Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
wtorek, 30 lipca 2013
Moje nowe miejsce ekspresji tworczej
środa, 06 kwietnia 2011
Gotowac kazdy moze...

Zaroilo sie w rodzimej telewizji od programow spod znaku mikrofonu i baletek.

Kto nie spiewa, ten tancuje! (a wszystko to pod wszechobecnym czujnym okiem Kuby W.)

Jak czlowiek na to spojrzy to dziwi go, ze to Wyspy Brytyjskie, a nie Polska staly sie kolebka muzyki rozrywkowej. Dziwi go, ze slynna czworka nie pochodzila z Lublina, nie nazywala sie Zuki, nie miala w swoim skladzie Janka, Pawla, Jurka i Ryska (sic!?), i nie wdarla sie na swiatowe listy przebojow z hitem Chce trzymac cie za reke!

No dobra, czlowiek sie az tak nie dziwi, wie przeciez - z rysunkow Mleczki - ze Bog zrobil naszemu krajowi glupi kawal i umiescil go miedzy Niemcami i Rosja. A z takimi sasiadami to jedyna czworka, na ktora w swoim czasie moglismy sobie pozwolic to ta z Rudego 102 (za to z psem w bonusie).

Mnogosc polskich programow z cyklu Spiewac kazdy moze... odnotowal nawet P.

- U was we wszystkich programach konkursowych spiewaja. A u nas... gotuja.

No wlasnie! Podczas gdy my stawiamy w wokalne szranki coraz to mlodszych 'piosenkarzy' (Prosze Panstwa! Oto przed Panstwem najmlodsza uczestniczka konkursu Y skladnik Janka Joplinska. Janka ma 5 miesiecy. A wykona dla Panstwa utwor Cry Baby!) Francuzi uprawiaja swoj sport narodowy, czyli gotowanie (Na czas. I nie tylko).

Gotuja:

- na ziemi obcej (Fourchette et sac a dos),

- i wlasnej (Les Escapades de Petitrenaud),

- amatorsko (Un diner presque parfait),

- i profesjonalnie (Top Chef... ahm... od poczatku mowilam, ze wygra Stephanie... ups...

... no tak! sie wydalo! ze czlowiek to oglada! i czlowiek robi to namietnie! i nawet czerpie wzorce! i czlowiek sie gotowac uczy!!! i ze juz nie przypala wody! w mailach z przyjaciolkami zamiast obgadac Hele, ze przytyla, a Maryske, ze sie puscila przepisami sie wymienia! a bigos to juz PRAWIE (!) jak babciny robi! (no tu sie czlowiek zagalopowal troche)

Nie zapomina przy tym o swoich korzeniach, i ze z narodu muzycznie uzdolnionego pochodzi, wiec sobie przy tym pichceniu za Stuhrem seniorem pociagnie:

http://www.youtube.com/watch?v=ENvAmLuj5ko

A wcale mu talentem nie ustepuje! Bo: gotowac kazdy moze...

23:04, karolinabart
Link Komentarze (4) »
czwartek, 17 lutego 2011
Pozegnanie z Afry... telefonem? ;)

Ja : Wiesz - dziwne, ale nie moglam dzis rano znalezc mojego telefonu komorkowego (to rzeczywiscie dziwne, bo raczej nie zdarza mi sie gubic rzeczy).

P : Zauwazyl wreszcie, ze jest stary i brzydki i rzucil sie do kosza? ;) 

Ja : Bzdura. Nie jest brzydki* ! W Afryce po reperacji moglby posluzyc jeszcze przez kolejne 25 lat!**

P: Pewnie wiec zwial do Afryki.... :)

 

* (przy calej swojej wrodzonej bezczelnosci nie moglam zaprzeczyc, ze jest stary - CO GORSZA NOTORYCZNIE POPSUTY! wrrr!!!;)) 

** (nawiazanie do Afryki jest efeketm ogladanego niedawno na arte reportazu o europejskim nadmiernym konsumpcjonizmie i produkcji smieci)

piątek, 28 maja 2010
Zgubiona,... a to wszystko przez Krzysztofa V.!

Francuzi kochaja seriale. Amerykanskie! ;) W sposob nieprzyzwoicie namietny je:

- ogladaja (P. na przyklad swego czasu na malym przenosnym odtwarzaczu w metrze),

- sprzedaja (cale przestrzenie we fnacu i Virginie zawalone sa boxami z kolejnymi sezonami)

i wreszcie

- dyskutuja!!! (w czasie kazdego wiekszego spotkania towarzyskiego obowiazkowo pojawia sie temat Dextera lub innego Doctora House’a, i ze ktos lubi i dlaczego, a ze inny nie i dlatego...)

Wszystko to splywalo po mnie, jak po kaczce (i nie ma to nic wspolnego z moja narodowoscia ;))

Jesli ktos spedzil wakacje na Lazurowym Wybrzezu w doskonale zmaskulinizowanym towarzystwie FRANCUSKOJEZYCZNYCH! geek’ow (http://pl.wikipedia.org/wiki/Geek) zadne szerokie rozwodzenie sie nad nieznanymi mu amerykanskimi tasiemcami mu niegrozne.

Wszystko to splywalo po mnie...

Do czasu... nieopatrznej lektury felietonu jednego z moich ulubionych wspolczesnych pisarzy. Tak! To wszystko przez Krzysztofa Varge!!! I jego tekst Jak zwariowalem przez 'Lost' http://wyborcza.pl/1,99494,7642245,Jak_zwariowalem_przez__Lost_.html

Bo skoro Krzysztof i to nie byle jaki, ale wlasnie ten V., co to Nagrobek z lastryko popelnil. I skoro jego tak ‘wzielo’.

No to i ja zobacze. Jeden odcinek. Coby opinie sobie wyrobic. P. zreszta i tak mnie uprzedzal, ze podobac mi sie nie bedzie...

I co?

I siedze z czerwonymi lzawiacymi galami co wieczor. Trzaskam minimum 2 odcinki dziennie. Po robocie. A w niedziele to sobie 12 zaaplikowalam. Az w nocy mi sie snily bunkry, Dharma i doleczki w usmiechu Sawyer’a.

A tych sezonow to szesc jest! A ja dopiero w polowie drugiego!!!

Juz oklady z herbaty wyprobowalam, i zelowe chlodzace okulary...

Ale odpuscic nie moge!

I to nie dla dyskusji nawet, bo Lost przestarzaly juz... W Stanach wlasnie odtworzono ostatni odcinek. Zainteresowanie rekordowe, ale i rozczarowanie - podobno - tez. Niektorzy to nawet mowili, ze szkoda im czasu straconego na ogladnie szesciu sezonow!

A ja ogladam! I odpuscic nie moge!!!

A kiedys splywalo to po mnie...

Moje oczy... !

Jak zgnija to postaram sie o sadowny nakaz do kontynuacji tego bloga przez Krzysztofa V.!

I to bez zmiany nazwy na Pod dachami Budapesztu!!! ;)

16:41, karolinabart
Link Komentarze (11) »
środa, 26 maja 2010
Polowatosc Pol... Elizejskich, czyli Nature Capitale

Pamietacie, jak uraczylam Was ta oto oryginalna fotografia Luku Triumfalnego made by P.

wzbogacona o zlosliwe pytanie: teraz juz wiecie dlaczego POLA Elizejskie?

Otoz okazalo sie, ze POLOWATOSC POL 'uswiadomili' sobie takze animatorzy, tworcy i wladze miasta (nie podejrzewam, zeby skromnie przykucniety pod dachami Paryza, skryty za bariera egzotycznego wschodniego jezyka mial tu swoj udzial ;)).

W ostatni weekend bezpardonowo zamknely 'napiekniejsza ulice swiata' po to, zeby oddac ja w niepodzielne wladanie owiec, krow, fasolki szparagowej oraz drzewek wisniowych.

Sygnalizacja swietlna w (nie)szczerym ;) polu?

Dlaczego nie? ;)

Impreza pod tytulem Nature Capitale pozwolila nam miedzy innymi na nowo odkryc stary dobry Luk T.

Przed Panstwem wystawa:

NIEZNANE OBLICZA LUKU TRIUMFALNEGO ;)

(autor zdjec: ulubiony fotograf goszczacego Was blogu ;))

Oto wiec jeden z ulubionych gadzetow Napoleona:

wersja chinska

wersja polska (moze nadinterpretacja, ale zaplakalo mi tu wierzba niczym z Zelazowej Woli ;))

 

wersja prowansalska (gdyby nie dotarl do Was zapach- zapewniam, ze to lawenda ;))

wersja srodziemnomorska

 

wersja... no wlasnie - jaka? czy to fasola? a jesli tak to czy Jas? wersja angielska???! ;)

***

Wsrod dyn, kukurydzy i drzewek debowych natknelismy sie takze na dziwna betonowa konstrukcje. Poczatkowo sadzilam, ze to niezagospodarowany sektor, do ktorego nie dotarly kury lub inne kroliki, ale...

- Tutaj sa muszle! - pokazalam P. - To pewnie ma prezentowac hodowle ostryg!

- MUSZLE, ze tak - powiedzial z usmiechem P.

I powtorzyl to jeszcze potem kolejne 19 razy - dumny, ze swojego PIERWSZEJ W ZYCIU JEUX DE MOTS/ GRY SLOW W JEZYKU POLSKIM ;)

Gratulujemy :)

23:19, karolinabart
Link Komentarze (6) »
Pod dachem... domku na prerii

Wczorajszy wieczor spedzilismy w przesympatycznym towarzystwie butelki bialego Bordeaux (wiedzieliscie, ze istnieje BIALE Bordeaux?! bo ja nie - az do wczoraj ;)).

Efekt: tuz po godzinie 22 poczulam ZMECZENIE O DOSC SILNYM STOPNIU RAZENIA ;) i oddalam sie w objecia Morfeusza.

Dzis rano przygotowuje sie do pracy. Zielona spodnica z falbanami, biala bluzka...

Wchodzi zaspany P.

Przyglada mi sie uwaznie...

- Aaa... juz teraz rozumiem!

- ?

- To, zeby sie zrehabilitowac po wczorajszym wieczorze przebralas sie za Laure Ingalls.

(dla tych, co nie maja pamieci do nazwisk: Laura Ingalls to ta mala piegowata z warkoczami z Domku na prerii ;))

środa, 05 maja 2010
Tluste brawa

- A co to jest? - pytam w przyplywie zlosliwego humoru wskazujac na niemodelowy brzuch P.

- To samo co tu - odwdziecza sie pieknym za nadobne szczypiac mnie w niemodelowe udo.

- Czyli co? - nie daje za wygrana mruzac oczy a la Ling.

- Tluszcz - odpowiada nieomal idealna polszczyzna - TLUSZSZSZCZCZCZ, TLUSZSZSZCZCZCZ...

Rozkoszuje sie trudnym slowem.

- Pieknie! Bardzo ladnie! Brawo!!! - zachwycam sie.

- Tiens! Nigdy bym nie pomyslal, ze mowiac dziewczynie o jej tluszczu wywolam u niej taka radosna reakcje. 

:I

czwartek, 29 kwietnia 2010
Tysiac wspanialych slonc/ Khaled Hosseini

Bedac kiedys we fnacu (czyli takim francuskim odpowiedniku empiku, ktorzy bibliofile-antykonformisci z zasady bojkotuja, a ja tam chodze ;)) zobaczylam dosc mocno wyeksponowany regal z powiesciami spod znaku 'kwefu', czyt. wyznania kobiet, ktore kiedys nosily burke - z woli wlasnej, czesciej nie - a ktore zdecydowaly sie ja odrzucic i opisac swoja pozycje i losy w kulturze muzulmanskiej...

Bardzo popularny ten gatunek nie lezal w kregu moich zainteresowan (przeczytalo mi sie jedna powiesc tego typu i uznalam temat za wyczerpany).

Nie siegnelabym zapewne i po ksiazke Tysiac wspanialych slonc Khaleda Hosseiniego, gdyby nie pozyczka plus namowa mojej przyjaciolki.

Tysiac... to historia dwoch afganskich kobiet, ktore dzieli roznica okolo 15 lat (w tamtejszej kulturze - choc nie tylko - to roznica wiekowa dzielaca czesto matke i corke). Dwoch kobiet, ktore polaczyl... wspolny maz. Dwoch kobiet, ktore od zazdrosci i niecheci przechodza stopniowo do sympatii i silnej wiezi emocjonalnej.

Powiesc Hosseiniego zbudowana jest z trzech czesci: w pierwszej poznajemy losy starszej - wychowanej w nedzy i braku milosci harami (=bekart z nieprawego loza, ktory w kulturze orientu nadal uwazany jest za 'gorsze' dziecko) Mariam, w drugiej dziecinstwo i mlodosc Layli - ksztalconej 'coreczki swojego ojca', trzecia jest opowiescia o wspolnym zyciu obu kobiet jako zon porywczego, nieznoszacego sprzeciwu Raszida.

Ksiazka nie jest oryginalna, choc czyta sie ja szybko i chetnie. To, co ja najbardziej lubie, w tego typu literaturze - a co odroznia, ja od polskich czytadel dla kobiet - to tlo, w ktorym toczy sie akcja. Wydarzenia, o ktorych uczylam sie na wykladach oraz slyszalam w mediach staja sie nagle rzeczywistoscia, ktora determinuje los pewnych osob. Cos co bylo dotychczas jedynie suchym news'em z pierwszej strony nabiera bardziej ludzkiego kolorytu, zostaje wyjasnione przez przedstawiciela danej kultury, religii, ideologii...

Tysiac wspanialych slonc to nie lektura obowiazkowa, raczej uzupelniajaca... szczegolnie wiedze o Afganistanie.

niedziela, 18 kwietnia 2010
France Miniature

Jestem turysta lapczywym.

Takim, co to, kiedy pierwszy raz przyjechal do Paryza (blisko na dwa tygodnie) zaliczyl od razu pierwszego dnia: Hotel des Invalides, Wieze Eiffel'a (w ambitnej wersji, czyt. ze wspinaczka po schodach), Pola Marsowe, Luk Tryumfalny, Pola Elizejskie, Place de la Concorde, Ogrody Tuileries i Luwr (uff... szczesliwie bez srodka ;)). Wszystko oczywiscie bez uzycia metra...

Na drugi dzien nawet zapach croissant'ow nie mogl mnie zwlec z lozka (moze dlatego, ze nie jestem ich fanka ;))...

Trudno, wiec sie dziwic, ze przebudzona z zimowego letargu postanowilam ZWIEDZAC FRANCJE! CALA! WSZYSTKO!!!

Jak pomyslalam tak i zrobilam ;)

Niemozliwe? Mala srebrna zaba, kierunek na poludniowy-zachod od Paryza i... juz mamy Francje jak na dloni :)! CALA! WSZYSTKO!!! (pst - no prawie ;)).

To, co juz znamy...

- O Kochanie zobacz! La Rochelle i tam w glebi popatrz... Fort Boyard!!!

- Widziales? Chenonceau. Zamek Dam. Nawet ogrody przy nim takie ladne zrobili.

- O popatrz! Popatrz tutaj! Weeeeeeersal!

- Oooo! Zrobisz mi zdjecie przy luku?

I to, co dopiero poznamy...

- No wiesz! To wstyd, ze nie widzielismy jeszcze paryskiego Wielkiego Meczetu!

- Kochanie, nastepnym razem, jak bedziemy w Tuluzie musimy koniecznie zobaczyc Carcassonne!

- Ooo! Zobacz... To jest Lourdes. Tez kiedys pojedziemy, nie?

- No widzisz Ty juz widziales teatr w Orange. A ja nie!!! :(

- Ten zameczek nazywa sie Chateau d'Olhain i jest calkie blisko. Na polnocy. W Pas-de-Calais. Mozemy tam podskoczyc w jakis weekend.

Jestem turysta lap... marudnym i przesadnie egzaltowanym;)

Jesli masz kogos takiego w swoim otoczeniu to zamiast zjezdzic pol kraju zabierz go do France Miniature (zdanie niesponsorowane ;)).

A jesli Twoj Ktos jest jeszcze gorszy to... pokaz mu po prostu fotki ;)

Zapraszam: http://picasaweb.google.fr/bartkowiakkarolina/FranceMiniature#

piątek, 16 kwietnia 2010
Call-girl/ Angell Jeannette

Ciezko jest wrocic do skrobaniny po tak dlugasniej przerwie. Nie mniej ciezko niz zaczac znowu chodzic na basen (nie udalo sie ;)), przerzucic na Cole light (nie udalo sie ;)), czy powrocic do nauki hiszpanskiego (nie uda... cholera! ;)). Rzuce okiem do metryki, czy nie dano mi na drugie 'lenistwo' albo 'brak motywacji'...

Zaczne delikatnie. Zeby sie zakwasow nie nabawic, czyli od... krotkiej opinii o tym, co ostatnio przeczytalam.

Nie bylo tego duzo. A poza tym nikt tych moich pseudo-recenzji nie czyta... Niebezpieczenstwo wiec nikle, a ja przynajmniej uspokoje te skolatana sfere mojego sumienia, ktora odpowiada za pisanie bloga ;)

Call-girl/ Angell Jeannette - spychalam te ksiazke w glab regalu tak dlugo, az nie pozostalo juz nic innego do czytania w jezyku przodkow. Dlaczego? Bo choc romantycznam jak halda na Slasku to jednak temat pan paradujacych (i nie tylko) przed mezczyznami jedynie w czarnych ponczochach ze szwem (no! czasem z towarzyszeniem szpilek) jakos nie jest dla mnie szczegolnie interesujacy.

Tymczasem okazalo sie, ze ta powiesc to nie skargi wykorzystywanego przez podly meski swiatek biednego seksownego kaczatka, ale PRAWIE popularnonaukowa analiza zjawiska pt 'panie na telefon'.

Autorka jest wykladowca uczelnianym (sic! :)), ktory najstarszy zawod swiata uprawia wieczorami, w dzien prowadzac wyklady... o smierci i umieraniu. Do pracy 'na drugi etat' zmusza ja kiepska sytuacja finansowa (u Wielkiego Brata tak samo kiepsko w edukacji, jak u nas ;)), spotegowana naglym wyczyszczeniem konta bankowego przez ewakuujacego sie z jej zycia ex.

Mamy tutaj typy klientow, mamy jasny wywod na temat motywacji do przyjecia pracy 'call-girl', mamy przemyslenia dziewczyn, troche tlumczen i uspokajania sumienia oraz opinie innych na temat tego zajecia...

Mamy spora dawke wiedzy na temat, ktory czesto lezy na dnie jednej z szuflad w naszej glowie. Temat, ktory warto bylo wyjac, wytrzepac tak, zeby nabral nowego odcienia :)

Uff... jakos poszlo... nastepnym razem bedzie lepiej ;) I oby nie bylo to za kolejne dwa miesiacego. Czego sobie (i Wam?!) zycze :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17