najwieksza atrakcja glebokiej prowincji.

Jest ich we Francji kilka. My bylismy w Ardeche (okolice Valence).

Wycina sie tam pogmatwane sciezki w kukurydzy juz od 2002. Co roku przybieraja one inna forme. Mialy juz ksztalt gitary (w labiryncie poswieconym muzyce) oraz kolek olimpijskich (w labiryncie zadedykowanym igrzyskom).

 

W tym roku 'sponsorem' kukurydzianego szalenstwa byla astronomia ;) Biegalismy wiec z P. po pierscieniach Saturna oraz ramionach pentagramu :)

Zabawa polega na znalezieniu dwunastu punktow, w ktorych umieszczone sa pytania:

- dla dzieci: co robia w dzien gwiazdy? a/ ida spac, b/ gasna, c/sa niewidoczne ze wzgledu na duza ilosc swiatla,

- dla doroslych: ktora z planet, gdyby wrzucono ja do oceanu (coz za pomysl wrzucac planety do oceanu!) plywalaby na powierzchni? a/ Saturn, b/ Merkury, c/ Wenus (jak widac pytanie dla doroslych nie byly z serii audio tele).

Wyposazeni w planik...

...i arkusik na odpowiedzi...

...ruszamy.

Labirynt bywa skomplikowany (szczegolnie cholerny punkt G... tfu! 5, ktorego nie ma!, no nie ma!). Na szczescie jest P., ktory starym indianskim zwyczajem kieruje nas na... sluch ;) (slyszy glosy grupki ludzi zastanawiajacych sie nad odpowiedzia ;)).

Pytanie bywaja trudne. Na szczescie jest... wikipedia w iPhonie P. ;) (ojej, no chcielismy tylko potwierdzic nasza specjalistyczna ;) wiedze astronomiczna, nie trzeba nas od razu wyzywac od tricheurs/ oszustow ;)).

 

 

W koncu, po blisko poltorej godziny kluczenia, dumnie kladziemy przed pania w recepcji niestarannie wypelniony arkusz z odpowiedziami.

- Wszystkie odpowiedzi sa poprawne - usmiecha sie do nas i nalewa po szklance soku gruszkowego domowej roboty. To wlasnie jest nagroda.

Dlaczego nie pop corn? ;)

 
1 , 2