Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
środa, 27 stycznia 2010
Marina/ Carlos Ruiz Zafon

Kiedy zaczynalam czytac Marine:

+ w glowie kolatalo mi, ze to dzielo tworcy Cienia wiatru (ktora to powiesc mnie kiedys zachwycila)

- oraz Czasu aniola (ktora nie zachwycila mnie wcale)

+ ze to TA JEDYNA! ksiazka, ktora SAM autor ratowalby w przypadku pozaru (do czego bez zenady przyznaje sie nam na poczatku)

- a jedyna w tworczosci Zafona, ktora nie podobala sie mojej przyjaciolce.

plus/ minus/ plus/ minus... +/-/ +/-

Kiedy konczylam czytac Marine:

- postanowilam... lojalnie ostrzec Was przed strata czasu! ;)

Marina jest... fatalna.

Nie uwazam, zeby usprawiedliwieniem byl fakt ze to ksiazka napisana z mysla o mlodziezy (jak niektorzy probuja z przychylnosci dla pisarza tlumaczyc). Dla mlodziezy nie znaczy przeciez infantylnie, sztampowo, bez pomyslu...

Jedynym drobniutkim usprawiedliwieniem moze byc fakt, ze powstala na poczatku literackiej dzialalnosci - przed swietnym Cieniem wiatru (zanim zwykly pisarz stal sie Autorem Bestsellerow).

Po przeczytaniu Czasu aniola i Mariny zaczynam sobie zadawac pytanie, czy Cien... byl rzeczywiscie taki dokonaly? A moze mialam w trakcie jego lektury spadek czytelniczej formy i wystawilam mu zbyt wysoka note?

A moze po prostu Carlos Luis Zafon jest AUTOREM JEDNEJ POWIESCI?!

poniedziałek, 25 stycznia 2010
Gulasz z turula/ Krzysztof Varga

Wegry. Moj pierwszy wyjazd za granice.

Pamietam:

- ze Budapeszt przerzucajacy sie pieknymi mostami przez Dunaj wydal mi sie prawdziwa stolica przez duze S (przy ktorym Warszawa stanowila jedynie stoliczke),

- Wzgorze Gellerta,

- statki na Dunaju, na ktorych wieczorem grano Doors'ow (byl to okres w ktorym - od ciaglego odtwarzania - zrywalam tasmy z nagraniami Jima M. & Co.)

- moje pierwsze niezdarnie  klecone zdania po angielsku,

- to, jak bardzo mnie dziwilo, ze sa takie miejsca gdzie wszyscy bez wyjatku porozumiewaja sie innym jezykiem,

- i jaka swobode daje to, ze jest sie nierozumianym (obgadalismy wtedy z tata w centrum pol budy i cwerc Pesztu ;))

- senne nabrzeze Balatonu,

- i to, ze kibice rozbili nam szybe w samochodzie i wracalismy do kraju z prowizoryczna zaslona z koca.

Kiedy ktokolwiek pozniej pytal mnie, czy warto jechac do Budapesztu bez wahania odpowiadalam: WARTO.

Choc sama ciagnelo mnie juz w inne strony...

Teraz wrocilam w towarzystwie Krzysztofa Vargi, ktory opisuje smakowicie to, co ocieka tluszczem i zalatuje palinka ;)

Gulasz z turula moze stanowic wysmienity przewodnik po wegierkich knajpach i po...  wegierskich duszach, historii, tradycji... (tytuly rozdzialow - tak, jak i tytul calej ksiazki - sa zestawieniem potraw ze znanymi postaciami lub symbolami z dziejow Wegier).

Czytamy o tym:

- ze znalezienie prazrodel wegierskosci okazalo sie o wiele trudniejsze niz odkrycie zrodel Amazonki,

- a Wegrzy nie lubia siebie nawzajem, bo jeszcze nie oswoili sie z tym, ze skonczyl sie nomadyzm i zaczal czas, gdy musza zyc obok siebie, bez mozliwosci przemieszczania sie,

- ze to tutaj zbudowano pierwsze w Europie metro,

- i wynaleziono witamine C, zapalki oraz kostke Rubika ;)

I choc czasem w natloku nazw, dat i wydarzen mozna sie nieco zdyszec to fantastyczny styl Vargi rekompensuje wysilek.

Teraz mowie WARTO i sama chetnie bym wrocila.

Czas nalezy przezyc, a nie oszczedzic, bo w pewnym momencie okaze sie, ze wszystkie te czasowe oszczednosci i tak zjadla egzystencjalna inflacja.

I za to wlasnie uwielbiam Krzysztofa V. ;)

piątek, 22 stycznia 2010
Pokonkursowo, czyli pisac kazdy moze...

Konkurs, konkurs, konkurs ten zimowy na dwa... I juz po... Przynajmniej dla Pod dachami... ;)

Dostalo mu sie... 2 zlote kulki... w leb, czyli miedzy 6 a 50 glosow. Ja tam wierze, ze bylo ich 49, a nawet... 50 ;)

W koncu wiara we wlasne sily moze przenosci gory (choc)...nie zawsze w odpowiednie miejsce (L.Jasinska) ;)

Po raz kolejny okazalo sie, ze zeby zdobyc sukces nie trzeba wstawac wczesnie, ale... w dobrym humorze (M.Archard) (o to u mnie zawsze trudno!, a w ten zimowy czas, kiedy pod paryskimi dachami, czyli na dalekim zachodzie, o osmej rano jeszcze ciemna noc - szczegolnie!!! Biedny P. ;)).

Nie zapominam jednak, ze od odwaznych swiat zalezy (A.Dobrowolski), a porazka jest jedynie szansa na to, zeby zaczac jeszcze raz - inteligetniej (J.Paul).

A przede wszystkim nie zapominam, ze to dzieki Wam Pod dachami... znalazlo sie w pierwszej... trzeciej czesci? (jak sie nazywa fragment wiekszy od polowki a mniejszy od cwiartki? i niedopicie nie jest prawidlowa odpowiedzia ;))

DZIEKUJE WAM MOI DRODZY BARDZO SERDECZNIE :)

(dostalam wiele doniesien o atakach na niewinne komorki ojcow, mezow i kochankow ;))

Sprawiliscie duza radosc mnie oraz dorzuciliscie swoje trzy grosze... a wlasciwie zlotowke z vatem do turnusow rehabilitacyjnych dla niepelnosprawnych.

W koncu jestesmy tu na ziemi po to, by czynic dobro dla innych. Po co sa tu inni, nie wiem (W.H. Auden).

A podsumowaniem konkursowych zmagan oraz tego nafaszerowanego aforyzmami, jak kargulowa ziemia minami, posta niech stanie sie cytat z Pewnego Francuza:

Kiedy czlowiekowi brak szczegolnych talentow, zabiera sie za pisanie (H.Balzac)

(aforyzmy pochodza ze strony http://www.zamyslenie.pl/ , z ktora nic mnie nie laczy, a ich autorstwo nie zostalo sprawdzone)

wtorek, 12 stycznia 2010
Glosowanie czas zaczac...

Drogowcy, Towarzyszki Emigracyjnej Doli, Krewni i Znajomi Krolika! I nie tylko!

Wszyscy, ktorzy czytacie tego bloga z przymusu (wiem, wiem, bywam marudna i natretna ;)) oraz dla przyjemnosci (bardzo mi milo :)).

Od dzis mozecie glosowac na niego w konkursie na Blog Roku.

Glosowanie trwa od 12.01.2010 od godz. 15.00 do 21.01.2010 (przyszly czwartek) do godz. 12.00

Pod dachami Paryza startuje z numerem D00008 (slownie: D jak dach, zero, zero, zero, zero, osiem).

Ten wlasnie kod trzeba wyslac sms-em na numer 7144.

W treści SMS konieczne jest podanie unikalnego numeru bloga, na który chcemy oddać swój głos. (Uwaga! W treści SMSa należy umieścić jedynie numer bloga, nie należy umieszczać w niej żadnych dodatkowych znaków ani spacji.) Koszt SMSa to 1,22 zł brutto (1 zł + 22% VAT).

(dodatkowe info: http://www.blogroku.pl/zasady.html )

Koszty naszych (co Wam tu bede... - wysle sms-a z kazdego telefonu, ktory w wyniku niedopatrzenia wlasciciela wpadnie w moje rece ;)) sms-ow zasila cel szczytny. Jesli, wiec nie wypstykaliscie sie ostatecznie podczas Wielkiej Orkiestry albo - co gorsza! - nie udalo Wam sie dorzucic dla niej swoich 3 groszy, mozecie teraz zaglosowac na... Pod dachami Paryza :)

Wazne (choc przykre ;))

... z jednego numeru telefonu można oddać jeden głos na dany blog. Ponowne zagłosowanie na ten sam blog nie jest możliwe. Można jednak głosować – z wykorzystaniem tego samego numeru telefonu – na inne blogi biorące udział w Konkursie.

Jesli charytatywna strona przedsiewziecia Was nie przekonuje to...

(uwaga!  wyborcza!!! ;))

... dla wybranych losowo ;) osob, ktore oddadza na ten blog swoj glos przewidziana jest wspaniala wycieczka pod tytulem 'Paryz nieznany, czyli jak skutecznie znienawidzic Miasto Swiatel w jeden dzien' ;).

W programie:

- przejazd RER A w porannych godzinach szczytu (1 mln 200 tys ludzi, pocacych sie codziennie na jego trasie, nie moze sie mylic ;)),

- rundka wokol Place d'Etoile (to, to cudo wokol Luku Tryumfalnego) srebrna strzala, oczywiscie z Wami w roli glownej, czyli za kierownica,

- poludniowy lunch wsrod PRAWDZIWYCH Paryzan (nam usmiechac sie zakazano!) na La Defense,

- wspinaczka po schodach na Wieze Eiffel'a,

- zakupy na Polach Elizejskich z moja karta platnica (buuuuuuuuuuuuchaachaaa :D),

- letnie popoludnie w korku na Peripherique/ obwodnica (koniecznie przy 30 stopniach, bez klimatyzacji),

- wieczorny spacer po Evry (przedmiescia Paryza).

Panie – docenicie dzieki takiej wycieczce urok swojego lokalnego centrum handlowego.

Panowie - juz nigdy Wasze Damy nie beda Was meczyly o walentynkowy wyjazd do Najpiekniejszego Miasta na Swiecie.

A wszystko to za jednego sms-a.

I przypominam - cel jest szczytny.

poniedziałek, 11 stycznia 2010
Styczen maslem plynacy

Poczatek roku to czas, kiedy na kazdym kroku we Francji pachnie rozgrzanym maslem. Od samej tej woni przybywa w pasie kilka centymetrow. To czas Galette des Rois, czyli francuskiego ciasta przekladanego masa migdalowa (tzw. frangipane). Serwuje sie je 6 stycznia - w Swieto Trzech Kroli. I nie tylko :)

To styczniowe szalenstwo rekompensuje mi odrobine tutejszy brak Tlustego Czwartku i paczkow.

Konsumpcja Galette des Rois spelnia wszystkie podstawowe warunki przyjemnosci:

a/ daje wyzej wymieniona,

b/ okupiona jest powaznymi negatywnymi konsekwencjami takimi, jak: przysadzisty tylek i... ubytki w uzebieniu ;)

Jedzac galette natknac sie  bowiem mozna na mala szklana figurke (maciupenki domek, drobniutki osiolek, lilipucia Matka Boska albo mala zolta korona), czyli tzw. feve (w przeszlosci byl to zdaje sie bob - dlatego tez szkalny gadzet nazywa sie obecnie bobem).

Ten, ktoremu przypadnie kawalek z feve (jak nietrudno sie domyslic 'fasolka' wystepuje w ilosciach sladowych, czyli jedna na cale ciasto) zostaje krolem lub krolowa i ma watpliwa przyjemnosc ;) noszenia - dodawanej do kazdego galette - kartonowej korony.

Krol/ krolowa wybiera swoja druga polowe. I... zyja dlugo i szczesliwie ;)

A dzieci ich ociekaja tluszczykiem, jak cala ta historyjka.

P.S. Dwa dni temu dowiedzialam sie, ze przydzielaniem poszczegolnych kawalkow zajmuje sie najmlodszy w towarzystwie, ktory czyni to... wykrzykujac spod stolu komu nalezy podac kolejna porcje - hmm... do teraz zastanawiam sie na ile wkrecono biednego Georga na tej imprezie ;)

czwartek, 07 stycznia 2010
Niedzielno-spacerowe impresje

Paryz. Pomnik zakochanych. Ich usta dzieli zaledwie kilka centymetrow od pocalunku. I tak juz od kilku wiekow!

Obok pomnika przechodzi dobra wrozka i mysli: dlaczego nie dac im tej chwili przyjemnej namietnosci (namietnej przyjemnosci :))? Dotyka kamienia swoja czarodziejska rozdzka i obdarza kochankow kilkoma godzinami zycia.

Ona: ;>

On: ;>

Ona: Myslisz o tym samym co ja?

On: (kiwa glowa)

Ona: Dobra. To najpierw ty lapiesz golebie et moi - je fais caca dessus/ a ja na nie narobie. A potem sie zmienimy.

***

Mnie ten obrazek zachwycil. Sacre Coeur w wersji 'biala plastikowa Matka Boska Fatimska, ktora swieci w ciemnosciach'.

***

Nas dwoje, nas-troje

poniedziałek, 04 stycznia 2010
Ciastek kontratakuje

Slowo sie rzeklo...

Oto wynik naszego wczorajszego fotograficznego najazdu na swiateczne witryny w pewnej europejskiej stolicy ;) (w przypadku watpliwosci, co do jej nazwy odsylam do tytulu bloga :)).

Tegoroczne bozonarodzeniowe wystawy zdominowaaaaaaaaaaal...

TU-DU-DU-DUM!!!

CIASTEEEEEK!!!

Przyczyn nie nalezy doszukiwac sie w gwiazdkowej piernikowej tradycji. Podejrzewalabym raczej Ciastka o ZEMSTE na... Swietym Mikolaju (bowiem, jak mozna wyczytac w Wikipedii ten ostatni... ZZARL TEMU PIERWSZEMU NARZECZONA!!! http://pl.wikipedia.org/wiki/Ciastek ;)

Oto wiec Ciastek - Noel 2009 - w kilku odslonach:

 

jako Bawidamek (szybko sie pocieszyl... ;)),

 

Szef Kuchni,

Pogromca Bialych Niedzwiedzi,

Wirtuoz Batuty (stary piernik z laska/ -kami? ;)),

Heavy-metalowiec,

Turysta w Egipcie ;),

spedzajacy Lato z...

... z langustami ;) Lato...

... swedzace bez przerwy ;) (choc tym razem nie Ciastka ;))

Dziennikarska rzetelnosc nakazuje mi doniesc, ze byly tam rowniez...

... pijane zajace (wersja francuska - nie w kapuscie, a na piramidzie z szampana ;))

No i misie, ktore...

nie mogly na to wszystko patrzec.

A Wy? Jesli nie macie jeszcze dosyc to zapraszam tutaj: http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/WitrynyGwiazdka2009#

sobota, 02 stycznia 2010
Bieguni/ Olga Tokarczuk

Jaki Nowy Rok, taki caly rok. Calkiem niezle mi to wrozy poniewaz ten pierwszy spedzilam w podrozy ;) Wyimaginowanej. Prowadzona przez Biegunow Olgi Tokarczuk. Poganiana ich maksyma: Ruszaj sie, ruszaj. Blogoslawiony, ktory idzie. I checia poznania dalszej tresci...

Przy okazji lektury nagrodzonej ksiazki przyszlo mi do glowy, ze moze zamiast eksperymentowac powinno sie po prostu czytac to, co sprawdzone... chwytasz za liste Nike i czytasz od gory do dolu... satysfakcja gwarantowana :)

Tak, jak w tym przypadku.

A z drugiej strony jesli jest literatura (i to dobra), I jesli jest o podrozach (i to m.in. do XVII-wiecznej Holandii) to i bez Nike satysfakcja gwarantowana. Przynajmniej dla mnie ;)

Czytajac Biegunow czulam sie, jak w podrozy dookola swiata z kilkoma przypadkowymi spakowanymi ksiazkami w walizce (najbardziej przypadkowe bylo ‘Wprowadzenie do psychologii podrozy’ ;)), poczytywanymi to tu, to tam.

Chorwacja, kraje Maghrebu, Moskwa (moje ulubione opowiadanie o uciekajacej Annuszce) – podrozujemy w przestrzeni.

XVII Niderlandy, XIX Wieden – podrozujemy w czasie.

Bole fantomowe, ludzkie zarodki zrosniete glowami w sloju z formalina – podrozujemy w glab czlowieka.

Poteznym atutem wiekszosci opowadan skladajacych sie na te powiesc o ruchu (Bezruch jest zly) sa puenty.

Jak ta we fragmencie o Ruth. Kobiecie, po ktorej smierci, maz zwiedza wszystkie miejsca na swiecie nazwane jej imieniem. Strumienie, wzgorza, jeziora, osady... Odbywa te podroz pamieci za pieniadze... z jej ubezpieczenia.

Bieguni miejscami ciut gorsi, miejscami duuuzo lepsi. Niewatpliwie ZMUSZAJACY do... ( i tu oblewa mnie rumieniec wstydu ;)) siegniecia po inne ksiazki Tokarczuk.