Ziemia nie kręci się wokół Słońca, Ziemia kręci się wokół Paryża
Blog > Komentarze do wpisu
Pocieszenie/ Anna Gavalda

Jestem po lekurze tej ksiazki oraz... komentarzy francuskich czytelniczek.

Pocieszenie reklamuje sie w Polsce jako wielki bestseller we Francji w 2008 roku. Najwyrazniej jednak czolobitne fanki wczesniejszej powiesci Gavaldy Ensamble, c'est tout (Po prostu razem) kupily La consolante (Pocieszenie) z rozbiegu, poniewaz krytykom nie ma konca. Wsrod niekrotkiej listy komentarzy dotyczacych tej ksiazki znalazlam JEDEN! pozytywny. Reszta to narzekania na styl. Ze pierwsze 250 stron nie do przejscia. Ze rzucaly. Bo nudno. Bo styl nieprzejrzysty. Nieprosty. Bo Gavalda to zawsze gladko i przyjemnie. I jak ona mogla im to zrobic? Ze po co eksperymentuje? Skoro one ja lubia za zdania pojedyncze. Bron Boze zlozone! No i jak one maja sobie poradzic z wielokropkami na koncu akapitu...

No coz przyznaje, ze siegnelam po La consolante w ubieglym roku i... rowniez sie nie udalo mi sie accrocher/ wciagnac. Skladam to jednak na karb mojej niedostatecznej jeszcze znajomosci jezyka Moliera.

Pocieszeniem w wersji polskiej jestem... oczarowana. I to wlasnie narracja!

(jesli chodzi o tresc to w jednym zdaniu okreslilabym ja: Dom nad rozlewiskiem w meskim wydaniu ;))

Wiec:

- albo to tlumaczaca Magdalena Kaminska-Maurugeon zrobila z powiesci Anny Gavaldy takie cudenko (bez wzgledu na to, czy odpowiedz jest pozytywna, czy nie to chapeau bas dla niej - trudny tekst, fantastyczny przeklad)

- albo francuskie czytelniczki... (podobno nie mowi sie zle o nieobecnych ;)).

Pocieszenie podzielone jest na trzy czesci.

Pierwsza - ta, ktora w czambul potepiaja Francuzki - poszatkowana, przywodzaca na mysl sposob myslenia i wypowiadania sie wspolczesnego niespokojnego mieszkanca metropolii, nerwowa. Narracja prowadzona jest tu z punktu widzenia glownego bohatera oraz autorki. Ta ostatnia nie obawia sie poszturchiwac i podpuszczac tego pierwszego (swietne :)). 250 stron wyjetych z 'naszego' wielkomiejskiego zycia.

Druga - duzo bardziej spokojna, przejrzysta, czytelna.  W tym miejscu zdezorientowane fanki Ensemble, c'est tout (Po prostu razem) odzyskuja glowe. Sielankowo opisana sielanka (maslo maslane? ;)). 300 stron zycia z 'naszych marzen'.

Trzecia - podsumowujaca, w ktorej glowny bohater rysuje (czynnosc, o ktorej prawie zapomnial bedac wzietym architektem), a autorka opisuje to, co 'wychodzi' spod jego olowka. Optymistycznie, happy endowo...

Ksiazka jest stosunkow swieza, wiec nie znalazlam jeszcze wielu opinii polskich czytelniczek. Jednak wsrod tych, ktore przeczytalam (m. in. moich blogowych kolezanek http://chiara76.blox.pl/2009/10/Pocieszenie-Anna-Gavalda.html, http://niecodziennikliteracki.blox.pl/2009/10/Charles-Balanda-Nasz-bohater.html) zadna nie rozdziera szat i nie rzuca ksiazka po przeczytaniu 20 stron zrozpaczona niemoznoscia accrocher.

Sama Anna Gavalda na pytanie, czy rozumie dezorientacje czytelnikow w obliczu jej nowego stylu mowi, ze przykro jej z tego powodu, ale NIE ROZUMIE i, ze nie bedzie sie zmuszac do pisania 'prosto', zeby bylo ladnie (z wywiadu udzielonego francuskiemu biblioblogowi

http://www.biblioblog.fr/post/2008/07/04/Interview-dAnna-Gavalda).

I slusznie. Pocieszenie to najlepsza z przeczytanych przez mnie ksiazek Anny Gavaldy (nie siegnelam jedynie po wielbione Ensemble, c'est tout - znam akcje z filmu, a sadzac po opiniach gladka forma nie bylaby zaskoczeniem).

piątek, 13 listopada 2009, karolinabart

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2009/11/13 18:52:50
Aaa... jeśli ten film jest na podstawie tej autorki, to ja dziękuję! Rzadko coś, co się tak dobrze zapowiada tak fatalnie się kończy (moim zdaniem). A jeśli "dom nad rozlewiskiem" to to coś, co moja mama ogląda w niedzielę wieczorem, to czytać to i w męskim wydaniu... Ja podziękuję, tym razem :)
-
karolinabart
2009/11/13 22:30:54
@czara - Nie widzialam serialu 'Dom nad rozlewiskiem'. Ale ksiazke czytalam i swego czasu polecalam na prawo i lewo - dawka optymizmu w pigulce. Moze jednak sie skusisz? :)
-
Gość: elwira, *.fbx.proxad.net
2009/11/14 19:45:55
Ja swoja przygode z Anna Gavalda zaczelam od "Ensemble c'est tout" w polskim tlumaczeniu, bo dostalam w prezencie. Spodobala mi sie ta ksiazka ze wzgledu na ciepla atmosfere i uroczych bohaterow. Zachecona, kupilam juz po francusku "Je l'aimais" i "Je voudrais que quelqu'un m'attende quelque part " i ... ledwo strawilam. Uwazam, ze jezyk , ktorym posluguje sie autorka, jest zbyt prosty i ubogi. Ksiazki uwazam za marne (wlasnie ze wzgledu na jezyk) i raczej juz po Gavalde nie siegne, nie po francusku w kazdym razie.
Co do tlumaczenia "Ensemble c 'est tout", uwazam, ze jest swietne, zeby tak ladnie przetlumaczyc, to co tak kiepsko przezentuje sie w oryginale, rzeczywiscie nalezy sie chapeau bas :-)
-
Gość: czara, *.122.71-86.rev.gaoland.net
2009/11/14 21:09:54
Nie dam rady. Nawet dla Ciebie tego nie zrobię... ;) Lubisz Brodzik? Lubis modę lat osiemdziesiątych potraktowaną bez zmrużenia oka? Dla mnie to rozlewisko będzie się już tylko z tym kojarzyć. Nie dam rady, no. Już prędzej sięgnę po panią Gavalde, jeśli trafię. Na razie dzisiaj wykopałam w jakimś pudle na trotuarze (bo chyba nie chodniku;) Zolę, Doris Lessing i Atwood w oryginale i zapłaciłam za to wszystko... 2 euro! Jestem wniebowzięta ;)
-
Gość: Gráinne, *.bb.sky.com
2009/11/15 23:44:31
Przeczytalam, albo raczej przebrnelam przez "La consolante" w zeszlym roku, z raczej mieszanymi emocjami... Podobalo mi sie przynajmniej na tyle, zeby skonczyc, ale... moim zdaniem za duzo w tym wszystkim sentymentalizmu lub tez dramatyzmu, wyegzaltowania, sama nie wiem jak to okreslic... Zwlaszcza to zderzenie pomiedzy jego zona Paryzanka (diabel ubiera sie u Chanel...), a kobieta, w ktorej sie zakochuje, wydaje mi sie bardzo przesadzone. Pierwsza to macocha, a druga krolewna sniezka i 7 dzieci. Uwazam, ze Gavalda tak bardzo usiluje osiagnac glebokosc i "sophistication", ze tym razem po prostu przesadzila... Ale moze to ma faktycznie cos wspolnego z jezykiem (to pewnie te angielskie wtracenia... ;)). W kazdym razie jestem naprawde pelna podziwu dla tlumacza, ktory podjal sie tego zadania!!! A co do "Ensemble, c'est tout", to ksiazka bylam zachwycona, film natomiast STRASZNIE mnie zawiodl... Nie znalazlam w nim absolutnie niczego, z tego, co podobalo mi sie w ksiazce.
-
magda.matraszek
2009/11/15 23:46:28
czemu mnie tu jeszcze nie bylo?!?!?!? kim jestes! co robisz w Paryzu? od keidy tam mieszkasz? mam tyle pytan!

przegladam na szybko bloga i kazde kolejen zdjecie zabiera mi powietrze! brakuje tchu... jak dobrze znow poczuc ten klimat...
pozdrawiam cieplo - magda (kiedys mieszkalam w Paryzu,dawne dzieje... dzis juz tylko powracam myslami...)

ps.a Gavalde lubie,zwlasza jej zbior opowiadan "Chcialbym zeby ktos gdzies na mnie czekal". ale tej ksiazki najnowszej nie znam, musze znalesci przeczytac. Dziekuje za zachete:)
-
karolinabart
2009/11/16 09:13:45
moze powinnam przeczytac 'Ensemble c'est tout', ale z tego, co sugeruje Elwira - po polsku :)
@Grainne - czytalas 'La consolante' po angielsku?
@czara - po jakich trotuarach Ty sie 'szlajasz'?
@magda - witaj :) ja zdaje sie bylam juz kiedys na Twoim blogu... pozdrawiam
-
Gość: Gráinne, *.bb.sky.com
2009/11/16 15:59:26
Wszystkie ksiazki Gavaldy czytalam tylko po francusku. Generalnie jesli znajomosci jezykowe mi na to pozwalaja, staram sie czytac w oryginale... Przy tlumaczeniach zawsze sie zastanawiam: a ciekawe, jak to bylo w "prawdziwej" wersji... i od razu podejrzewam tlumacza o "zdrade", no bo przeciez jest rzecza powszechnie znana, ze "traduttore, traditore", etc. ;) Ale to pewnie rodzaj zboczenia zawodowego ;) Jezeli chodzi o "La consolante", to mowiac o jezyku, mam na mysli wszystkie wyrazenia angielskie, ktore pojawiaja sie w wersji francuskiej "en masse"... ;)
-
karolinabart
2009/11/16 19:56:55
@Grainne - tak wlasnie myslalam... ale... nie sadzilam, ze jestes tlumaczem :) pysznie :)
-
2009/11/16 21:33:39
witam, tu tłumaczka La Consolante. Przede wszystkim bardzo dziękuję za miłe słowa :-) Biorę do siebie tylko te, które dotyczą Pocieszenia, bo nie przekładałam wcześniejszych książek Gavaldy. Muszę powiedzieć, że choć przełożyłam już kilka książek w życiu, praca nad Pocieszeniem należała od najtrudniejszych, choć to przecież "tylko" takie "czytadło"... Niejeden raz dosłownie klęłam, rodziło się to w bólach. I też czytałam wszystkie te wypowiedzi na francuskich forach. Mam nadzieję, że nie zdradzę jakiejś pilnie strzeżonej tajemnicy, gdy napiszę, że pomogła mi na pewno wersja nomen-omen "annotée", którą dostałam od Autorki - jak zresztą wielu tłumaczy tej książki w innych krajach - dzięki temu niedomówienia stały się jaśniejsze, a wielokropki - bardziej czytelne. Oczywiście, traduttore, traditore, na temat odpowiedzialności tłumacza wylano hektolitry atramentu, ale też - jednak - czym byłby bez nas świat :-) Nie sądzę, żebym dokonała "cudów" z tym tekstem, on po prostu taki jest. Może nasz język jest dla nas strawniejszy, może łatwiej nam wchłonąć całą tę (w sumie wcale niełatwą) treść w takim brzmieniu. Choć słyszałam już, że Polacy, miłośnicy "wcześniejszej" Gavaldy też miewają z nią kłopot. Tak czy inaczej postanowiłam trzymać kciuki za tę książkę i cieszę się, że ma już polskich czytelników. Pozdrawiam serdecznie, Magda Kamińska-Maurugeon
-
karolinabart
2009/11/16 22:16:06
@maurug - Pani Magdo, dosc czesto zwracam sie do autorow na moim blogu, nigdy jednak nie zdarzylo mi sie, zeby wywolani 'do tablicy' ;) rzeczywiscie sie zglosili, dziekuje serdecznie za komentarz i jeszcze raz gratuluje - SWIETNA ROBOTA, pozdrawiam
-
2009/11/17 20:23:18
Zeby nie wyszlo na to, ze sama pod soba dolki kopie, oskarzajac (publicznie jak sie okazuje ;)) tlumaczy o "zdrady", musze koniecznie dodac na moje usprawiedliwienie, ze jedyne, co chcialam przez to wyrazic, to to, ze nie ma tlumaczen doskonalych, i ze gdzie dwoch tlumaczy, tam trzy przeklady ;) Jak frustrujacy moze byc proces translacyjny, swietnie opisuje Tim Parks w "An Italian Education" (cytuje w oryginale ;))
"I have been a translator for many years and one of the most galling aspects of that galling job is to realise, on translating a word, that you have offered only a tiny fraction of its meaning, only an empty semantic shell, since so often surface meaning is nothing more than the stony outcrop of a great mass of cultural bedrock beneath. Thus, if I write sacrifici in Italian, you will immediately guess that it means sacrifices , but unless you have lived in Italy you cannot imagine how often and in how many ways that word is used here, how it seals a crucial joint in the Latin mind frame, offers a vital stepping stone in the Catholic search for good conscience."
Dlatego, pomimo, ze nie znam polskiego przekladu, zdecydowanie podpisuje sie pod wczesniejszymi wypowiedziami: "chapeau bas" dla pani Magdy juz za samo podjecie sie tego trudnego zadania! :)

@karolinabart: Tak, jestem tlumaczem, ale community interpreting ma chyba jednak niewiele wspolnego z tlumaczeniami literackimi. Na te ostatnie nie mialabym ani odwagi, ani cierpliwosci, o talencie nie wspominajac ;)
-
2010/09/25 18:18:15
Czytałam wszystkie gavaldy i ,,Pocieszenie" uważam za najlepsze.
-
Gość: agahofman, *.centertel.pl
2010/10/26 12:24:55
czytałam wszystkie dostepne w Polsce książki A. Gvaldy i właśnie "Pocieszenie" do mnie trafia najbardziej, choc to rzecz o mężczyźnie bardziej. Ale na tle innych mam wrazenie, ze właśnie tłumaczenie i kunszt tłumacza czyni z "Pocieszenia" takie Dzieło. Czapką do ziemi - zdecydowanie!
-
Gość: beatag, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/01 15:06:34
Dopiero zaczęłam "Pocieszenie" jestem na 36 stronie i już mnie wciąga. Kilka pierwszych stron faktycznie trochę ciężkich, ale teraz to już myślę, że będzie tylko lepiej. "Po prostu razem" czytałam i bardzo mi się podobało. Polecam.