Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
piątek, 25 grudnia 2009
Spokojnych Swiat

Ta kartonowa szopka znajduje sie pod rodzinna choinka od kiedy pamietam...

Zakupiona w latach 70-tych za:

stanowi nieodzowny Gwiazdkowy rekwizyt.

Wspominienie z dziecinstwa: BEZCENNE!

Smakowitego WSPOLNEGO biesiadowania zycze...

czwartek, 17 grudnia 2009
Zima zaskoczyla drogowcow...

... we Francji. I kierowcow zreszta tez...

Ten tekst dedykuje Mojej Mamie :)

Przecietny paryski kierowca to mistrz klaksonu, pan wszystko-wiem-najlepiej, a ty zjezdzaj z drogi connard!!!/ palancie!!! (opis stosuje sie takze do plci pieknej).

Jego FAKTYCZNE umiejetnosci mozna zauwazyc, kiedy tylko warunki pogodowe nieco odbiegna od przecietnej. Wystarczy 30 stopni w cieniu lub sredniej jakosci deszcz a Peripherique/ paryska obwodnica zaczyna swiecic wypadkami i dusic sie w korkach. A co dopiero, kiedy - tak, jak dzisiaj! - snieg pada przez caly ranek. Czas pokonywania dziesieciokilometrowego odcinka praca-dom wsrod moich kolegow wynosil dzis... 3 godziny ;)

Pamietam, jak w ubieglym roku wybralam sie do biura moja srebrna zaba przy ogloszonym czerwonym alarmie (ostrzezenie o stanie drog). Slizgalam sie, jak para, ktora odpadla jako pierwsza w Tancu na lodzie. Wzniesienie na tyle niewielkie, ze nawet ja zjechalabym z niego na rolkach (!!!) stalo sie dla mnie nie do pokonania. A w innym miejscu gdyby nie kraweznik (drobne wyjasnienie dla mieszkancow Wloclawka i okolic - kraweznik = burtnik ;)) srebrna zaba 'zarechotalaby' w rowie. Od tamtej 'jazdy bez trzymanki' stalam sie zdeklarowana uzytkowniczka metra.

Podczas tamtego czarnego (bialego? ;)) czwartku wsrod moich kolegow pojawialy sie pomysly koczowania w biurze przez cala noc. Byle nie byc zmuszonym do jazdy. Mistrzowie klaksonu, panowie wszystko-wiem-naj... itd. ;)

A tymczasem sluzby drogowe...

... oglaszaja tecze alarmow (pomaranczowe, czerwone, ...), wprowadzaja zakazy ruchu ciezarowek w calych regionach, a bardziej strome ulice osiedlowe po prostu... barykaduja ;)

Drogi Czytelniku przystan wiec prosze nad tym tekstem na chwile zanim wyrzucisz z siebie te nudna coroczna mantre o zimie i polskich drogowcach ;)

I Ty Mlody Dziennikarzu (choc nie sadze, zebys w swoim zadufaniu i samouwielbieniu dotarl az tutaj ;)) zanim kaza Ci zapelnic nadmiar wolnego miejsca na szpaltach malo oryginalnym tekstem o spoznionej rekacji na padajacy snieg.

Artykul ten nie jest sponsorowany przez polskie sluzby drogowe,
i nie ma nic wspolnego z wiezami rodzinnymi pomiedzy jego autorka, a ich pracownikami ;)!
oraz z tym, ze - mam nadzieje - beda one stanowic elektorat wyborczy tego bloga w glosowaniu na Bloga Roku 2009 :D

(kod D00008, D jak... Drogowcy) ;)

(lojalnie informuje, ze wszelkie komentarze niezgodne z pogladami autora i niekorzystnie oceniajace stan polskich drog zima beda bezpardonowo i autorytarnie kasowane ;))

środa, 16 grudnia 2009
Kusicielki Swietego Mikolaja 2008

Coraz blizej swieta, coraz blizej swieta...

Mikolaje, Gwiazdory i Dziadki Mrozy wyruszaja na polow prezentow...

W Paryzu kusi sie ich do zakupow za pomoca takich Pan...

A przynajmniej tak kusilo sie w ubieglym roku...

W tym, z powodu:

a/ zblazowania,

b/ zabiegania

c/ zziebniecia

(wybor nalezy do Ciebie Drogi Czytelniku;))

... nie udalo nam sie jeszcze popodziwiac swiatecznych wystaw (i poki co sie nie uda, bo za dwa dni jedziemy zachwycac sie bozonarodzeniowymi dekoracjami ... w Polsce :)!!!).

Potraktujcie wiec te zdjecia, jako wystawe retrospektywna pt: Kusicielki Swietego Mikolaja 2008, a my postaramy sie dostarczyc swiezszy towar tuz po Swietach..

A przed wyprzedazami ;)!

wtorek, 15 grudnia 2009
Poczwarka/ Dorota Terakowska

Dotychczas omijalam ksiazki Doroty Terakowskiej szerokim lukiem. Malo zachecajace tytuly, jeszcze mniej zachecajace okladki... (a od dziecka powtarzali, ze wyglad nie jest najwazniejszy. Z ladnej miski sie nie najesz! ;)).

Kupilam Poczwarke dzieki corce autorki ;) Po obejrzeniu swietnych 33 scen z zycia http://poddachamiparyza.blox.pl/2009/06/33-sceny-z-zycia.html oraz bardzo dobrego Ono Malgosi Szumowskiej postanowilam sprobowac zmierzyc sie z proza jej mamy (mamy, ktora skorzystala na przyklad z pomyslu corki piszac Ono).

Kupilam Poczwarke i...

... nadal omijalam ksiazke szerokim lukiem. Tym razem nie ze wzgledu na to, co na zewnatrz, ale na to, co wewnatrz. Temat bowiem czail sie tam nielatwy. Mlode szczesliwe malzenstwo, ktore realizuje jak burza wszystkie zyciowe plany i ambicje z niecierpliwym podnieceniem czeka na spelnienie sie kolejnego marzenia – narodziny corki. Corki, ktora ma juz zaplanowane cale zycie, od anglojezycznego przedszkola, poprzez szkole muzyczna, narty w Alpach i tenisa, az po studia na Oxfordzie. Corki, ktora... rodzi sie z charakterystyczna mongloska falda na powiekach. Corki z Zespolem Downa.

Obawialam sie, ze bedzie przygnebiajaco, z wyrokiem, nie do zniesienia w te dlugie ponure jesienne wieczory. Ale wcale tak nie jest. Ksiazka wprowadza zmeczony, ale ze spokojnym sumieniem swiat matki, sfrustrowany, ale po cichu kochajacy swiat ojca, ale przede wszystkim kolorowy i soczysty swiat wyobrazni dziecka.

Nie ma fajerwerkow, nie ma katastrofy. Ladnie napisana ksiazka z nielatwym tematem.

Przy kolejnej bytnosci w ksiegarni skusze sie jednak, zeby zagladac pod mniej atrakcyjne okladki. Z ladnej miski.. itd! ;)

niedziela, 13 grudnia 2009
Zgloszony niezatopiony, czyli Konkurs na Blog Roku 2009

Nie ma nawet roku. Ledwo od ziemi odrosl i stawia niepewne jeszcze kroki w blogowym swiecie, a ja - jak rodzicielka z najciezsza forma przerostu ambicji ;)! - stawiam go do rywalizacji.

Pod dachami Paryza bierze udzial w konkursie Blog Roku 2009. Przypieto mu plakietke, nadano numer:

D00008

(co znajduje sie w paryskiej osemce? Place de la Concorde, Pola Elizejskie oraz Luk Tryumfalny! ;)) - moze byc ;)))

i tak wyposazony przebiera nozkami w oczekiwaniu na rozpoczecie zabawy ;) (nastapi to 12 stycznia o godzinie 15.00 -wczesniej wystapie do Was ze specjalna odezwa - zobaczymy na co zdalo sie 5 lat studiowania nauk politycznych ;) - i poprosze o Wasze glosy :))

Startuje  w kategorii: Pozdroze i szeroki swiat. Czeka wiec miedzy przeladowanymi plecakami, egzotycznymi obrazkami ze Sri Lanki i Addis Abeby, wspominkami znad kufla Guinnessa...

Kluty paleczkami do jedzenia ryzu oraz dziwym przeczuciem, ze moze pomylil sie w wyborze katergorii?!

Ale, ale... w jakiej innej moglby startowac:

- kategoria: profesjonalne - jeśli prowadzisz bloga w dziedzinie, w której jesteś profesjonalistą i działasz w niej zawodowo... - nieee... w ujarzmianiu Paryza (i P.) nadal wykazuje sie daleko posunieta amatorszczyzna,

 

- kategoria: polityka - jeśli twój blog służy ci do prezentacji własnych poglądów politycznych... - obawiam sie, ze gdyby niektore z pogladow tu prezentowanych omawiano na forach politycznych moglyby doprowadzic do drobnych zgrzytow w stosunkach polsko-francuskich, a bezpieczniej nie draznic Pana Bessona ;)

- kategoria: kultura - jeśli twój blog zawiera autorskie treści, komentarze, recenzje lub analizy poświęcone szeroko rozumianej kulturze...

hmm... tresci i owszem zawiera, poswiecone szeeeeeeeeeroko rozumianej kulturze tez, ale Recenzjom i Analizom to juz niegodny nawet niewypastowanych butow wiazac,

- kategoria: foto, video, komiks - jeśli w swoim blogu publikujesz wyłącznie zdjęcia, filmy wideo lub komiksy WŁASNEGO autorstwa...

tutaj problem stanowia dwa slowa: wylacznie! ;) i WLASNEGO! (dla niewtajemniczonych: nieomal wszystkie zdjecia pochodza z kolekcji (i publikowane sie za zgoda) tego P.ana - www.nicolette.fr)

- kategoria: blogi literackie - Opowiadanie, wiersz, powieść w odcinkach lub inna forma. Jeśli twój blog jest autorską próbą literackiego opisywania rzeczywistości... - wlasciwie to dlaczego nie zostal tu jeszcze opublikowany wiersz mojego autorstwa, kiedy mialam 6 lat? no ale skoro nie zostal... to blog nie moze wziac udzialu i w tej kategorii, 

- kategoria: moje zaintersowania i pasje - jeżeli prowadzisz bloga poświęconego swojemu hobby... - nieee... nie oszukujmy sie nie jest to blog ani o jedzeniu (choc bywa ;)http://poddachamiparyza.blox.pl/2009/02/O-wyzszosci-bon-apptit-nad-enjoy-your-meal.html), ani o spaniu (i mam nadzieje, ze nikogo jeszcze do tak pasywnej formy spedzania czasu nie doprowadzil ;))

- kategoria: absurdalne i offowe - jeżeli prowadzisz blog, który celowo i z założenia jest satyrą na rzeczywistość... - byc moze bywa... ale za malo tu gros mots a i slowo offowo zle mi sie kojarzy...

- kategoria: ja i moje zycie - jeżeli na swoim blogu piszesz o sobie, swoim dziecku, rodzinie i codziennym życiu... - i tu nastepuje zawachanie, bo jest i o mnie, i o codzinnym zyciu, ale nie o rodzinie, i nie o dziecku, czyli dwa na dwa - rzut 20-centowka - i... lecimy dalej ;)

- kategoria: teen - buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuchaachachachaaaaa!!!!!

Pozostala wiec:

- kategoria: podroze i szeroki swiat - dzienniki z podróży, subiektywne opisy świata istniejącego i oglądanego poza granicami Polski - dzienniki z podrozy sa (zakladka: Poza czubek Wiezy Eiffel'a), WYSOCE SUBIEKTYWNY opis swiata istniejacego poza granicami Polski jest, no a przede wszystkim jakiz inny blog, jak nie ten PARYSKI najlepiej pasuje do kategorii: ... SZEROKI SWIAT! ;)

Z Miasta Swiatel, z najbardziej zblazow... tfu... z najpiekniejszej ulicy swiata, czyli Pol Elizejskich pisala dla Panstwa... ;)

(chcesz dowiedziec sie wiecej - kliknij na pomaranczowo-szary znaczek po lewej stronie z napisem - i tu Was zaskocze ;)!- BLOG ROKU 2009)

13:02, karolinabart
Link Komentarze (7) »
wtorek, 08 grudnia 2009
La route/ Droga

Zwiastun prezentowal sie zachecajaco. Film drogi, w ktorym zamiast zwyczajowych niemlodych Amerykanek rozbijajacych sie swoim odkrytym krazownikiem szos po bezdrozach Stanow Zjednoczonych, mamy ojca i syna zmierzajacych mozolnie na poludnie. Na POLUDNIE, gdzie jest cieplej i istnieje nadzieja na lepsze zycie. A moze po prostu na... jakiekolwiek zycie. Znajdujemy sie bowiem na Ziemi PO WIELKIEJ KATASTROFIE. Na Ziemi, na ktorej nie ma juz zwierzat (bo zostaly zjedzone), nie ma juz zbyt wielu ludzi (bo wzajemnie sie zjadaja). Na Ziemi, na ktorej pozostal las, morze i szpetne resztki ludzkiej cywilizacji (kilka swietnych kadrow z wrakami statkow, czy zlozonymi jak harmonijka mostami).

Zwiastun prezentowal sie zachecajaco.

Podczas czolowki widzimy szczesliwa amerykanska rodzine z przedmiesc. Usmiechnieta, wsrod kwiatow... Kobieta spodziewa sie dziecka.

Koncza sie napisy i... wpadamy w szary, lodowaty swiat, w ktorym szczesliwy mezczyzna z czolowki zarosniety i odziany w szmaty popycha delikatnie chlopca w wielkiej welnianej czapie kurczowo sciskajacego dlugouchego pluszaka. Nie wiemy, co sie stalo. Jest juz po wielkiej katastrofie, ale... nie wiemy, co sie stalo! Nie ma z nimi kobiety, ktora, jak sie domyslamy, jest matka chlopca. Dlaczego jej nie ma?!

Dowiadujemy sie pozniej, bo droga chlopca i jego ojca przeplatana jest scenami z ich wczesniejszego zycia.

Ten niechronologiczny sposob przedstawienia historii oraz bezpardonowe wepchniecie nas w swiat PO KATASTROFIE (co sie w koncu stalo?!!!) powoduje, ze dlugo trudno jest zidentyfikowac sie z bohaterami. Sceny, ktore normalnie powinny wyzwalac w nas emocje – nie czynia tego. Jest bezbarwnie, choc wydarzaja sie rzeczy istotne.

Dopiero drastyczna scena w srodku filmu budzi z letargu. Dalej nieco latwiej jest sie zaangazowac, ale nadal nie ma przepisowego sciskania w gardle pod koniec filmu.

Co dziwne aktorsko film jest swietny. Zarowno Viggo Mortensen, jak i pokazujaca sie krotko na ekranie Charlize Theron fantastycznie odgrywaja caly wachlarz emocji.

Ale film nie porusza.

Krajobraz wydaje sie nie do konca przekonujacy – choc nie umiem wytlumaczyc dlaczego (czy rzeczywiscie tak wygladac mialby swiat PO WIELKIEJ KATASTROFIE?), scena z Coca-Cola zbyt amerykanska, a final lekko przeslodzony, ale PRZEDE WSZYSTKIM film nie wyzwala emocji. Nie porusza.

A zwiastun prezentowal sie zachecajaco.

poniedziałek, 07 grudnia 2009
Easy like a Monday morning Reaktywacja

Pamietacie, jak P. przy pomocy dlugopisu, zoltych karteczek i swojego pomyslowego umyslu (umyslowego pomyslu? ;)) uczynil pieknym najgorszy poranek tygodnia, czyli ten poniedzialkowy?

Zapominalskich zapraszam tutaj: http://poddachamiparyza.blox.pl/2009/05/Easy-like-a-Monday-morning.html

Oto dzisiejsza - kryzysowa wersja tamtego pomyslu, czyli...

z braku zoltych karteczek dobre i wykalaczki.

Efekt ten sam - banan przez caly dzien :)

Czego i Wam zycze!

piątek, 04 grudnia 2009
Aaaaaa!!!

Niezaprzeczalnie, absolutnie, bezwglednie NAJDOSKONALSZA WIADOMOSC DZISIEJSZEGO DNIA!!! (chociaz jeszcze sie nie skonczyl - moze sie dowiem, ze przeprowadzamy sie do Amsterdamu bez koniecznosci swiadczenia pracy ;))

Od 28 marca WIZZAIR (Niech zyje przyjazn polsko-wegierska! Polak Wegier dwa bratanki!!!!!!) otwiera polaczenie Poznan-Paryz. 

Bedzie mozna wsiasc do samolotu byle jakiego... w czwartek. Spedzic wsciekle przyjemny weekend w Poznaniu! i wrocic w niedziele po poludniu. Miooooooooodzio!

Aaaaaa!!!

A teraz biegne zatanczyc szalony taniec z drukarkami!!!

P.S. Kochani Czytelnicy - korzystajcie z tego polaczenia prosze, zeby nie podzielilo losu obslugujacego je wczesniej Centralwings.

Aaaaaa!!!

czwartek, 03 grudnia 2009
Capitalism: a love story

Michael Moore sie nie zmienia.

Ani fizycznie - nadal stanowi najmniej atrakcyjny wizualnie element swoich filmow ;)

Ani duchowo – caly czas prezentuje w swoich obrazach czarno-biala wizje swiata. Podzial na dobrych, czyt. BIEDNYCH DEMOKRATOW (God bless Barak O.!) i na zlych, czyt. BOGATYCH REPUBLIKANOW (co zlego to George B.).

Na niedoskonala Ameryke i swietnie zorganizowana Europe.

Nadal mocno czuc tu demagogia oraz uproszczeniami. Moore jak zwykle wybiera fakty dla potwierdzenia pewnych z gory obranych tez. Prezentuje obraz baaaaaaaaaaaaardzo relatywny, daaaaaaaaaaaaaaaleki od obiektywizmu (ale przeciez to autorska tworczosc, a nie notatka dla Ministerstwa Gospodarki ;)). Raczy nas sentymentalizmem, i drazni wyciskajac ze swoich bohaterow lzawe wyznania.

Ale... w tym szalenstwie jest metoda.

Michael Moore nie pozostawia nas obojetnymi. Jego filmow  - po wyjsciu z kina - nie podsumowuje sie zdawkowym: ok i przechodzi na temat metra, ktore nie przyjezdza; ale wracajac dyskutuje sie tak, ze spoznianie sie kolejki pozostaje niezauwazalne.

Bledy i wypaczenia, ale tez kilka interesujacych nieznanych faktow. A wszystko to podane w komiksowo-clipowym sosie a la MTV.

Tym razem o swiatowym kryzysie ekonomicznym, kapitalizmie i amerykanskiej demokracji.

Po prostu Michael Moore.

God bless Barak O., a co zlego to George B.

wtorek, 01 grudnia 2009
Historia pewnej bulki

Zapewne zdarza sie tu zajrzec Frankolubom - takim, co to przebieg calej wojny stuletniej w szczegolach przytocza, wiedza u kogo strzygla sie Joanna d'Arc i potrafia zaspiewac Marsylianke w calosci (nawet Francuzi tego nie umieja, co zreszta wedlug dowcipu potwierdza znakomicie ich pelnowartosciowa francuskosc).

Jesli jestes wlasnie taka osoba daruj sobie dalsza lekture tego posta.

Jesli natomiast nalezysz do nieotrzaskanych nie-znawcow Heksagonu - tak jak ja - moze zachwyci Cie wiadomosc, ktora dla mnie jest newsem tlusciutkim, jak ciasto francuskie i slodziutkim, jak truskawkowa konfitura na nim.

Wiadomosc, ktora wyczytalam u Gertrudy Stein w - polecanym przez goraca http://paryznagoraco.com/2009/08/city-lit-paris-idealny-przewodnik-dla-moli-ksiazkowych/ - Paris-lit (wreszcie go dorwalam ;)).

Otoz symbol francuskiej kuchni, podstawa sniadania nad Sekwana, duma paryskich piekarzy i cukiernikow, czyli

 zostala wymyslona... tudududduuuuum... przez POLSKICH zolnierzy walczacych u boku Jana III Sobieskiego pod Wiedniem!

… they took something from the outside like (…) the Austrian croissant brought by Marie-Antoinette (…) the Austrian croissant was hurriedly made at the siege of Vienna in 1683 by the Polish soldiers of Sobieski to replace the bread that was missing and they called it the crescent the emblem of the Turks whom they were fighting (za Paris-lit, Gertrude Stein, Paris France)

Croissanty mialy zastapic chleb, ktorego brakowalo w 1683 roku podczas oblezenia austriackiej stolicy. A ich ksztalt symbolizowal turecki polksiezyc.

Wg polskiej Wikipedii pomysl wypieku pochodzil od polskiego szpiega i dyplomaty F. Kulczyckiego, a buleczki mialy taki ksztalt na znak zwyciestwa nad Turkami. Wg jej francuskiego odpowiednika ojcem idei byl cukiernik Kolschitsky (i nie ma mowy o jego polskim pochodzeniu! ;)), ktory znalazlszy porzucone przez uciekajacyh Turkow worki z kawa postanowil dorzucic do nich cos slodkiego (kwestia ksztaltu pozostaje bez zmian).

TAK! TO MY POLACY STWORZYLISMY CROSSAINTY!!!

Niech no teraz podchwyce zdziwione spojrzenia, kiedy rano wcinam kanapke z kielbasa i korniszonem. Jeszcze sie kiedys przekonaja ;)