Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
środa, 29 kwietnia 2009
Czy umiecie sie dziwic?

Ja jeszcze umiem :) Czy zostalo mi cos z dziecka? ;) Czy raczej ciagle ciasno zasznurowany polski gorset 'tego, co wypada'? ;(

Paryz to miejsce, gdzie o zdziwienia niezwykle latwo. Wiecie, co powiedzieli moi znajomi po obejrzeniu filmu 'Zakochany Paryz', bedacego seria krotkich historii, wydarzajacych sie w roznych miejscach francuskiej stolicy? - Biedactwo, wyprowadzasz sie do takiego wariatkowa... ;)

Jak mawia P.: im wieksze miasto, tym wiecej w nim szalencow ;)

A caly ten dlugi pseudofilozoficzny wstep po to, zeby opowiedzec... co wydarzylo sie dzis w drodze do pracy.

Do pracy mam pod gorke. Wiem, wiem, do pracy zawsze jest pod gorke ;) Ale ja mam pod gorke w sensie doslownym.

Kiedy juz ja pokonam dysze, jak kulawy slimak po przebiegnieciu maratonu.

Dzis oprocz tradycyjnej zadyszki pojawily sie... halucynacje. Wiek robi swoje.

Na srodku chodnika stal... zolty maly czlowiek w pidzamie, ktory przecieral oczy?

Przetarlam i ja... ;)

Nieee, on nie przecieral oczu. Masowal sobie skronie i oczodoly, tak, jak to pokazuja w telewizji madre panie chyba-okulistki w programach dla madrych pan raczej-nie-okulistek.

Spojrzalam dyskretnie raz jeszcze, zeby sie upewnic - tak, byl w pidzamie.

Obok zoltego pana po trawniku skakala lekko dama jego serca.

Najwyraznie nasladowala motyla, bo oprocz delikatnych ruchow miala czerwone plachty w rekach. Wymachiwala nimi z gracja. Motylem jestem...

:O :O :O

Poranna gimnastyka w azjatyckim stylu :)

Vive la France! ;)

poniedziałek, 27 kwietnia 2009
P. jak przebiegly, czyli o reczniku raz jeszcze...

O ile u innych par 'koscia niezgody' jest niespuszczona klapa od kibelka, u nas najwyrazniej jest nia... recznik ;)

Oto kolejna juz historia recznikowa.

Mamy niewielkie mieszkanko, co w Paryzu jest raczej na porzadku dziennym (choc zdarzylo mi sie w ostatni piatek byc u kogos, kto ze swoich blisko 100 metrow kwadratowych widzi Wieze Eiffel'a i Sacre Coeur ;), do tego trzeba miec jednak nieprzyzwoicie bogata ciotke, ktora lubila nas na tyle, zeby zostawic nam przyjemny spadeczek ;)). W niewielkim mieszkanku mamy niewielka lazienke. No, moze nie az taka mala, ale waska, jak odbyt wegorza.

Po 40-minutowym prysznicu P. (tak, tak, nie wierzcie bezkrytycznie stereotypom, sa Francuzi, ktorzy dbaja o higiene ;)) osiagamy w lazience stopien wilgotnosci lasu tropikalnego.

I tu dochodzimy do sedna problemu. Reczniki. Mokre. One pogarszaja sprawe.

Wytlumaczylam wiec P. swoja lamana francuzczyzna, ze reczniki nalezy wynosic z lazienki i wieszac w pokoju. Co wyjdzie na dobre i recznikom, i lazience.

Zrozumial, ale... z dwa razy musial biec ociekajacy woda do salonu, bo zapomnial zabrac suszacego sie tam recznika i uznal pomysl za - delikatnie mowiac - srednio udany.

W ubieglym tygodniu zauwazylam, ze w salonie w stalym miejscu wisi jeden recznik, a w lazience - drugi. Oba nie moje.

- A ty uzywasz tego recznika? - pytam, chcac zlozyc recznik wiszacy w pokoju.

- Nie.

- To dlaczego on tutaj wisi?

- Zebys myslala, ze wynosze recznik po kazdym kapaniu do pokoju, zeby wysechl.

:I

wtorek, 21 kwietnia 2009
Koszulka prawde Ci powie...

Chcielibyscie skrytykowac gust Waszego ukochanego, nie narazajac sie na atak gniewu z jego strony?

Nic prostszego - oto mala lekcja P., specjalisty w tej dziedzinie, a jednoczesnie wytrawnego stylisty i znawcy mody ;)

- Kochanie, naprawde uwazasz, ze koszulka, ktora masz na sobie jest ladna?

Wiem oczywiscie, ze nie cierpi tej koszulki, nie przeszkadza mi to przewietrzyc jej od czasu do czasu.

- Tak, tak wlasnie uwazam - odpowiadam z duma.

- Tak myslalem...ech... - robi miny posepnie zasepionego sepa.

- Co? - pytam 'blyskotliwie' ;)

- Obawialem sie, ze, kiedy mowisz mi, ze jestem przystojny, mozesz jednak sie mylic.

:I

poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Statysci

Wielkanocna ramowka daje okazje do odswiezenia sobie tego i owego (m. in. Trylogii, ktora wszystkie wladze telewizji - bez wzgledu na sympatie polityczne i czasy - postanowily ambitnie wpoic nam na pamiec) oraz obejrzenia tego, na co nie zdazylismy albo szkoda nam bylo pieniedzy w kinie. Komu z Was nie zdarzylo sie stwierdzic: poczekam, az puszcza w telewizji w swieta? ;) (wiekszosci zapewne przy okazji premiery Pana Tadeusza ;)).

Ja z tegorocznej wielkanocnej oferty wyciagnelam Statystow. Pamietam, jak mowilo sie o tym filmie. Nie skupialam sie przy tym za bardzo, bo uznalam, ze nie ma na czym. Rozwrzeszczni i rozczochrani Chinczycy, ktorzy kreca film z udzialem szarych, ale majacych aktorskie ambicje Polakow. Nie zachwycilo.

Zdecydowali sie nakrecic film u nas, ze wzgledu na to, ze jestesmy najsmutniejszym narodem na swiecie. O tu juz zaczelo chwytac.

Statysci to najsmutniejsza komedia, jaka widzialam. Smutna nie znaczy slaba. Odwrotnie. To po prostu niezly film obyczajowy. Bo czy komedia? (Kilku madrzejszych ode mnie recenzentow przez duze R przyrownywalo ja do nurtu wspolczesnych komedii czeskich.)

Opowiesc kilku ludzkich historii. Niewesolych historii:

- Marii Naroznej, 51-letniej ksiegowej, wdowy holubiacej swojego zmarlego meza-podroznika, ktory okazal sie puszczalski (facet tez moze byc puszczalski, no nie?) oraz matki syna, ktory przypomina sobie domowy numer telefonu jedynie wtedy, kiedy potrzebuje pieniedzy (w tej roli Anna Romantowska, swietna, jak zawsze, otrzymala nagrode za najlepsza drugoplanowa role kobieca na FPFF w Gdyni),

- Edwarda Gralewskiego, fotografa przerazonego instalacja w Koninie (to jest jak sie okazuje najsmutniejsze miasto w Polsce, i tam toczy sie akcja) punku Kodaka, ktoremu zona przyprawia rogi z kolega, z choru koscielnego,

- Szymka - ktory cale zycie poswieca opiece nad chora psychicznie matka (wykonujaca misje powierzone przez nawiedzajaca ja regularnie Matke Boska),

- Doroty - zakompleksionej kioskarki, ktora stracila w dziecinstwie rodzicow w wypadku samochodowym i od tamtego czasu pozostaje pod opieka zaborczej starszej siostry,

- Jozefa Koralika...

Obejrzalam i z zaciekawieniem wklepalam w przegladarke. Chcialam przeczytac, jak 'zjechali' ten film wspomniani recenzenci przez duze R. Jakie zaskoczenie... Statyski dostali siedem nagrod na Festiwalu w Gdyni, zostali 'cieplo przyjeci przez krytyke' i niezle opisani w prasie. I dobrze. Bo to niezly film :)

wtorek, 14 kwietnia 2009
Zemsta krolika i kurczakow, czyli wielkanocny weekend w Dolinie Loary

W tym roku zamiast malowania jajek, pozerania kilogramow czekoladowych zajecy, oblewania sie woda wymyslilam uroczy weekend w Dolinie Loary. Mialo byc slonce, krotkie rekawki, motyle i rowery, czyli 'bawili sie krotko i szczesliwie'. Tymczasem po dwoch piatkach trzynastego pod rzad, przezytych bezbolesnie, katastrofa moze przydarzyc sie w weekend zawierajacy kartke z... poniedzialkiem 13.

A bylo to tak:

- w czwartek zaczelo mnie bolec gardlo, ale chcac byc twarda wnuczka swojej zahartowanej babci stwierdzilam, ze tylko mieczaki sie nad soba lituja i... poszlam na basen (nalezy uzupelnic te informacje o fakt, ze basen, na ktory chodze dysponuje jedynie metnie dmuchajacymi ZIMNYM powietrzem maszynami - bo suszarkami tego nazwac nie mozna, ciekawe, czy temperatura powietrza produkowanego przez te suszarkopodobne automaty jest zgodna z normami UE?!), na efekty mojego efektownego wyczynu nie trzeba bylo dlugo czekac - w piatek charczalam, jak zmeczony chart, a w sobote kaszlalam, jak bliski smierci kaszalot,

-  wyruszylismy w sobote rano - nadal gralam twarda, choc propozycja P., zeby zostac i bawic sie  w doktora ;) byla nader pociagajaca - opowiadano mi wczesniej o korkach, ktore tworza Paryzanie wyjezdzajacy na weekedny 'w przyrode', kpilam z tego, coz za brak rozwagi z mojej strony!, teraz mialam okazje poczuc to na wlasnym zegarku - przewidywane dwie i pol godziny zmienily sie w cztery,

- padalo i bylo zimno, bylo zimno i padalo, pozniej troche sie rozpogodzilo, ale moj plan zwiedzania zamkow na rowerach i tak szlag trafil, zreszta nie wiem, czy to przez brak sprzyjajacej aury, czy przez brak zdrowia, czy przez brak... odpornosci na przyrode,

- okazalo sie bowiem, ze jak kazdy szanujacy sie miejski szczur, swietnie czujacy sie w betonowym labiryncie, przykryty bezpieczna czapa smogu, jak tylko trafilam do naslonecznionego pachnacego, PYLACEGO ogrodu stracilam grunt pod stopami. A raczej... zaczelam tracic plyny ustrojowe - i tutaj nastapil rodzaj rywalizacji miedzy nosem i oczami, kto wydali ich wiecej. Kichalam, lzawilam, lecialo mi z nosa i do tego stary znajomy kaszel nie dawal o sobie zapomniec.

Jakas zemsta krolika czy co? Pewnie te male bestie kurczaki tez maczaly w tym pazury...

A zamki? Zamki dopisaly :)

Chambord

Chenonceaux

 Villandry

Azay-le-Rideau

Wiecej zdjec - wszystkie autorstwa P. na: http://picasaweb.google.pl/bartkowiakkarolina/20090411ZamkiNadLoara#

Candes-Saint-Martin, najstraszniejsza z najladniejszych wiosek we Francji

Podczas naszego wielkanocnego wyjazdu w Doline Loary ubzduralam sobie odwiedzenie Candes-Saint-Martin. Te maciupenka wioseczke uznano za jedna z Les Plus Beaux Villages de France/ Najladniejsze Wioski Francji. Miejsce godne tego miana, choc na mojej prywatnej liscie Les Plus Beaux Villages... nie znalazlo sie na pierwszej pozycji.

Candes-Saint-Martin podrzucila mi jednak pomysl stworzenia listy Les Villages Terrifiants/ Wioski, w ktorych straszy ;) (tlum. swobodne) ... I tu znajduje sie na topie rankingu :)

Przyjechalismy pozno, bo okolo wpol do dziewiatej wieczorem. Turystow brak. Centrum wioski stanowi... kosciol i knajpa. Jak w domu ;) Rzut okiem na menu i... przerazenie numer 1!... ceny, jak na Polach Elizejskich.

W przewodniku polecaja zobaczyc Panorame. Podazamy wiec pod gorke trasa oznczona odpowiednimi tablicami. Rzut oka w prawo - dom numer 6. Skrecamy - o znowu jakis interesujacy domek - numer... 6. Jesli pojawi sie jeszcze jedna 6 to... w oknie na parterze stoi babcia z szopa siwych wlosow. Wpatruje sie we mnie wzrokiem bazyliszka. Probuje ja udobruchac jednym z moich popisowych usmiechow. Ani drgnie. Mechante vielle dame. (Zlosliwa starucha) (tlum. rownie swobodne). Wyobrazam sobie, co teraz mysli: Ida tam. Nieswiadomi, co ich czeka na koncu.

To byl poczatek - teraz dopiero wyobraznia rozhustala mi sie na dobre.

Koncza sie kamienie i maszerujemy po zabloconej sciezce. Juz dawno nie bylo zadnej tablicy. Jest nieprzyjemnie cicho. I nagle... cos zaczelo szamotac sie w krzakach z boku. Przeraznie numer 2!! Jakies ptaszysko. W koncu docieramy do laki na szczycie. Stoi jakis samochod. Teraz na pewno wypadnie ekipa z siekierami, ktora nas zalatwi na cacy.

Nic takiego sie nie stalo ;)

Ale kiedy schodzilismy spotkalismy pare i wtedy znowu mi przyszlo do glowy, ze to pewnie ci od siekiery.

Kiedy juz zeszlismy do wioski, tak nam sie to schodzenie spodobalo, ze wyladowalismy az na brzegu Loary.

P. spokojnie oddawal sie swojemu aparatowi fotograficznemu i nagle... slyszymy przeciagle wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... moja pompa ssaco-tloczaca podskoczyla do przelyku, balam sie odwrocic. Przerazenie numer 3!!! P. opowiedzial mi pozniej, ze on juz oplakiwal swoj ukochany aparat, ktory bedzie musial rozwalic na lbie wscieklej bestii. Nie odwracalam sie, nie odwracalam (myslalam - w ten sposob zaczaruje sytuacje i bestia zamieni sie w oczekujacego pieszczot kundelka) , a wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr... trrrrrrrrrrrrrrrrwalo i trrrrrrrrrrrrrrrrwalo... zaden kundel nie ma takich pluc!!! Obejrzelismy sie. Nic. Dzwiek trwal i pochodzil od czegos maszynowego. Nie chcialo nam sie dociekac czego, juz nam w ogole sie nie chcialo niczego tutaj sprawdzac, szukac...

Obralismy kierunek auto. To my juz Panstwu podziekujemy. Un des Plus Beaux Villages de France.

 

Calinus mouillous, czyli francuska odpowiedz na smigus-dyngus

Co prawda nie obchodzilismy swiat swiatecznie, ale przy okazji poniedzialkowej toalety przypomnialo mi sie o... smigusie-dyngusie!!! Wyskoczylam wiec z kubkiem wody na P. Ten zbaranial. Tlumacze mu wiec pospiesznie o, co chodzi, i ze to taka polska tradycja, i ze kiedys nawet z wiadrami...

Na co on rzucil mnie na lozko i zaczal wsciekle laskotac, wyjasniajac jednoczesnie:

- A to jest gilingus. W Ardèche to tradycja ;).

Chwile pozniej okazalo sie, ze tradycja w Ardèche nader przebogata, bo oprocz gilingusa bawia sie jeszcze w... calinus mouillous (pochodzi od câlin mouillé/ mokry uscisk, a polega na tym, ze wielki ociekajacy woda P.otwor wychodzi prosto spod prysznica i chce cie usciskac). Uniknelam. Nie zaluje ;)
piątek, 10 kwietnia 2009
Robotki reczne

Opowiadam podekscytowana historie pewnej osobki. Docieram do momentu, w ktorym musze wytlumaczyc, ze dziewczyna lubi robotki reczne (bez skojarzen prosze ;)) - druty, szydelko, itp. narzedzia zbrodni.

Wypracowalismy juz pewien system przechodzenia przez takie trudne momenty. Kiedy nie znam jakiegos slowa po francusku:

1. rzucam na chybil trafil zblizonymi terminami - przypomina to gre w skojarzenia - jesli kiedys beda urzadzac teleturniej w tej dziedzinie zglosze P. - zgarnie wszystkie nagrody!!!,

2. mowie je po angielsku - jesli nie znam i w tym jezyku, przechodze bezposrednio do punktu 3,

3. tlumacze w mowie, w ktorej to nie jezyk, ale inne organy, czyt. rece, nogi, ...odgrywaja zasadnicza role.

Korzystam wlasnie z rozwiazania numer 3. Przebieram rekami tak, ze nie ma pewnosci, czy jest to robienie na drutach, czy raczej przedsmiertne drgawki postrzelonej kaczki.

P. ma na koncu jezyka. Wie... tak, wie o co mi chodzi, ale... no nie... no juz... tak wie, ale... cholera nie moze sobie... bien sur, ze wie...

- TRICOTER!!! - wypalam wreszcie uszczesliwiona.

8 O

Musielibyscie widziec jego mine. La classe, ah?! ;)

czwartek, 09 kwietnia 2009
Tulipany, kolacja i ksiezniczka

Dzwonek. Otwieram. Bukiet tulipanow przyszedl. Trzymal P. za reke ;)

Milo :)

Wpadl do kuchni i tradycyjnie juz (oddalam ten fragment mieszkania w jego wladanie z duza przyjemnoscia) zaczal przygotowywac kolacje.

- To moze ja pojde sie w tym czasie wykapac? - zaproponowalam przednie, moim zdaniem, rozwiazanie.

- Tak. Tu as raison, laisses moi travailler et vas faire tes trucs de princesse/ Masz racje, zostaw mi prace i idz oddawac sie swoich ksiazecym zajeciom.

Wniosek pierwszy. Hmmm... cala ja :I Moze troche przesadzam? ;)

Wniosek drugi. Francuzi nadal uwazaja, ze zwykly prysznic to luksus godny ksiazat ;)

poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Mezczyzni, ktorzy nienawidza kobiet/ Stieg Larsson

Literatura noir (tak, ja nazywano w przeczytanych przeze mnie recenzjach). Jak to sie stalo, ze widz filmow takich, jak Kobiety, i czytelnik Domu nad rozlewiskiem/ Malgorzaty Kalicinskiej - czyli ja ;)- wpadl po uszy w tego typu ksiazke?
Nie jest to wplyw mrocznych upodoban P. do czarnych koszulek, gotyckich wzorow i ciezkich brzmien. Podazylam, jak czarna owca za tlumem 2.5 milionowego francuskiego stada, ktore ja przeczytalo i wynioslo na czytelniczy top (trylogia Millenium utrzymywala sie bardzo dlugo na pierwszych miejscach TOP 10 we Francji). W Polsce nie jest ona chyba tak bardzo popularna, a przynajmniej nie wsrod moich znajomych - ilekroc rzucalam tytulem, spotykalam sie z obojetnym wzruszeniem ramion.
A tu nie ma co wzruszac tylko do czytania ruszac ;). Bo to sie czytaaaaa... Ponad 600 stron, a wchodziiiii... jak noz w maslo ;) Wsrod zachwyconych recenzentow merlina znalazla sie Ski,  ktora napisala: Książkę przeczytałam w trzy wieczory, co jak na matkę bliźniaczek i 633-stronicową pozycję, mówi samo za siebie.
Przy niej moj 6-dniowy wyczyn jest blady, jak stereotypowa Szwedka. Choc P. i tak sie przy okazji zdolal ubawic setnie. Do tradycji juz zaczyna przechodzic wyznaczanie mi przez niego potencjalnego czasu przebrniecia przez wybierane przeze mnie ksiazki. Mezczyzn... ocenil na dwa tygodnie. Ja oczywiscie dawalam sobie trzy do czterech - w koncu to nie do konca 'moje klimaty' -  nie przypuszczalam, ze tak latwo i chetnie sie w nich odnajde.
Teraz pozostaje mi zwrocic sie z apelem do tlumaczki: Pani Beato - prosze w tym roku nie wyjezdzac na wakacje ;) i pozwolic nam przeczytac pozostale tomy Millenium  w zapowiadanym maju i pazdzierniku. Z gory dziekuje - swiezo upieczona czytelniczka literatury noir ;)

 
1 , 2