Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
czwartek, 26 listopada 2009
L echappee belle/ Anna Gavalda

Cieniuuuuuuuuuuuuuuutka.

Tak wlasciwie moglaby wygladac cala recenzja tej ksiazeczki.

Cieniuuuuuuuuuuuuuuutka.

Bo L'echappee belle:

- cieniuuuuuuuuuuuuuuutka jest w formie - mniej niz kieszonkowe wydanie, z wielkimi literami na drobnych 150 stroniczkach,

- cieniuuuuuuuuuuuuuuutka i w tresci - nowelka o trzyosobowym rodzenstwie uciekajacym wspolnie z rodzinnego slubu po to, zeby udac sie najpierw do swojego brata (poczworne rodzenstwo?! Bienvenue en France/ witamy we Francji ;)!), a nastepnie na wiejskie wesele oraz do cyganskiego taboru... A wszystko w celu odnalezienia siebie z przeszlosci i zamkniecia zyciowego rozdzialu pt. dziecinstwo (wyczytane z okladki ;))

Grubszy stanie sie jedynie portfel wydawnictwa (oraz autorki), ktore na fali popularnosci Gavaldy postanowilo wydac powiastke stara - opublikowna juz nieodplatnie w 2001 roku - teraz jedynie delikatnie wyretuszowana i wzbogacona.

Pozytywny aspekt tej calej historii: widac, ze Anna Gavalda rozwinela sie pisarsko od tamtego czasu.

środa, 25 listopada 2009
Biale labedzie niechaj plyna, niech plyna...

Ostatni weekend romantycznie spedzilismy w Brugii...

nazywanej tez czesto Mala Wenecja Polnocy.

P. zrobil swoje ulubione zdjecie:

i moje ulubione zdjecie:

Poplywalismy kanalami...

... pospacerowalismy wieczorami

Zobaczylismy kobiety z ptakami... na glowie

... i jak sie bawili Flamandowie ;)

A w drodze powrotnej jeszcze TOTALnie odjechana tecze :)

 Po wiecej wrazen estetycznych zapraszam tutaj

 http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/Brugia#

piątek, 20 listopada 2009
Entre les murs/ Klasa

Zlota Palma na ubieglorocznym festiwalu w Cannes. Film, ktory zburzyl moj spokoj.

Rok z zycia czwartej klasy jednego z 'trudnych' paryskich gimnazjow (w XX - czyli 'mojej' - dzielnicy). Czwarta klasa oznacza 13-14-latkow. Mlodziez, ktora bada i probuje przesunac granice. Ktora pyta nauczyciela, czy to prawda, ze woli mezczyzn. Ktora poproszona o czytanie, w sposob bezczelny mowi, ze nie bedzie tego robic, bo nie ma ochoty. Ktora w przyplywie wscieklosci tutoie/ mowi na ty swojemu profesorowi. Mlodziez krnabrna, niezdysycplinowana, bez idealow i zasad...

Mlodziez, ktora wzbudzila u mnie przerazenie. Przez moja glowe przelatywaly mysli godne 'trzeciego wieku' - ach, ta dzisiejsza mlodziez! mysmy tacy nie byli! swiat zmierza ku katastrofie! Oraz obawy o szkolna przyszlosc mojego potomka (zdecydowanie przedwczesne, ale od tego sie jest kobieta, zeby sie martwic na zapas ;)).

P. probowal zalagodzic moje zaniepokojenie tlumaczac, ze kazde mlodsze pokolenie jest bardziej rozpasane niz poprzednie, a w koncu 'wychodzi na ludzi' (przypomnij sobie, co mowili o nas dziadkowie i rodzice, kiedy bylismy nastolatkami). No i, zaproponowal powrot do problemu edukacji naszych latorosli za kilkanascie lat :P

Silna pofilmowa trauma spowodowala zainterowanie tematem edukacji mlodziezy we Francji (bo przeciez w Polsce na pewno tak nie jest! po czym przypomnialam sobie glosny przypadek agresji wobec nauczyciela w Toruniu sprzed kilku lat). Przeczytalam komentarze do filmu zarowno nauczycieli, jak i uczniow. Odetchnelam. W filmie pokazane jest 'TRUDNE' gimnazjum. W trudnej dzielnicy ;) Dosc krytycznie przyjete jest zachowanie glownego bohatera - profesora jezyka francuskiego/ wychowawcy klasy - ktory probuje zaprzyjaznic sie z uczniami, nie tworzy - szczegolnie potrzebnego w tym wieku - wyraznego dystansu - uczen-nauczyciel, swoim zachowaniem doprowadzajac do zgubnego rozluznienia atmosfery.

Entre les murs powstal na podstawie ksiazki autorstwa François Bégaudeau, ex-profesora w jednym z paryskich gimnazjow i… odwtorcy glownej roli - nauczyciela. Trzeba przyznac, ze zagral ‘jak z nut’. Rownie fantastycznie spisala sie cala mlodziezowa obsada (moja szczegolna ulubienica to niesubordynowana Esmeralda - na zdjeciu w dresowej bluzie z 3 paskami). Dosc powiedziec, ze przez 2/3 filmu bylismy przekonani z P., ze jest to dokument!!!

Tresc, ktora wydawac by sie moglo, nie powinna mnie obchodzic (syndrom Czarnego ogrodu M.Szejnert ;)) oraz niewyszukana forma i... mamy film, ktory budzi mozg z codziennego uspienia.

Entre les murs mozna zobaczyc obecnie na Canal +.

W Polsce film funkcjonuje pod tytulem Klasa http://www.filmweb.pl/f449118/Klasa,2008

czwartek, 19 listopada 2009
Zachowania stadne Francuzow, czesc trzecia

Francuzi kibicuja

Ufff... przeszli. Kuchennymi drzwiami, ale... sie udalo ;)

Wczoraj francuska reprezentacja w pilce noznej zremisowala w meczu z Irlandia. Tym samym zapewnila sobie awans do przyszlorocznych Mistrzostw Swiata w RPA (rasowy dziennikarski jezyk sportowy, no nie? lojalnie uprzedzam, ze dalej nie bedzie juz tak profesjonalnie).

Mecz stal sie okazja do obserwacji Zachowan Stadnych Fracuzow w sytuacji... podwyzszonego ryzyka, czyli podczas meczu pilkarskiego 'o wszystko' (sportowa terminologia sama mi sie tu wciska, moze powinnam zaczac powaznie myslec o przekwalifikowaniu sie ;)).

Zaprowiantowanie:

- piwo - podczas meczu Francuzi, a NAWET FRANCUZKI - powiem wiecej PARYZANKI!!!  - porzucaja wykwintne wino na rzecz proletariackiego piwa!!!,

- chipsy i inne plastikowe jedzenie futbolowe,

- marchewki i ogorki pokrojone w slupki - to jedna z przekasek Francuzow bedaca ukolonem w strone programu panstwowego lansujacego zdrowe odzywianie sie: jedz 5 warzyw i owocow na dzien

(krotka dygresja dotyczaca tej zasady: Francuzi lubia zartowac i twierdzic, ze skoro popili chipsy cebulowe Orangina to zostaly im tylko dwa owoce lub warzywa do skonsumowania, bo w koncu ziemniaki+cebula+pomarancze juz za nimi ;))

Kibicowanie:

- na kameleona - inteligentna niezainteresowana futbolem 30-latka po zadaniu kilku questions betes/ glupawych pytan na poczatku, nagle - swietnie przystosowana - zaczyna rzucac bardzo celnymi wnioskami,

- na Rousseau - kibic Olympic Marsylia, bryluje encyklopedyczna wiedza na temat futbolu francuskiego i nie tylko... ;)

- na krytyka - kibic P.SG, nie zaluje druzynie gorzkich slow i kpin podczas meczu, i nie kryje zniesmaczenia golem zdobytym przy niemalym udziale reki T. Henry,

- na Joanne d'Arc - moja ulubiona forma kibicowania, superzaangazowna i niezle zorientowana w futbolu patriotka wspiera bardzo aktywnie swoja druzyne, wskrzeszajac entuzjazm u nieco zblazowanych i cynicznych osobnikow plci przeciwnej,

- na egoiste - przyjaciel, ktory wykazuje ograniczone zainteresowane 22 ludzikami uganiajacymi sie na ekranie, duzo wieksze czekajacym go wkrotce urlopem,

- na Polaka - Francuz o polskich korzeniach i nieco skomplikowanym w wymowie dla tutejszych mieszkancow nazwisku, podczas gdy wiekszosc liczy minuty, ktore trzeba WYTRZYMAC, zeby zachowac wysilony wynik, pesymistycznie stwierdza, ze: to jeszcze 12 minut i jeszcze wieeeeele moze sie zdarzyc ;)

- na obcokrajowca - wiecie kto ;), jesli druzyna francuska przegrywa mowie o niej 'WY', a kiedy wygrywa to... sie ciesze (szczegolnie, ze MY nie jedziemy - a i tak po mundialowych eliminacjach spokojnie skupie sie na POMARANCZOWYCH ;)).

Wynik/ wnioski:

Francuscy kibice okazjonalni roznia sie od swoich polskich odpowiednikow jedynie... kolorem. Polska - bialo-czerwoni!!! Allez les Bleus!!! :)

***

Dzis Beaujolais Nouveau. Idealnie! Bedzie mozna opijac wczorajszy wynik.

JAKIE ZWYCIESTWO TAKIE WINO ;)!!!

wtorek, 17 listopada 2009
Goraczka sobotniej nocy, czyli podrozowanie palcem po ekranie...

Co robia bezdzietne trzydziestolatki w sobotnie wieczory?

a/ szaleja w nocnym klubie,

b/ objadaja sie fois gras i upijaja winem z rowiesnikami,

c/ ... ogladaja telewizje.

ad a/ buuuuuuuuuuuuuuchachaaaachaaa...

ad b/ sporadycznie, raczej od swieta ;)

ad c/ ?!!! TAK! ;)

A to za sprawa piorunsko przyjemnego bloku podrozniczego.

W ostatnim weekend wybralismy sie do Czarnogory i Quebecu. A przezylismy juz takie 24 godziny, podczas ktorych rzucalo nas po calym globie: Kopenhaga, Istambul, Brazylia... Potem P. oszolomiony i pijany moim szczesciem zadeklarowal chec zakupu pakietu programow podrozniczych. Czego sie nie robi, zeby nie musiec juz wsiadac do samolotu? ;)

W sobote wieczorem wciskamy piaty bieg na pilocie (kanal TV5) i ruszamy:

- najpierw - o godzinie 20h35 - z wiecznie usmiechnieta, obcieta na zapalke Sophie na piekne eskapady - Echappées Belles http://www.france5.fr/echappees-belles/

- po krotkim miedzyladowaniu w bloku reklamowym - zaopatrzeniu sie w gruszke tudziez dolewce wina - kontytnuujemy reportazem na TV5, ktory nie ma gospodarza (i nie jest to chyba pozycja programowa o stalej nazwie, ot program podrozniczy) – tutaj zaleznie od tematu pozostajemy bardziej lub mnie aktywnymi widzami

- chrrrr... chrrrr... piiiii...

- po przebudzeniu w niedziele rano – na podrozniczego kaca fundujemy sobie ‘klina’, czyli Fourchette & Sac a dos/ Widelec i plecak (nadal TV5 - 10h00) – tym razem szczupla jak bulka paryska ;) Julie smakuje za nas potrawy z roznych stron swiata (zabawnie jest obserwowac jej miny oraz szczere zapewnienia, ze jest wegetarianka, kiedy goscinni mieszkancy Maroka specjalnie dla niej i PRZED NIA ;) zazyna barana) http://www.france5.fr/fourchette-et-sac-a-dos/

- jesli jeszcze mamy sile (i czyste skarpetki ;)) albo nalogowym zwyczajem wpadlismy w ciag przerzucamy sie na opcje plus (Canal plus - niedziela 14h45) i podrozujemy z Nouveaux Explorateurs http://www.canalplus.fr/pid1826.htm&nav=1

(my wybralismy sie dotychczas:

° z szalonym Diego, ktory prosi nas o to, zebysmy nie mowili jego mamie, ze znowu wyjechal – Ne dites pas a ma mere... que je suis reparti - do Johannesburga i Lagos – kiedy widzimy go na dachu pedzacego pociagu lub noca w najbardziej niebezpiecznej dzielnicy poludnowoafrykanskiej stolicy zastanawiamy sie, czy mu sie zycie czasem nie sprzykrzylo ;))

° oraz z duzo spokojniejsza Delpine na koniec swiata – Loin du monde, czyli wyspy oddalone od Wyspy czyt. angielskie Falklandy)

Jak sie czlowiek przeleci w te i wewte przez weekend to od razu mu sie inaczej w poniedzialek do pracy idzie. Trudniej ;)

poniedziałek, 16 listopada 2009
Dobrze, ze slon tego nie slyszal, czyli wizyta w Jardin d Acclimatation

Wybralismy sie z P. w niedziele na spacer do Jardin d'Acclimatation. Niewinnie. Bez podejrzen.

Okazalo sie, ze nie przewidzielismy nieodzownego 'rekwizytu' - brzdaca.

Ogrod ten zostal stworzony najwyrazniej z mysla o malych ludziach.

Jesli wiec wybierasz sie na zakupy do Paryza i nie wiesz dokad wyslac poirytowanego wlasciciela kart kredytowych, stanowiacych zrodlo Twojej uciechy oraz jego mala kopie polecam JARDIN D ACCLIMATATION.

Z jego:

- krzywymi zwierciadlami,

- sterowanymi z brzegu stateczkami,

- karuzelami i wata cukrowa

i wreszcie:

- zwierzetami domowymi!!!

Biedne wielkomiejskie dzieci dzieki tej ORYGINALNEJ rozrywce moga dowiedziec sie np., ze jajka nie rosna na polkach w Carrefour'ze :)

A dorosli przypomniec sobie swoje dziecinstwo ;)

Prosze pana pewna kwoka...

..traktowala swiat z wysoka...

(...)

Pierwszy osioł wszedł, lecz przy tym
W progu garnek stłukł kopytem.

Kwoka wielki krzyk podniosła:
"Widział kto takiego osła?!"

Przyszła krowa. Tuż za progiem
Zbiła szybę lewym rogiem.                                                                                                 

Kwoka gniewna i surowa
Zawołała: "A to krowa!"

- oraz zwierzakami mniej oswojonymi:

Prosze Panstwa oto mis 

Mis jest bardzo grzeczny dzis

Chetnie Panstwu lape poda

Nie chce podac? A, to szkoda.

Albo przypomniec sobie bajke o Brzydkim Kaczatku... 

... tym razem w wersji 'politycznie poprawnej' ;)

O koniecznosci takich wizyt przekonalismy sie wczoraj slyszac dialog piecioletniej blondyneczki z mama.

Pieciolatka: Mamo! Popatrz! Slon!

Mama: Corciu, to nie jest slon. To osiol.

Dobrze, ze slon tego nie slyszal. 

P.S. I jeszcze... maly uklon w kierunku wczesniej zamieszkiwanego miasta na P ;)

 

Dla niewtajemniczonych, czyt. zblakanych polskojezycznych Francuzow ;) - wszystkie cytaty kursywa pochodza z ulubionego Jana Brzechwy :)

piątek, 13 listopada 2009
Pocieszenie/ Anna Gavalda

Jestem po lekurze tej ksiazki oraz... komentarzy francuskich czytelniczek.

Pocieszenie reklamuje sie w Polsce jako wielki bestseller we Francji w 2008 roku. Najwyrazniej jednak czolobitne fanki wczesniejszej powiesci Gavaldy Ensamble, c'est tout (Po prostu razem) kupily La consolante (Pocieszenie) z rozbiegu, poniewaz krytykom nie ma konca. Wsrod niekrotkiej listy komentarzy dotyczacych tej ksiazki znalazlam JEDEN! pozytywny. Reszta to narzekania na styl. Ze pierwsze 250 stron nie do przejscia. Ze rzucaly. Bo nudno. Bo styl nieprzejrzysty. Nieprosty. Bo Gavalda to zawsze gladko i przyjemnie. I jak ona mogla im to zrobic? Ze po co eksperymentuje? Skoro one ja lubia za zdania pojedyncze. Bron Boze zlozone! No i jak one maja sobie poradzic z wielokropkami na koncu akapitu...

No coz przyznaje, ze siegnelam po La consolante w ubieglym roku i... rowniez sie nie udalo mi sie accrocher/ wciagnac. Skladam to jednak na karb mojej niedostatecznej jeszcze znajomosci jezyka Moliera.

Pocieszeniem w wersji polskiej jestem... oczarowana. I to wlasnie narracja!

(jesli chodzi o tresc to w jednym zdaniu okreslilabym ja: Dom nad rozlewiskiem w meskim wydaniu ;))

Wiec:

- albo to tlumaczaca Magdalena Kaminska-Maurugeon zrobila z powiesci Anny Gavaldy takie cudenko (bez wzgledu na to, czy odpowiedz jest pozytywna, czy nie to chapeau bas dla niej - trudny tekst, fantastyczny przeklad)

- albo francuskie czytelniczki... (podobno nie mowi sie zle o nieobecnych ;)).

Pocieszenie podzielone jest na trzy czesci.

Pierwsza - ta, ktora w czambul potepiaja Francuzki - poszatkowana, przywodzaca na mysl sposob myslenia i wypowiadania sie wspolczesnego niespokojnego mieszkanca metropolii, nerwowa. Narracja prowadzona jest tu z punktu widzenia glownego bohatera oraz autorki. Ta ostatnia nie obawia sie poszturchiwac i podpuszczac tego pierwszego (swietne :)). 250 stron wyjetych z 'naszego' wielkomiejskiego zycia.

Druga - duzo bardziej spokojna, przejrzysta, czytelna.  W tym miejscu zdezorientowane fanki Ensemble, c'est tout (Po prostu razem) odzyskuja glowe. Sielankowo opisana sielanka (maslo maslane? ;)). 300 stron zycia z 'naszych marzen'.

Trzecia - podsumowujaca, w ktorej glowny bohater rysuje (czynnosc, o ktorej prawie zapomnial bedac wzietym architektem), a autorka opisuje to, co 'wychodzi' spod jego olowka. Optymistycznie, happy endowo...

Ksiazka jest stosunkow swieza, wiec nie znalazlam jeszcze wielu opinii polskich czytelniczek. Jednak wsrod tych, ktore przeczytalam (m. in. moich blogowych kolezanek http://chiara76.blox.pl/2009/10/Pocieszenie-Anna-Gavalda.html, http://niecodziennikliteracki.blox.pl/2009/10/Charles-Balanda-Nasz-bohater.html) zadna nie rozdziera szat i nie rzuca ksiazka po przeczytaniu 20 stron zrozpaczona niemoznoscia accrocher.

Sama Anna Gavalda na pytanie, czy rozumie dezorientacje czytelnikow w obliczu jej nowego stylu mowi, ze przykro jej z tego powodu, ale NIE ROZUMIE i, ze nie bedzie sie zmuszac do pisania 'prosto', zeby bylo ladnie (z wywiadu udzielonego francuskiemu biblioblogowi

http://www.biblioblog.fr/post/2008/07/04/Interview-dAnna-Gavalda).

I slusznie. Pocieszenie to najlepsza z przeczytanych przez mnie ksiazek Anny Gavaldy (nie siegnelam jedynie po wielbione Ensemble, c'est tout - znam akcje z filmu, a sadzac po opiniach gladka forma nie bylaby zaskoczeniem).

czwartek, 12 listopada 2009
Polak i Francuzka?! ;), czyli kryzysy miedzynarodowe

Ostatnio na naszym stole dziwnie czesto pojawiaja sie ziemniaki. I to nie w znienawidzonej przeze mnie (a ukochanej przez P.) formie frytek.

2.5 kilogramowy worek rozparcerowalismy w 4 dni.

- Jak na kogos, kto nie przepada za patates dosc czesto je ostatnio serwujesz - podpuszczam P.

- Specjalnie dla ciebie Panno Ziemniak - odpowiada rozanielonym glosem - W koncu patates to wasza potrawa narodowa. Juz w okresie niemowlecym wciskaja wam je zapewne do raczek i buziek.

- A wam Francuzom to wciskaja pewnie od dziecinstwa do buziek ser - probuje sie odgryzc - a potem wam jedzie...

Przystawia nos do moich ust i marszczy nos jak mysz z kreskowki.

- Ooo... trzeba przyznac, ze bardzo szybko stalas sie Francuzka. I to jaka - pastwi sie - jestes bardziej francuska niz wiekszosc Francuzek, ktore znam.

:P

Czasem lubie zjesc kawalek Camemberta na sniadanie ;)

***

Dobra, jest mi wstyd. Ale, ale... na swoje usprawiedliwienie mam to, ze zdarza sie to rzadko (na palcach jednej konskiej peciny mozna policzyc), no i ze TYLKO w zartach. No wiem, nie jest to przejaw dojrzalosci. I ze szantaz niszczy zwiazek. I ze... Dobra wyduszam to z siebie. Przygotowani?

Groze P., ze w skrajnym przekroczeniu zasad dobrego smaku  w zwiazku ;) je le quitte et je reviens en Pologne/ rzucam go i wracam do Polski ;) (jako przyklad 'skrajnego przekroczenia zasad dobrego smaku' podalam mu... uwaga! trzymacie sie krzesel?!... przemoc fizyczna (warto tu nadmienic - wszyscy, ktorzy znaja P. zapewne potwierdza - ze jest on przedstawicielem zwierzat duzych i lagodnych - w tej samej grupie, co slon i diplodok - choc niekoniecznie roslinozernych:)).

Obieram ziemniaki ;) (patrz wpis wyzej ;)). On stoi i miesza cos zawziecie na patelni = gotuje.

Probuje na nim wymusic jakies dzialanie.

- Jesli tego nie zrobisz to ukluje cie nozem w tylek - pokazuje mu skromne narzedzie zbrodni.

- Chiche! Je te quitte et je reviens en Pologne!/ Zrob to! Rzucam cie i wracam do Polski!

:I

poniedziałek, 09 listopada 2009
Ni d Eve ni d Adam (Ani z widzenia ani ze slyszenia)/ Amelie Nothomb

Podczas ostatniego drobnego przegladu blogow ksiazkowych bliskich i dalekich odkrylam, ze czyta sie obecnie Jodie Picoult i Amelie Nothomb.

Pierwsza to Amerykanka, ktora zajmuje sie trudnymi problemami trapiacymi Wuja Sama (morderstwa w szkolach) i nie tylko (dylematy etyczne zwiazane z rozwojem genetyki).

A druga to szalona Belgijka, zafascynowana brzydota, ktora dziecinstwo i mlodosc spedzila wraz z tata - dyplomata i reszta rodziny w kilku krajach azjatyckich (urodzila sie w japonskim Kobe), publikujaca ksiazki z nieprzyzwoita rokroczna regularnoscia.

Zgadnijcie ktora wybralam na 'pierwszy ogien'?

Oczywiscie te, ktora pisze po francusku (jakos nie moge sie psychicznie przemoc do kupienia ksiazki niefrankofona po francusku).

(na dodatek Amelie Nothomb obila sie o uszy - a raczej oczy ;) - nawet P., a o jego oczy obijaja sie i...zostaja jedynie tworcy hobbitow, ogrow i innych krasnolodow (a moze wlasnie dlatego...;))

 

Swoje postanowienie zapoznania sie z proza ekscentrycznej Amelii z Brukseli wcielilam natychmiast. Pierwsza ksiazka, ktora nawinela mi sie pod reke w kiosku w metrze byla jej przedostatnia powiesc - Ni d'Eve ni d'Adam (po polsku: Ani z widzenia ani ze slyszenia) (najswiezsza, ktora doczekala sie juz kieszonkowego wydania, zeszloroczna Le fait du prince lezy jeszcze na polkach w swojej niekieszonkowej elegantszej wersji ;))

Ni d'Eve ni d'Adam uznana zostala przez Le monde za najbardziej osobista z powiesci pisarki. Opowiada o okresie poprzedzajacym i rownoleglym do akcji ksiazki Stupeur et tremblements (Z pokorą i uniżeniem) - najwiekszego hitu Nothomb (ktory juz 'przebiera nozkami' na mojej polce ;)). Amelie ma tutaj 21 lat, wlasnie przybywa do swojej drugiej ojczyzny - Japonii, zeby podszkolic jezyk, rozpoczac prace i... nawiazac niekrotki romans z Tokijczykiem.

Umieszczenie akcji w Japonii to niewykle sprytny zabieg. Kraj ten jest tak inny, przez co tak interesujacy, ze... to musi 'sie sprzedac'.

Nie zadawac pytan swojemu Sensei. A jesli sie nie rozumie? Trzeba rozumiec.

Nosic ponczochy nawet w bezdusznie duszne dni. A jesli sie nie...? Jak wyzej ;)

Ale oprocz swietnie wybranego tematu mamy do czynienia z sympatycznym auto- i ironicznym stylem Nothomb (Il cusinait mal, mais mieux que moi, ce qui le cas de l'humanite entiere/ Gotowal zle, ale lepiej ode mnie, co jest cecha calej ludzkosci) (zapewniam ze nie calej ;)). Czyta sie to z usmiechem na twarzy.

Szczegolnie szeroko usmiechalam sie przy stwierdzeniu:

Il faut reconnaitre que le francais est vicieux. Je n'aurais pas voulu etre a la place de mon eleve. Apprendre a parler ma langue devait etre aussi difficile que d'apprendre a ecrire la sienne/ Trzeba wiedziec, ze francuski jest narowisty. Nie chcialabym byc na miejscu mojego ucznia. Nauczyc sie mowic w moim jezyku musialo by rownie trudne co pisac w jego (japonskim).

Dobrze gad... pisze :)

niedziela, 08 listopada 2009
Troche cukru i kakao, czyli wspomnienia z Salon du Chocolat oraz... pomysl na jesienno-zimowy wieczor

Zlota pol... paryska ;) jesien...

... ustepuje powoli miejsca bezsniezno ponurej zimie.

Za oknem chlodno, ciemno i... nic sie nie chce. Co najwyzej spac i... jesc czekolade ;)

Tegoroczny...

... uznalismy z P. za niezbyt udany - za malo CZEKOLADY za duzo komercji - ale... zdjecia oglada sie z duza przyjemnoscia.

Okazuje sie, ze taka oto prosta mieszanka kakao i cukru, czasem mleka lub wanilii:

- jednoczy zwasnionych konkurentow do tytulu Maskotka Wielkanocy

- robi kariere na karnawale w Wenecji...

- ...w dunskim Legolandzie...

 

- ...w Holly- i Bollywood... oraz lodzkiej filmowce ;)...

- ...w przybytkach sztuki wyzszej...

- ... ale i na balu u Kopciuszka...

(jakas nietypowa tu wersja kopciuszkowej historii - zamiast gubic pantofle panna wyraznie traci wysokokaloryczna sukienke ;))

- ..na stole u Zabojadow (a jakze ;))...

 

- ...na afrykanskich parties.

Czekolada:

- umie uleczyc chore serce...

-...dodac rumiencow...

 ... i doprowadzic do zaniku ust? ;)

Bon bref... w takiej formie...

... moze stac sie wysmienitym towarzyszem na dlugie zimowe wieczory.

Mniam...

Przyjemnego liczenia kalorii zycze... ;)

19:53, karolinabart
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2